Nowy Jork miasto sanktuarium

Szacuje się, że w Nowym Jorku mieszka pół miliona nielegalnych emigrantów (w całych Stanach około 11 milionów). Nowy Jork, podobnie jak inne większe amerykańskie miasta LA, San Francisco, Oakland, Los Angeles, Chicago i Washington D.C, to tzw. “miasto sanktuarium” (ang sanctuary city).

Chociaż nie ma prawnej czy formalnej definicji co to jest miasto sanktuarium, tak w dużym skrócie i uproszczeniu to miejsce, w których nielegalni emigranci nie muszą obawiać się policji – a przynajmniej tak długo jak nie popełnili żadnych poważnych wykroczeń.

Praktyka „miast sanktuariów” zaczęła się w 1980 roku w San Francisco. To miasto dążyło do włączenie mieszkających tam nielegalnych emigrantów do lokalnej społeczności i wprowadzono tam regulacje mówiące, że służby miejskie mają służyć wszystkim obywatelom, niezależnie od ich statusu imigracyjnego.

Stan Nowy Jork wprowadził podobne regulacje w 1989 roku. Obowiązują tu przepisy, mówiące o tym, że jeżeli emigrant nie jest związany z działalnością przestępczą w zasadzie jest bezpieczny. Nie będzie zaaresztowany przez lokalną policję tylko dlatego, że nie ma stałego popytu. Takie rozporządzenie było szalenie zasadne w Nowym Jorku. Nie chodziło tylko o to, że władze „martwiły się” o emigrantów, ale raczej o zwiększenie bezpieczeństwa w mieście w którym mieszka bardzo dużo emigrantów. W latach 80-90tych Nowy Jork był niebezpiecznym miastem (kto z nas nie pamięta „Taksówkarza” z Robertem De Niro? Film nie odbiegał bardzo od rzeczywistości). Takie rozporządzenie miało na celu zapewnienie, że mieszkańcy będą współpracować z policją. Emigranci nie będą obawiali się zawiadomić o przestępstwie czy tez występować w charakterze świadka jeżeli będą pewni, że nie grozi im deportacja za sam kontakt z policją.

Wszystko to może się teraz zmieniać. Prezydent Trump podpisał ostatnio dekrety mówiące o tym ze „miasta sanktuaria łamią federalne prawo”. Dwa miasta w których mieszka prezydent – czyli Nowy Jork jak i Washington DC – głośno przeciwstawiły się nowym i zapowiadanym zmianom przepisów. Burmistrze DC jak i Nowego Jorku zwołali konferencje w odpowiedzi na dekret Trumpa i potwierdzili zaangażowanie miast w stosunku do nielegalnych imigrantów. Dodali, że mieszkańcy nie powinni się obawiać deportacji kiedy dzwonią po pomoc albo zwracając się do lokalnej policji, aby zgłosić przestępstwo.

Prezydent Trump w odpowiedzi grozi obcięciem federalnych funduszy dla miast. Czym to się skończy ? Nie do końca wiadomo. Nasz burmistrz póki co zapowiada, ze “będziemy bronić wszystkich naszych mieszkańców, niezależnie od tego, skąd pochodzą, niezależnie od ich statusu imigracyjnego”

Krytycy prezydenta mówią, ze przepisy mogą doprowadzić do masowej deportacji. W tym deportacji osób które mieszkają w Stanach nawet kilkanaście lat, mają tu domu, rodziny, prace. Nazywają zmiany niekonstytucyjnymi. Natomiast zwolennicy Trumpa chwalą go za szybką realizacje niektórych obietnic wyborczych. Za czasów Obamy Stany Zjednoczone deportowały as 3 miliony osób (znacznie więcej niż za czasów innych prezydentów), ale obowiązywała zasada, ze priorytetem są przestępcy. Teraz priorytety zostały znacznie rozszerzone „do wszystkich osób łamiących prawo”, czyli w zasadzie każda osoba przebywająca nielegalnie łamie prawo a wiec teoretycznie podlega o przepisy o deportacji. Chyba największa zmiana w porównaniu do poprzednio obowiązujących przepisów. W praktyce oznacza nawet osoby które popełniły małe wykroczenia bądź są tylko oskarżone o wykroczenia mogą być deportowane. Póki co z przepisów o deportacji zostaną wyłączone osoby które chociaż nie mają dokumentów na prawo stałego popytu przybyły do Stanów jako dzieci.

Martwią mnie proponowane zmiany. Bardzo możliwe, ze się mylę ale zdrowy rozsądek podpowiada, ze jeśli społeczeństwo nie boi się zadzwonić, czy zgłosić przestępstwo to jest większa możliwość zbadania tej zbrodni. Strach – uzasadniony czy nie – wśród tak dużej części społeczeństwa nie prowadzi do niczego dobrego.

One comment

  1. Super, że o tym napisałaś. Właśnie ostatnio się zastanawiałam jak to jest z “nielegalnymi” w dużych miastach skoro w każdej chwili mogą być złapani. ale jak widać nie. Zastanawiałam się czy znajoma żyjąca od 10 lat w NJ chodzi codziennie z lękiem, że ją kto sprawdzi. Wiem, że nie przemieszcza się samolotami. Albo w LA widziałam bardzo dużo Meksykanów zatrudnionych w fast foodach i założe się, że większość nielegalnie. Teraz już wszystko jasne 🙂

Porozmawiajmy :)