Jak wygląda praca Au Pair w USA

W ramach serii „Nowy Jork według …”, obiecany już dawno, wywiad z dziewczynami z programu Au Pair.
Wybrałam odpowiedzi dwóch dziewczyn, które nie tylko najciekawiej opowiadały o ich pracy i życiu w Stanach, ale tez dobrze znają Nowy Jork. Mam nadzieje, ze notka przyda się wszystkim rozważającym wyjazd.

Tak na marginesie … muszę powiedzieć, ze byłam bardzo pozytywnie zaskoczona, ze Au Pair w Stanach mają tak silną i aktywną grupę wsparcia. Bardzo sobie pomagają i doradzają. Przez ostatni tydzień czytałam i obserwowałam ich dyskusje na forum i muszę powiedzieć, ze jeżeli gdzieś tam jeszcze pokutują mity na temat tego, ze „Polak Polakowi …” to wydaje się ze nie jest to prawdą. Byłam równie mile (milej:)) zaskoczona, ze niektóre znają mój blog <3. 

Zapraszam!:

Od kiedy jesteś w programie Au Pair i gdzie?

Joanna M: Pierwszy krok na amerykańskiej ziemi zaliczyłam 3 listopada 2014. Po czterech dniach szkolenia w Tarrytown NY zamieszkałam w Pelham w hrabstwie Westchester na północ od Bronxu. Dotarcie do samego centrum Manhattanu zajmowało mniej niż pół godziny.

F.B.: Au pair jestem od stycznia 2015r. Najpierw byłam au pair w Houston, TX ale po dwóch tygodniach pobytu u host rodziny trafiłam w re-match i musiałam się przeprowadzić. Drugą rodzinę znalazłam w North Carolina.

Jak znalazłaś rodzinę?

J.M.: Jeśli chodzi o rozpoczęcie przygody z au pair w USA uważam, że jedynym słusznym wyborem jest wyjazd z agencją. Po długich rozważaniach wszelkich plusów i minusów wszystkich dostępnych w Polsce agencji zdecydowałam się wybrać AU PAIR IN AMERICA. Wiedziałam, że jeśli mam wyjechcać to tylko do rodziny idealnie dopasowanej do mnie. Dlatego po łącznie trzech tygodniach od otwarcia roomu, a po 10 dniach rozmawiania z rodzinami, spośród czternastu rodzin wybrałam swój Perfect Match. Decyzję podjęłam po pół godzinnej rozmowie na Skypie, a właściwie już po zobaczeniu ich profilu, kiedy to zrozumiałam, że mają wszystko to czego szukam.

F. B. Rodzinę znalazłam przez agencję AuPair Care.

Co masz zapewnione w umowie?

J.M.: W umowie zapewnione zostało wszystko to, co narzuca rząd amerykański dla au pair czyli kieszonkowe co tydzień 195,75$, praca nie więcej jak 10 godzin dziennie, nie więcej jak 45 godzin w tygodniu, 1 wolny weekend w miesiącu, 2 tygodnie płatnego urlopu oraz 500$ na kursy.

F.B. .Moja umowa obejmuje tylko opiekę nad dziećmi. Nie mogę pracować więcej niż 45h tygodniowo, przysługuje mi półtora dnia wolnego w tygodniu oraz jeden cały wolny weekend w miesiącu. Podpisujemy ją na rok, ale jeśli au pair chce to może przedłużyć swój pobyt o kolejne 6, 9 lub 12 miesięcy z tą samą rodziną lub z nową. Mamy również zapewnione 500$, które rodzina goszcząca musi zapłacić za dowolny kurs w college jaki sobie au pair wybierze. Ponadto przysługuje nam 10 dni płatnego urlopu.

Jak wygląda Twój plan dnia, tygodnia? Kiedy masz czas dla siebie?

J.M. Od poniedziałku do czwartku pracowałam od 7 rano do 7 wieczorem z przerwą w ciągu dnia od 8:30 do 15 kiedy to dzieci były w szkole. Po szkole odrabialiśmy razem lekcje, organizowaliśmy rożne zabawy i zawoziłam dzieci na dodatkowe zajęcia. W piątki dzień wyglądał tak samo z tym, że pracowałam do północy bo rodzice dzieci wychodzili na randki. W soboty zazwyczaj pracowałam od 8 do około 12 i resztę weekendu miałam już dla siebie.

F.B. Au Pair przede wszystkim musi być elastyczna i dopasowywać się do grafiku rodziców. Nie mam ściśle określonego planu dnia, nie mam również stałych godzin pracy. Zazwyczaj jednak zaczynam około 9 rano i kończę między 17 a 19. Opiekuję się dwójką dzieci: dziewczynką 19 miesięcy i 4 letnim chłopcem. Spędzam z nimi całe dnie, ponieważ nie chodzą one do daycare czy pre-school. Staram sie wymyślać zabawy, które mogą ich zainteresować, dużo czasu spędzamy na placach zabaw, a starszy chłopiec potrafi całymi dniami grać na perkusji więc mam darmowe koncerty, które przyprawiają mnie o ból głowy:) Czas dla siebie znajduję głównie późnymi wieczorami oraz w weekendy. Mam to szczęscie, że moja host rodzina nie potrzebuje mojej pomocy w weekendy, także zazwyczaj sobotę i niedzielę spędzam z przyjaciółmi odkrywając ciekawe miejsca czy doświadczając nowych rzeczy.

Co byś doradziła poczatkującym au pair? Na co zwracać uwagę? Czego unikać?

J.M. Radziłabym po prostu pytać potencjalną host rodzine o dosłownie wszystko co im przyjdzie do głowy, chociaż nawet to nie daje gwarancji bycia pewnym co do rodziny. Tak jak au pair w aplikacjach piszą o sobie w samych superlatywach (niejednokrotnie mocno naginając rzeczywistość) tak samo rodziny chętnie będą ukrywać rożne problemy. To samo radzę początkującym au pair. Rodziny zazwyczaj rozumieją, że jesteśmy tam nowe i wszystko jest dla nas obce. Dlatego trzeba pytać o wszystko. Znam historie au pair, która przez rok piła gorzką herbatę i kawę bo nie wiedziała gdzie jest cukier. Serio. A wystarczyło zapytać. Poza tym nie decydujcie sie na rodzinę jeśli nie jesteście jej pewne. I jeśli na miejscu coś będzie nie tak, nie płaczcie w poduszkę, tylko pogadajcie. Z host rodziną, z bliskimi w Polsce, z LCC, z koleżankami, z psem sąsiadów, kimkolwiek. I unikajcie spędzania wolnego czasu na robienie rzeczy, które zawsze robicie. Spróbujcie czegoś nowego. Ten rok ma być rokiem nowych przygód.

F. B. Początkującym au pair z pewnością doradziłabym uzbroić się w CIERPLIWOŚĆ! Początki są zazwyczaj bardzo trudne. Po pierwsze przeżywamy (jedne mniej a drugie bardziej) szok kulturowy, zamieszkujemy z obcymi ludźmi i staramy się o akceptację u dzieci, które w ogóle nas nie znają. Przede wszystkim nie można się poddawać! Myślę, że jestem tego dobrym przykładem. Kiedy pierwsza rodzina w Texasie zdecydowała się opuścić program byłam załamana, zaskoczona i bliska powrotu do domu. Na szczęscie część mojej rodziny, przyjaciele, moja Area Director z agencji APC, oraz inne au pair, które poznałam na 3-dniowym szkoleniu w NJ przekonali mnie, że muszę spróbować. Tak więc znalazłam drugą host rodzinę tutaj w NC. Przez pierwsze tygodnie płakałam w poduszkę i po raz kolejny byłam bliska powrotu do domu. Styl życia nowej rodziny kompletnie odbiegał od mojego, a zachowanie dzieci pozostawiało sporo do życzenia. Byłam przekonana, że nie przyzwyczaję się do nowego miejsca, a dzieci się nie zmienią. Tak bardzo się myliłam! Wystarczyło okazać im dużo zainteresowania i miłości, rozmawiać z nimi i tłumaczyć, które wybryki są złe i czego nie powinny robić. Wcześniej nikt im tego nie wytłumaczył. Dziś, po 5 miesiącach u tej rodziny mam fantastyczny kontakt z dziećmi, dziadkowie oraz rodzice bardzo mnie chwalą za to jaki mam na nie wpływ, a ja czasami myślę o tym jak bardzo trudno będzie wrócić do Polski i nie widywać codziennie tych dwóch roześmianych twarzyczek. Oczywiście praca z dziećmi to nie jest sielanka, są gorsze i lepsze dni, ale naprawdę uważam, że cierpliwość to klucz do tego, żeby ten rok w Stanach spędzić wspaniale. Po przylocie trzeba dać czas sobie i dzieciom, żeby przywyknąć do tej całkiem nowej sytuacji.

Jak poradziłaś sobie z barierą językową?

J. M.: Ku mojemu zaskoczeniu nie doświadczyłam czegoś takiego jak bariera językowa. Nie znając jakiegoś słowa opisywałam je, nie rozumiejąc słów prosiłam o powtórzenie bądź wytłumaczenie. Nie ma wyjścia, języka trzeba używać i nie możemy sie zablokować bo ani nie zrobimy zakupów, ani nie założymy konta w banku, ani nie dogadamy sie z nauczycielem czy lekarzem dzieci ani nie załatwimy nic. Na szczęście Amerykanie są otoczeni emigrantami i są bardzo wyrozumiali, bo na każdym kroku spotykają kogoś kto nie rozumie języka lub mówi z obcym akcentem.

F.B.. Barierę językową miałam ogromną i dość długo nie mogłam jej przełamać. Udało się to z czasem i przyszło tak naturalnie, że nawet nie wiem kiedy i jak. Myślę, że trzeba jak najwięcej rozmawiać, nawet z przypadkowymi ludzmi ( przecież zagadanie to osoby stojącej przed Tobą/ za Tobą w kolejce jest tutaj tak naturalną rzeczą, że aż konieczną:)). Poza tym wydaje mi się, że amerykanie są bardzo wyrozumiali pod względem języka: nie wyśmiewają, nie wytykają błędów a i zawsze powiedzą coś pozytywnego np. o akcencie.

Co cię najbardziej zaskoczyło w sposobie wychowywania dzieci w Stanach?

J.M.: W wychowaniu dzieci w Stanach najbardziej zaskoczył mnie brak konsekwencji ze strony rodziców i brak szacunku ze strony dzieci połączony z totalnym ignorowaniem wszystkiego co sie do nich mówi. Na pewno nie jest tak w każdym domu, jednak jest to o wiele bardziej powszechne niż w Polsce.

F.B.. Amerykanie rozpieszczają dzieci jak tylko mogą, wysyłają na dodatkowe zajęcia, kupują wszystko na co ich tylko stać, ale czas jaki im poświecają jest naprawdę minimalny. Bardzo często nie znają swoich dzieci zbyt dobrze. To my au pair wiemy jakie jest ulubione danie ich dziecka, jaka jest ulubiona bajka czy maskotka. Poza tym rodzina do której akurat ja trafiłam w ogóle nie stosuje w domu dyscypliny. Praca z dziećmi kiedy w żaden sposób nie możesz ukarać dziecka nie należy do najłatwiejszych.

Jakie było Twoje pierwsze wrażenie po przybyciu do Stanów / Nowego Jorku?

J.M. Cały pobyt w Stanach to jedno wielkie niedowierzanie, że naprawdę tam się jest. Nowy Jork jest miejscem niesamowicie klimatycznym sprawiającym, że po minucie czujesz, że ktoś skradł Ci serce i tym razem nie jest to przystojny brunet o brązowych oczach, tylko miasto i każda jego ulica.

F.B. USA były moim marzeniem od zawsze. W Polsce nawet studiowałam Amerykanistykę, więc kiedy wysiadłam z samolotu w NJ po prostu nie mogłam uwierzyć, że moje marzenie się właśnie spełnia! Wszystko było takie wielkie, a ludzie tacy otwarci i mili. Pamiętam doskonale kilkugodzinną wycieczkę do NYC organizowaną przez agecję APC. Wszystko zwiedzaliśmy zza szyby autobusu, ale i tak było to niesamowite.

Czy jesteś zadowolona z podjętej decyzji?

J.M: Na dzień dzisiejszy wiem, że wyjazd był najlepszą decyzją mojego życia, choć moja przygoda zakończyła się po pół roku. Każdy dzień był trudniejszy, rodzina przed wyjazdem nie poinformowała mnie, że jedno z ich dzieci rozwija się o wiele wolniej od rówieśników, ma problemy z koordynacją, napięciem mięśniowym i z koncentracją. Nie wspominając już o jakiejkolwiek dyscyplinie czy szacunku. Poczułam, że pół roku godzenia się na coś, czego w planie nie było nie jest warte moich straconych nerwów i zdecydowałam się na rematch. Jestem dzieckiem szczęścia ale najwidoczniej mój limit szczęścia został wyczerpany, bo po dwóch tygodniach nie znalazłam nowej rodziny i musiałam sie wyprowadzić od poprzedniej gdyż już znaleźli zmienniczkę i na kilka dni zamieszkałam u przyjaciółki. Po wielu burzliwych mailach i telefonach w końcu udało mi sie wywalczyć opłacenie biletu powrotnego przez agencję i powróciłam do kraju. Mimo wszystko nie żałowałam ani przez chwilę, że zdecydowałam się na wyjazd i jeśli miałabym jeszcze raz wyjechać, zrobiłabym to. Taki wyjazd to tylko same korzyści!

F.B. Tak, bardzo! Mimo, że po drodze miałam wiele nieprzyjemnych przygód i nawet teraz nie zawsze jest kolorowo to ani przez sekundę nie żałowałam swojej decyzji. Ten program daje ogromne możliwości. Zwiedzamy przepiękny i różnorodny kraj, poznajemy obcą kulturę, zawieramy cudowne znajomości. Czego chcieć więcej! Owszem program ten ma również swoje gorsze strony: nie jest łatwo mieszkać z pracodawcą, nie jest przyjemnie być cały czas od kogoś zależnym (zwłaszcza jeśli przed przyjazdem było się już niezależnym od swojej rodziny) i przede wszystkim host rodziny są dużo lepiej traktowane przez agencję niż au pair. Oni bez problemu mogą zmieniać au pair kiedy tylko zechcą i nie mają z tym problemu. Au pair niestety mają ciężej ze znalezieniem rodziny. Znam kilka takich, które w re-matchu nie znalazły host rodzin i musiały wracać do swojego kraju. To smutne, bo sporo z nich nie zdążyło nawet zobaczyć niczego więcej oprócz miejscowości w której mieszkały tutaj w USA.

Jakie są Twoje ulubione miejsca w Nowym Jorku? 

J. M. Moim ulubionym miejscem chyba będzie na zawsze Central Park, który idealnie nadaje się na długie spacery zarówno w zimę jak i w cieplejsze dni w promieniach słońca. Z sentymentem zawsze tez bede wspominać widok z Brooklynu na most, spacery po 5 alei z rękoma bolącymi od dźwigania toreb z zakupami, piękny dworzec Grand Central, i mimo wszystko nawet wiecznie zatłoczony Times Square, który jeszcze niedawno jako mieszkanka Nowego Jorku omijałam za wszelką cenę.

F.B. Część swojego urlopu przeznaczyłam na Big Apple! Spędziłam w NY 5 cudownych dni. To miasto zawsze będzie moim numerem jeden. Uwielbiam tam dosłownie wszystko! Jeśli jednak musiałabym wybrać tylko kilka miejsc byłby to Central Park, High Line Park, Ellis Island, Brooklyn Bridge. Fani “Friends” muszą koniecznie zobaczyć kamienicę, w której “mieszkali” bohaterowie serialu. Ale według mnie numerem jeden jest przedstawienie na Broadwayu! Naprawdę warto wydać trochę więcej pieniędzy i przeżyć to choć raz! (Osobiście polecam “Króla Lwa”!)

10 comments

  1. Uwielbiam Twojego bloga a ten wpis jest świetny, sama jestem w trakcie aplikacji do programu au pair i takie wpisy pomagają mi się w utwierdzeniu, że to dobra decyzja. Pozdrawiam 🙂

  2. Świetny wywiad! Uwielbiam całego bloga, i z niecierpliwoscią czekam na każdy nowy wpis. Chciałem zapytać czy w programie au pair mogą brać udział tylko kobiety?

  3. Mezczyzni moga jechac, choc nie z wszystkich agencji. Na fb jest grupa otwarta polish au pairs in ny/nj – na liscie uzytkownikow jest na pewno 1 chlopak. Wyjazd na au pair jest mozliwy tylko dzieki agencji-sponsora. Na wlasna reke nie da sie, takie sa wytyczne do otrzymania wizy tego typu.

  4. Ja byłam przez One Globe Travel i tez nie żałuję 😉 ale pracowałam w branży horeca nie w au pair i dobrze, bo dzieci nie lubię (wstydliwe wyznania) 😀

  5. 10 lat temu pracowałam z dziećmi na basenie, praca była dość ciężka cały dzień stać po kolana w wodzie i łapać maluchy które wypadały z ze zjeżdżalni ale ogólnie wyjazd OK.

Porozmawiajmy :)