Dlaczego jest tak wiele samotnych Amerykanek?

Wśród moich amerykański znajomych większość samotnych osób to kobiety. I są same z wyboru. Coraz większy procent Amerykanek odkłada wyjście za mąż na później. I nie ma to żadnego związku z wykształceniem, inteligencją, urodą czy wysokością zarobków. Dlaczego jest tak wiele samotnych Amerykanek? Odkładają małżeństwo na później bo mają taką możliwości. Nie chce powiedzieć, że życie w pojedynkę jest lepsze niż we dwójkę. Nie, tak nie jest. Myślę, że większość moich znajomych chce znaleźć swoją drugą polówkę. Ale nie za wszelka cenę.

To jest w zupełności OK nie być mężatka. I nie mówię tu tylko o Nowym Jorku (gdzie nikt nie kwestionuje indywidualnych wyborów i sposobu życia) ale o dominującym trendzie w całej Ameryce.

Najbardziej zaskakujące są dane potwierdzające ten trend.

Zgodnie z danymi, które przeczytałam w ostatnim New York Magazine, odsetek amerykańskich kobiet, które są w formalnym związku małżeńskim spadł poniżej 50%. Innymi słowy, samotne kobiety (w tym te, które nigdy nie były w związku małżeńskim, jak i te rozwiedzione, lub w separacji) przewyższyła te żyjące w związku małżeńskim.

Jeszcze bardziej uderzające są statystyki jak spojrzymy na wiek osób w związkach małżeńskich w Stanach: tylko około 20% Amerykanów w wieku 18-29 lat jest w związku małżeńskim, w porównaniu do prawie 60% jeszcze w 1960 roku.

Ba, aż 40% samotnych Amerykanów w wielu 18-29 nie szuka partnera na stałe. Odkładają taką decyzje na później.

Jeszcze ciekawiej wynika spojrzenia na to kiedy Amerykanki wychodzą za mąż. Okazuje się ze wyższe wykształcenie i wyższe zarobki ułatwiają znalezienie partnera, a nie odwrotnie. Spójrzcie na poniższe zastawienie z Pew Research Center.

Dlaczego jest tak wiele samotnych Amerykanek?

W przeszłości kobiety z wyższym wykształceniem nie wychodziły za maż. Ponad 30% takich kobiet w latach 60. nie była zamężna – to jest trzy razy więcej niż kobiety które skończyły tylko college. Im wyższe wykształcenie tym mniejszy procent kobiet był w związku małżeńskim.
Ba, w Stanach nawet pokutował mit ze, kariera kobiety i wysokie zarobki stoi na drodze do udanego małżeństwa. Począwszy od 2000 roku ten trend zaczął się zupełnie odwracać. A obecnie nie ma już zupełnie korelacji pomiędzy wykształceniem czy wysokością zarobków a małżeństwem.

Obecnie im wyższe wykształcenie tym rzadsze rozwody. Czyli kariera i skupienie się na pracy zawodowej nie jest juz czynnikiem wpływającym na chęć zawarcia małżeństwa. Amerykanki po prostu wychodzą później za mąz – bez względu czy skupione są na wspinaniu się po korporacyjnej drabinie czy tez na rozwoju osobistym.

Z czego wynika ten trend?

Coraz więcej kobiet ma szczęśliwe życie zawodowe, towarzyskie, spełniają się jako matki, mają udane związki a jednocześnie nie widzą konieczności aby związywać się z kimkolwiek na stale prawnie. Coraz więcej kobiet mieszka samych – z prostego powodu ponieważ jest to możliwe. Nie są to walczące feministki, nie twierdzą ze nigdy nie wyjdą za mąż. Tylko jak to powiedziała Sheryl Sandberg “Who you marry is the single most important decision you make” (“to za kogo wyjdziesz za mąż jest jedną z najważniejszych decyzji jaka możesz podjąć”). Może wiec warto poczekać?

Ja zdecydowałam się na małżeństwo później niż większość moich znajomych. Nieświadomie zgodnie z amerykańskim trendem 🙂 Patrząc z perspektywy to była dobra decyzja. Ciekawa jestem czy zgadzacie się ze warto przełożyć małżeństwo na później?

9 comments

  1. Im później, tym się ma większe wymagania, swoje przyzwyczajenia, więc trudniej sobie kogoś znaleźć z kim będziemy chcieli się związać. Odkładając na później, można odłożyć na zawsze. Nie ma jednak dobrego terminu, to bardzo indywidualna kwestia. Najważniejsze to jednak wybrać dobrze 🙂

  2. Fajny post.
    “to za kogo wyjdziesz za mąż jest jedną z najważniejszych decyzji jaka możesz podjąć”
    Z tej rzeczywistości tylko to mi sie podoba. Reszta jest raczej smutna:(Trudno sie obrażac na Świat! Jest jaki jest, ale co to za Świat? Samotne matki, samotni ojcowie. Wszyscy robia tak,żeby im było wygodniej, łatwiej, szybciej. A dzieci? Nie to,żebym się stawiał, bo jaki mam na to wpływ:) Po prostu mi się ta fast-food`yzacja życia nie podoba:(

    cyt.(…)Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam
    Na pierwszej stacji, teraz, tu!
    Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat bo wysiadam
    Przez życie nie chce gnać bez tchu (…)

    No ale ja jestem z “prowincji”:)
    A tak by the way Magda jest jakiś blog o Nowym Jorku z perspektywy faceta?:)

    • Tak kwestia dzieci jest bardziej skomplikowana, masz racje. Natomiast sam trend jest mega ważny i optymistyczny. Zwłaszcza dla kobiet, które często godzą się na olbrzymi kompromisy tylko z uwagi na presje społeczną.

      Co do blogu pisanego przez mężczyznę – niestety nie znam. Tzn są specjalistyczne skupione na muzyce, klubach, jedzeniu, modzie w NY ale nie znam takiego bardziej całościowego. Może inni czytelnicy podpowiedzą. Serdeczności

  3. To zalezy gdzie jest granica. Im jestesmy strasi i im wygodniej nam sie zyje tym trudniej snalezc kogos kto nam sie w ten swiat wpisze.
    Oczywiscie jestem tez przeciwna presji spolecznej ze wzgledu na wiek.
    Po za tym zawsze pozostaje kwestia dzieci. Dzis co druga para ma problem z plodnoscia. Zapominamy jednak ze zabieramy sie do rzeczy mocno po 30, podczas gdy nasze matki rodzily nas jako 20latki.

    Jesli komus to pasuje to ok. Ale duzo smutniej jest jak ktos budzi sie z reka w nocniku na starosc i żaluje.

  4. Przełożyć, czy nie… dla mnie kwestia jest mocno związana z tym kiedy (i czy w ogóle) spotka się człowieka, z którym zechce się stanąć na ślubnym kobiercu. Trudną kwestią jest wyciszenie głosów, które podpowiadają wielu kobietom jak diabełek siedzący na ramieniu: “już czas, lepszego i tak nie znajdziesz, powinnaś już mieć dzieci (co z tego, że potencjalny tatuś wcale się na niego nie nadaje)…” – o zgrozo jedna z moich koleżanek po trzydziestce zdała się ich posłuchać.
    Sama coraz częściej spotykam się z pytaniem “a Ty kiedy zamierzasz wyjść za mąż? (ciekawe za kogo :p), kiedy pierwsze dziecko? Z drugiej strony mama jest przekonana, że nigdy nie zostanę żoną i całą miłość przeleję na moje trzy koty. Najbardziej chciałabym, żeby w tej kwestii wszyscy dali mi święty spokój; naprawdę.

    Może fakt, że coraz większa rzesza kobiet to singielki z wyboru ma związek z ‘upadkiem mężczyzn’, o którym coraz częściej piszą psychologowie (np. Zimbardo)
    Krótko mówiąc – skomplikowana kwestia.

    Pozdrawiam ciepło z zaśnieżonej PL!:)

    • A czy musimy brać ślub… Indywidualna kwestia. Od 15 lat żyję w stałym związku, ale bez ślubu. Bo tak chcę 🙂

  5. Razem z moim mężem mamy dwie grupy znajomych, które widziały się tylko raz na naszym weselu. Sami rówieśnicy (25l) w jednej grupie byliśmy ostatnią parą, która się pobrała w drugiej zaś pierwszą a na horyzoncie nie widać nikogo, kto byłby następny w kolejce, głownie ze względu, że wszyscy są singlami (z wyboru lub też nie). Widoczna jest jednak tendencja, że moi znajomi nie mają podzielnej uwagi… 😀 Ci co się kształcili i zaczęli pracę nie mają nikogo, Ci co zakończyli edukację trochę wcześniej mają rodziny i już po dwójce urwisów. Straszny schemat praca-kariera albo mąż/żona-rodzina. Może życie w związku bez urzędowego papierka, pozwala na realizowanie siebie a jednocześnie daje nadzieje, że kiedyś otworzy się razem z partnerem “księgę życia” na tej samej stronie i będą z tego dzieci a potem może i obrączka?! Chociaż znam pary, które nigdy nie chciały się pobrać a są razem całe życie i mają już dorosłe dzieci…

  6. Mieszkam w jednym z dużych miast w Polsce i mam dużo znajomych, atrakcyjnych, “ustawionych” w życiu kobiet koło 40, które są singielkami. Nawet nie z wyboru, ale to jest efekt (poniekąd uboczny) panującej obecnie kultury instant. Potencjalny partner staje się produktem, taskiem, a gdy “projekt” się nie powiedzie, zastępuje go inny, z nowymi emocjami, ba nawet z nową możliwością własnej autoprezentacji. Już jesteśmy na tej drodze. Tego nie da się zatrzymać. Sam jestem tego przykładem i dobrze mi z tym 😉

Porozmawiajmy :)