Fundacja Kościuszkowska w Nowym Jorku

Długo zastanawiałam się jak opisać Fundację Kościuszkowską w Nowym Jorku. Nie chciałam pisać tylko o stypendiach, z których oczywiście fundacja jest najbardziej znana. Zastanawiałam się czy nie zacząć od opisu wspaniałego, historycznego budynku fundacji – kamienicy zaprojektowanej przez samego Van Alen (tak, dokładnie tego samego, który zaprojektował Chrysler Building).

A może zacząć notkę na blogu od opisu galerii dzieł polskich mistrzów które należą do fundacji? Tak na Manhattanie mamy obrazy artystów takiej miary jak Matejko, Chełmoński, Malczewski, Kossak czy Styka. Wspaniały, hipnotyzujący autoportret Malczewskiego wisi w głównej sali i nie mogłam oderwać od niego wzroku.

Ale najbardziej fascynujący wątek dla mnie to historia samego założyciela Fundacji – Szczepana Mierzwy.

Pochodził on z ubogiej chłopskiej rodziny. Kiedy miał zaledwie 17 lat wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. Drogę do Ameryki pokonał na pokładzie niemieckiego parowca, śpiąc na sienniku w na najniższym pokładzie statku. Taki rejs to była ciężka próba dla ciała i charakteru. Ponad dwustu pasażerów na ciasnej przestrzeni. Piętrowe łóżka, brak urządzeń sanitarnych, naczyń, sztućców czy nawet czystej wody do picia.

Imigranci lądujący na Ellis Island w tym czasie opowiadali o podróży:
„kto słabiej pcha się do kotła odchodzi głodny, bagaże jeżdżą po pokładzie przy każdym przechyle statku, koce są zawszone, umywalnie nieczynne, niektórzy pasażerowie nieumiejący sobie radzić z potrzebami załatwiają się po kątach.”

W 1910 roku Nowy Jork zalewa fala imigrantów. Ponad 10% pasażerów zostaje zatrzymanych do dalszych kontroli na Ellis Island, wielu nie wpuszczono do Stanów i musiało wracać do kraju. Mierzwa nie znał angielskiego. Udaje mu się jednak szczęśliwie przejść przez odprawę. Zapewne dlatego, że na Ellis Island w tym czasie pracuje tłumacz znający język polski.

Jak wielu emigrantów, Mierzwa zmienia nazwisko na prostsze dla Amerykanów i nazywa się teraz Stephen Mizwa. Udaje się do Northampton gdzie polscy emigranci, znajomi rodziców, pomagają mu znaleźć pierwszą pracę. Pracuje zbijając drewniane skrzynki, zmywając naczynia i obierając ziemniaki w restauracjach a wieczorami uczy się języka angielskiego, aby później podjąć studia.

Zdobywa stypendium na studia w Amherst College. W kilka lat później otrzymuje tytuł magistra ekonomii na Uniwersytecie Harvarda. W 1922 roku otrzymuje prestiżową pozycję wykładowcy ekonomii w Drake University.

Ta sama historia jest już niesamowicie inspirująca, ale prof. Stephan Mizwa nie poprzestaje na tym. Postanawia zainicjować wymianę naukową pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Polską i rozpoczyna zbieranie środków finansowych na stypendia dla Polaków.

Tak powstaje Polsko-Amerykański Komitet Stypendialny, prekursor Fundacji Kościuszkowskiej. Pierwszym posunięciem komitetu był ponoć zakup maszyny do pisania, na której Mizwa pisze listy do potencjalnych sponsorów, a pierwszym sukcesem była dotacja w wysokości 5 dolarów.

Dzięki entuzjazmowi Mierzwy komitetowi udało się zebrać fundusze na stypendia dla dziewięciu studentów z Polski. Wyjeżdżają studiować na prestiżowych amerykańskich uczelniach: na Harvardzie, Yale i Columbii. Jednocześnie komitet finansuje wyjazd amerykańskiego profesora do Polski aby prowadził wykłady na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Zachęcony sukcesem Mizwa porzuca pracę i studia doktoranckie i całkowicie koncentruje się na swojej misji. Zakłada fundacje i stawia sobie cel – zebrać milion dolarów! Fundusz odpowiednio wysoki tak aby zainwestowany mógł generować dochody na stypendia i pokrycie kosztów operacyjnych fundacji.

Pomimo ogromnych wysiłków niestety udaje mu się zebrać tylko trochę ponad 40,000, z czego większość to dotacje Amerykanów. Polonia podchodzi bardzo sceptycznie do samego pomysłu fundacji. A już pomysł zebrania miliona dolarów spotykał się z niedowierzaniem i kpinami.

Jednak nie zniechęciło to profesora Mizwy, trudne początki po latach skomentował żartobliwie:
“Miałem wytrwałość polskiego chłopa, entuzjazm fanatyka i wiarę, że prędzej czy później zbierzemy milion dolarów”. 

Ważnym wydarzeniem jest zakup stałej siedziby fundacji w prestiżowej części Manhattanu, na Upper East Side. W 1944 roku pani Patterson – wdowa po znanym, przemysłowcu amerykańskim – wystawia na sprzedaż piękną kamienicę “Van Alen” za 275 tys. dolarów. Oczywiście jest to cena poza możliwościami finansowymi fundacji. Jednak Mizwa tak przekonująco przedstawił cele działalności Fundacji, że wdowa decyduje się obniżyć cenę kamienicy do …. 85 tys. dolarów!
A kilka lat później pani Patterson dodatkowo przeznacza kolejne 16 tysięcy dolarów na spłatę hipoteki.

Fundacja Kościuszkowska w Nowym Jorku
Siedziba Fundacji

Przez kolejne 20 lat prof. Mizwa niestrudzenie przemierza Stany Zjednoczone, by skłonić rodaków i sympatyków Polski do finansowego wsparcia Fundacji Kościuszkowskiej. Poparcie nadchodzi często z najbardziej nieoczekiwanych stron. Przykładowo, tysiąc czarnoskórych dzieci przekazuje fundacji dziesięciocentówki jako symboliczne podziękowanie za to, że Kościuszko swoją generalską gażę przeznaczył na uwolnienie niewolników.

W 1950 roku Stanisław Petera, emerytowany pracownik korporacji General Electric przekazuje fundacji obligacje rządowe o wartości $25,000. Kapitał został zainwestowany na giełdzie a transakcja okazała się szalenie intratna.

Wytrwała praca i poczucie misji Mizwy przyniosły zamierzone rezultaty. W 1969 roku fundusz założycielski fundacji osiągnął zamierzony milion dolarów.

Fundacja Kościuszkowska w Nowym Jorku

W 1970 roku, po 45 latach kierowania Fundacją, Mizwa odchodzi na emeryturę natomiast założona przez niego organizacja działa prężnie do dziś.

Fundacja promuję polską kulturę i wymianę naukową. A rocznie przeznacza około 1 miliona dolarów na granty i stypendia dla około 60 osób z Polski. Trzeba tu dodać, że Fundacja jest jedyną prywatną instytucją przyznającą stypendia polskim artystom, studentom i naukowcom.

Czyż to nie fascynująca historia? Taka która napełnia nas dumą a zarazem pokazuje, że najbardziej nierzeczywiste marzenie mogą się spełnić – jeżeli tylko wystarczy nam energii na ich realizację.

Zachęcam do przejrzenie oferty programów stypendialnych i kulturalnych fundacji. A osoby mieszkające w Nowym Jorku do zainteresowania się członkostwem w fundacji. Nie tylko warto wspierać taką organizację ale członkostwo daje dostęp do wielu wyjątkowych wydarzeń kulturalnych – koncertów, projekcji filmowych, wystaw sztuki oraz szalenie interesujący prelekcji. Sama ostatnio byłam na fascynującej prelekcji poświęconej Ignacemu Paderewskiemu – ale to już temat na kolejną notkę.

Fundacja Kościuszkowska w Nowym Jorku

Życiorys prof. Mizwy napisany na podstawie informacji na stronie fundacji  

O fundacji opowiadał mi p. Tomasz Kierul, Dyrektor ds Rozwoju Fundacji

Porozmawiajmy :)