Czego możemy się nauczyć od Amerykanów?

Miałam zaktualizować notkę o zwiedzaniu Nowego Jorku z dziećmi … ale musi poczekać do weekendu. Pomyślałam, że napiszę notkę o tym czego możemy się od Amerykanów nauczyć. Kolejna notka “czego Amerykanie mogą się nauczyć od nas” już w produkcji.

Życzliwość

Lubię w Amerykanach ich życzliwość. Często bezinteresowną i nie na pokaz. Nie mówię tylko o uśmiechu i pytaniu „jak się czujesz?” do sąsiadów, czy sprzedawczyni w sklepie. Ale raczej o ich trosce o dobro wspólne. Jest to inna życzliwość niż nasza szarmanckość czy gościnność.

Amerykańska życzliwość jest często skierowana do obcych, mniej do jednostki a bardziej do ogółu. Fajna bo obecna nawet wtedy kiedy nikt nie patrzy. To przejawia się w małych (z pozoru) rzeczach, takich jak segregowanie śmieci, sprzątanie trawnika po psie, czy organizowanie sprzedaży ciasteczek dla sąsiadów aby zebrać pieniądze na klomb kwiatów na ulicy.

Dużo młodych osób pracuje tutaj w instytucjach charytatywnych. Jest duża presja i rodziców i szkoły aby młodzi ludzie zajmowali się czymś jeszcze poza nauką. Taka charytatywna działalność dla dobra społecznego (czy to w zarządzie szkoły czy w schronisku dla zwierząt) pomaga dostać się na dobra uczelnie i jest ceniona przez wszystkich. Większość moich nowojorskich znajomych (o bardzo różnym poziomie zamożności) udziela się w organizacjach i pomaga innym.

Cieszą się z sukcesu innych

Ta życzliwość to też cieszenie się sukcesami innych. Przejawia się to nie tylko w pozytywnym wspieraniu znajomych, ale też amerykańskich sportowców, aktorów, celebrytów. Amerykańska kultura promuje ciężka pracę i sukces. Często wręcz mitycznie. Wszyscy (łącznie z naszym prezydentem) podkreślają że do wszystkiego doszli sami. Nawet jeżeli nie do końca jest to prawda.

W Polsce jest często odwrotnie umniejsza się własne zasługi, a w szczególności sukcesy finansowe mówiąc a udało mi się, miałem szczęście, to był dobry okres w gospodarce.

Myślę, ze tak różne podejście przyczynia się, ze osoby odnoszące sukces w Ameryce to “bohaterowie” a w Polsce są często krytykowane a wręcz szykanowane. Do tej pory pamiętam nagonkę na blogerki modowe, kiedy zaczęły dobrze zarabiać.

Szacunek dla pracy innych

Życzliwość to też szacunek dla pracy innych. Wczoraj dostałam emaila, w którym osoba rezerwująca wycieczkę próbowała negocjować cenę w zamian …. „za przyjemność przebywania w ich miłym towarzystwie!” Przysięgam taki był argument. Pomijając fakt, że 99% osób które zwiedzają ze mną są szalenie miłe, z niektórymi nawet się zaprzyjaźniłam i spotykamy się poza pracą … to bycie przewodnikiem jest moją pracą. Nie idziemy do kafelkarza z propozycją obniżenie ceny bo przecież będzie pracował nad naszą piękną łazienką …

To był oczywiście skrajny przypadek (podany tutaj dla żartu) ale ogólnie w Polsce często funkcjonuje barter, taki “coś za coś”. Ba, sama go często stosuje, i zauważyłam że znacznie częściej niż moi amerykańscy znajomi. Taki barter jest niebezpieczny. Podejście ja Tobie, Ty mi – bez przepływów gotówki tworzy dziwną siatkę zależności. I na koniec dnia taki barter może być niewygodny dla dwóch stron. O ile jest prościej jeżeli jest cena pracy – bez względu czy jest się prawnikiem, kafelkarzem czy przewodnikiem.

Optymizm

Zazdroszczę Amerykanom optymizmu. Pisałam o tym nieraz, nadal się tego uczę ale ciężko mi to idzie. U mnie w domu tak różnie postrzegamy niepowodzenia. Ja z niepokojem: „o mój boże I co teraz będzie”, mój mąż Amerykanin – to jest szansa na fajną zmianę. Oczywiście cechy osobowe mają znaczenie ale uogólniając Amerykanie są szalenie optymistyczni. Jest to moim zdaniem uwarunkowane już historycznie.

Amerykanie nie mieli większych powodów do zmartwień. Nie było to rozbiorów, zaborów, wojen i innych katastrof. Także ten większy optymizm ma wieloletnie podłoże. Czasami powiem szczerze ten optymizm często zbyt duży, często taki “z motyką na księżyc”. Ale mimo to fajnie bo próbują, a nawet jak im się noga podwinie to próbują znowu, i znowu z motyką na księżyc … i tak za którymś razem im się udaje.

Brak skromności

Na początku to mnie najbardziej irytowało w Amerykanach. Ten ich przesadyzm, promocja siebie. “Ja” obowiązkowe w każdej rozmowie o pracę czy prezentacji. Ale w miarę im dłużej tu jestem to widzę plusy takiego podejścia. Jest coś bardzo liberalizującego i budującego poczucie własnej wartości jak się powie głośno ze jest się w czymś dobrym.

Długoterminowość

W Stanach można zwrócić większość zakupionych rzeczy. Często osoby pytają jak to się może opłacać? Ten genialny system opiera się na dwóch założeniach. Po pierwsze i najważniejsze większość osób nie nadużywa tego. Po drugie jest to długoterminowa inwestycja w klienta. Słowo klucz w tym zdaniu to długoterminowość Amerykańska firma (wynika to tylko z moich obserwacji i nie poparte żadną analityką) rzadziej stara się jednorazowo naciągnąć klienta czy kontrahenta. Moim zdaniem dlatego, że zakładają że będą działać przez lata, a więc to się im nie opłaca. Drugie słów klucz – jest to etyka kupujących – system działa ponieważ większość osób nie nadużywa tego. Nie dlatego, że nie może (bo może), czy że niezgodne z prawem (bo zgodne) ale dla dobra wspólnego. Pamiętam jak kiedyś w prasie było głośno o kimś kto opisał jak wykorzystuje amerykański system zwracania produktów podróżując. Po tej wypowiedzi posypała się (zresztą bardzo słuszna) fala krytyki – zaskoczony odpowiedział – “no przecież trzeba sobie radzić”.

Oczywiście, ze są Amerykanie którzy też wykorzystują system ale jest to mniejszość. Takie naciąganie systemu nie jest czymś czym chwalą się przed znajomymi i nie jest bynajmniej uznawane za to ze ktoś jest „zaradny.”

Przedsiębiorczość i elastyczność

W Stanach panuje kult jednostki, przeolbrzymia wiara że jesteśmy sami odpowiedzialni za swój los. Amerykanie są szalenie przedsiębiorczy w szukaniu pracy, zmienianiu kwalifikacji czy miejsca zamieszkania. Tutejszy system zapewnia bardzo małą siatkę bezpieczeństwa w porównaniu do krajów Europejskich. Ale to nie tylko kwestia systemu co wychowania.

Tutaj nawet dziecko bogatych rodziców jeżeli chce kupić rower otwiera stoisko z lemoniadą. Na studiach większość Amerykanów utrzymuje się sama, bez względu na zamożność rodziców.

Ten kult jednostki jest moim zdaniem posunięty trochę za daleko. Brak ogólnego ubezpieczenie zdrowotnego, płatne wyższe szkolnictwo, brak urlopu macierzyńskiego lista jest długa i w zestawieniu z Europą bardzo szokująca. Ba, ma to moim zdaniem długoterminowy negatywny wpływ na amerykańskie społeczeństwo. Spadek urodzeń, brak możliwości awansu społecznego, ten mit o amerykańskim śnie jest coraz trudniejszy do zrealizowania (o ile nawet niemożliwy) jeżeli jest brak dostępu do dobrej edukacji dla najuboższych.

Luz

Ameryka, a Nowy Jork w szczególności, to taki zlepek kultur ze nie ma tutaj konwenansów czy sztywnych zasad zachowania. W efekcie można być tutaj sobą. Można odetchnąć. Strój nie jest wyznacznikiem tego kim jesteś. O statusie społecznym nie świadczy marka t-shirta. Bill Gates chodzi w klapkach I niczym się nie przejmuje. Z drugiej strony ten brak zasad zachowania powoduje ze trudno przewidywać. W Polsce może nam się coś podobać albo nie ale wiemy (mniej więcej) czego możemy się spodziewać. Tutaj jestem zaskakiwana na okrągło i nie zawsze pozytywnie.

Mój idealny kraj gdzieś tam leży pośrodku ☺

5 comments

  1. Zgadzam się z Panią w 100%. Właśnie jesteśmy z mężem prawie dwa tygodnie w NY więc co nieco zdążyliśmy zobaczyć, i z naszych obserwacji wynika, że nowojorczycy to bardzo mili i pomocni ludzie; nie zdarzyło się, aby ktoś nie zaproponował pomocy widząc jak ślęczymy nad mapą metra 🙂 jeśli chodzi o luz to jest to bardzo widoczne, brakuje tego troche w Polsce. Jutro wyruszamy w dalszą podróż po Stanach więc będziemy mieć porównanie jak to wygląda w innych częściach kraju. Dzięki za wszystkie wpisy, były super przydatne podczas planowania naszej podróży:) Pozdrawiamy!

  2. Ja jakoś zawsze zauważam te różnice w podejściu do życia kiedy oglądam igrzyska olimpijskie i wypowiedzi sportowców. Amerykanie zawsze jadą po złoty medal, a Polacy np. po 10 miejsce albo “żeby udało się zakwalifikować do pierwszej 20tki”. Mam naprawdę wrażenie, że taki optymizm i wiara w sukces może być świetnym motorem do działań i pokonywania siebie na wielu płaszczyznach. Zdaję sobie sprawę, że amerykański optymizm może być postrzegany jako przejaw głupoty, ale ja na pytanie “jak się czujesz?” chciałabym częściej usłyszeć “jest ok.” zamiast “stare biedy” czy ogólne narzekanie na to, że jest za ciepło, za zimno, za deszczowo czy za sucho. Myślę, że nasza historia pokazuje, że wiele możemy tylko straszne z nas smutaski:)

Porozmawiajmy :)