12 rzeczy które zaskakują w Stanach

Dzisiaj robiłam zakupy w pobliskim sklepiku, kiedy to pani sprzedawczyni odliczając resztę poinformowała mnie, ze dzisiaj dostała okres… hm… co należy w tej sytuacji odpowiedzieć aby nie wypaść niegrzecznie? Czy powinnam “w zamian” podać jej datę swojego okresu? 😉

Nadal, po ośmiu latach w Stanach, panikuje przed takimi nagłymi objawami takiej otwartości nieznanych mi osób. Za każdym razem kiedy myślę ze juz jestem bardzo „tutejsza”, Amerykanie mnie na nowo zaskakują.

Od długości godzin pracy i braku regulacji w tym zakresie po szklanki pelne lodu – moja lista rzeczy do których nadal trudno jest mi się jest przyzwyczaić w Stanach:

1. Praca a po pracy, praca
Amerykanie pracują, pracują i jeszcze raz pracują. To jest pewnie bardziej widoczne w takich miejscach jak Nowy Jork – tutaj wszyscy pracują cały czas. Nie ma wyjścia to jest drogie i bardzo konkurencyjne miasto.
Dodatkowo amerykańskie regulacje prawne sprawiają, ze w zasadzie można z pracy nie wychodzić… Przykładowo Stany to jedyny uprzemysłowiony kraj na świecie gdzie rodzice nie mają obowiązku korzystania z urlopu rodzicielskiego/macierzyńskiego.

Ba, w Stanach nie ma nawet ustawy czy innych regulacji prawnych zapewniających płatny urlop macierzyński. Nie ma prawa federalnego prawa gwarantującego płatne dni chorobowe. Nie ma obowiązku brania urlopu wypoczynkowego. Nie ma limitu jeżeli chodzi o liczbę godzin pracy w tygodniu … I tak … zgodnie ze statystykami z International Labour Organization, po uwzględnieniu długości urlopów i zwolnień:
„Amerykanie pracują 137 godzin rocznie więcej niż japońscy pracownicy, 260 więcej godzin rocznie niż brytyjscy pracownicy i az 499 więcej godzin rocznie niż Francuscy pracownicy.”

2. Dozwolone od 21 lat
W Stanach nie jesteś dorosła, jeżeli nie skończyłaś 21 lat. Mając 18. lat możesz kupić bron palną ale nie piwo w barze. Ba, nie wejdziesz do niektórych barów jeżeli nie masz przy sobie dokumentu potwierdzającego wiek – nawet jeżeli naprawdę „wyglądasz” na duuużo więcej – wiem z doświadczenia ☺

3. World Series
World Series to coroczna seria mistrzostw w baseballu, w których … jak wskazuje sama nazwa “WORLD Series” biorą udział TYLKO Amerykanie ☺ Zaraz, co? Jak to? No właśnie. Najgorsze ze ich nie dziwi ta nazwa ani nie widzą tu ironii.

4. Napiwki
Bardzo mylące dla każdego, kto nie jest Amerykaninem. Jaka wartość jest właściwa 15% czy 20%? Dlaczego 18% od rachunku w restauracji, a 20% u fryzjera? Ile to jest za dużo?/za mało? Napiwki w każdym innym zakątku świata są dodatkową, nieobowiązującą, uznaniową formą wynagrodzenia – ale nie w Stanach. Tutaj napiwek jest formą wynagrodzenia nie tylko kelnerów, ale i fryzjerów, kosmetyczek, barmanów i innych usługodawców. Często osoby pytają dlaczego nie ułatwią sobie życie (sobie i nam wszystkim) i nie wliczą juz napiwków do ceny posiłku?
Ponoć wiele restauracji próbowało tak zrobić – ale napiwki są tak mocno zakorzenione w Amerykańskiej kulturze, ze nawet jeżeli napiwki były wliczone to Amerykanie i tak zostawiali dodatkowy napiwek…

5. Podatki
Podatki od sprzedaży towarów nie są podane na metce ale doliczane przy kasie. Wydaje Ci się ze kupujesz produkt za 5 dolarów – zgodnie z informacja na metce – przy kasie płacisz pewnie około $5.86.
Dlaczego? Moim zdaniem to wynika to po części z wiary Amerykanów w wolny rynek. Dzięki takiej konstrukcji jest jasne dla Ciebie, jako konsumenta, jaka wartość jest pobierana przez rząd. A po części z tego, ze podatki od sprzedaży różnią się w każdym stanie, a nawet w każdym powiacie. Tutaj jest z kilka tysięcy jurysdykcji podatku od sprzedaży. Taka konstrukcja ceny pozwala wiec porównać cenę produktów pomiędzy stanami.

6. Nielimitowana kawa
W typowym amerykańskiemu dinners’ie są nielimitowane dolewki kawy (free refills). Niestety coraz rzadziej spotykane w Nowym Jorku, ale nadal są. Astronomiczne czynsze oraz coraz większa liczba kafejek w stylu Starbucks (czyli miejsc gdzie nie ma nielimitowanych dolewek) powoduje ze ta tradycja zamiera w Nowym Jorku. Nadal można znaleźć takie miejsca jak Tom’s Restaurant czy Pearl Diner czy Odessa Restaurant, gdzie uzupełnią nam kawę bez dodatkowych opłat.

7. Ice, Ice baby
Z nielimitowaną kawą jest coraz trudniej ale nie z lodem. Bez względu na temperaturę na zewnątrz w restauracji woda jest zawsze podawana z lodem. Latem wszędzie jest klimatyzacja i to nastawiona na najniższe temperatury. Nie jest to ani zdrowe ani nie ma żadnego innego uzasadnienia.

8. Flagi, wszędzie
Gdziekolwiek zawiesisz wzrok zobaczysz amerykańską flagę – jeżeli nie flagę to przynajmniej cześć stroju w barwach narodowych. Szaliki i czapki zimą, stroje kąpielowe latem. Flaga przy wejściu do domu jest czymś bardzo często spotykanym nie tylko w czasie wyborów czy świat narodowych.

9. Kraj smakoszy
Kiedyś sadziłam ze Ameryka to kraj fast foodow i mikrofalówek. To po części prawda – mikrofalówki są w każdym mieszkaniu, a fastfody przy każdej drodze poza miastem. Ale nigdy nie spotkałam ludzi, którzy by tak dużo i często rozmawiali o jedzeniu i o restauracjach jak Amerykanie. Ulubiona pizza, dim sam, polska kiełbasa – Amerykanie, a może w szczególności Nowojorczycy, to potworne restauracyjne i jedzeniowe snoby. Kilkugodzinna kolejka aby spróbować najnowsze ciastko czy trzy rezerwacje z kilku miesięcznym wyprzedzeniem aby spróbować sałatkę w barze kucharza XYZ – to nowojorska codzienność.

10. Wielkość samochodów i parkingów
Stany to duży kraj i może stąd potrzeba Amerykanów ze ich samochody musza być takie wielkie? A może to relatywnie niskie ceny benzyny powodują ze rozmiary amerykańskich samochodów są tak abstrakcyjne? Nie wiem. Tego akurat bardzo w Amerykanach nie lubię – niefajna chęć „pokazania się” bez troski o środowisko naturalne.

11. Tabletka jest dobra na wszystko
Większość moich amerykańskich znajomych ma w domu spore apteczki. I to nie z bandażami i plastrami ale z tabletkami. Tabletki od bólu, głowy, ręki, nogi, uszu. Witaminy. Nie jest to potwierdzone żadnym researchem ale mam wrażenie ze tabletki są silniejsze niż ich Europejskie odpowiedniki. Jednak tabletka i już można spokojnie wracać do pracy ☺

12. Uśmiech od rana
To i lubię i nie. Pisałam kiedyś ze ten uśmiech do każdego naprawdę poprawia humor. I jak zaczynam dzień powtarzając kilka razy „dziękuję, czuję się świetnie!” to tak juz przed 11:00 naprawdę czuję się dobrze 🙂
Ale czasami mi brakuje takiego narzekania. Takiego, wiecie, bez celu i rozwiązania, ot tak. Ciężko jest zaciągnąć Amerykanów w metaforyczną „rabbit hole” (nora królika) zaraz zmieniają temat i próbują znaleźć pozytywy w każdej sytuacji.

17 comments

  1. Tabletki w USA i w Europie są w 99% takie same. Różnica jest w dostępności leków. U nas prawie wszystkie leki są na receptę, w USA prawie wszystkie OTC. Jest to spowodowane głównie tym, że Amerykanie nie mają bezpłatnej opieki zdrowotnej – chory z powodów finansowych nie uda się do lekarza, więc nie zostanie wyleczony. Drugim powodem jest dostępność lekarzy. W Nowym Jorku nie jest to problemem, ale stereotypowy kowboj z amerykańskiej prerii ma do najbliższego lekarza po prostu bardzo daleko. Dostępność służb to jest zresztą główny argument za dostępem do broni, które nie rozumieją nowojorczycy którzy widzą policjanta na każdym skrzyżowaniu.

    • Hm… Myślę ze pomijając skrajne przypadki z dostępnością lekarzy czy innych służb w Stanach nie jest aż tak źle, także nie do końca się zgodzę się z tą argumentacją.

      Popularność tabletek w Stanach jest bardzo duża bez względu na zamożność czy miejsce zamieszkania. Duży wpływ maja na to reklamy tabletek, ich powszechna dostępność i lobbing przemysłu farmaceutycznego.
      Popularność broni tez nie wynika z tego ze jest mniej policji 🙂

  2. Przeczytałam ostatnio u kogoś na blogu podróżniczym zabawne spostrzeżenie apropos uśmiechu. Rzecz dotyczyła Rosjan z dalekich wschodnich rewirów. Tam z kolei można zaobserwować brak uśmiechu na twarzach ludzi. I jak napisała autorka bloga, było to zgodne z rosyjskim powiedzeniem, które w wolnym tłumaczeniu brzmi: Uśmiech bez przyczyny – oznaka durniny. Jakoś mnie to rozbroiło 😀

    • 🙂 Faktycznie bardzo dobre. Pewno stad tez potoczne opinie o inteligencji Amerykanow. Tutaj panuje powszechne przekonanie o konieczności uśmiechu – go out in the street and start grinning ‘Good morning’ at total strangers 🙂

  3. z przyjemnoscia poczytalam o rzeczach zaskakujacych w Stanach. Zatrzymam sie przy usmiechu. Powiem tak: ja go uwielbiam, nie analizuje czy jest szczery czy nie, mnie sie tez po tych usmiechach od razu robi lepiej. Kocham Polske i uwazam ze jest pieknym krajem jak kazdy na tym swiecie, ale dobija mnie smutek na ulicy. Doslownie !!

  4. Bardzo ciekawa lista 🙂 Jako że w NY jestem zakochana, będę zaglądać tu częściej – aż dziwne, że trafiłam tu dopiero dziś! 🙂
    Ciekawa jestem, co w końcu odpowiedziałaś pani sprzedawczyni? 😉

  5. Nie mam pewności czy amerykańskie samochody z prawdziwie wielkimi silnikami nie są lepsze niż małe, europejskie, ale zakłamane diesle :-/

  6. Super zestawienie 🙂
    I mam pytanie odnośnie napiwków bo w restauracjach to wiadomo a co z food-truckami i jedzeniem na wynos take-awayami? Też zostawia się napiwki? Czy jest jakaś puszka gdzie można coś wrzucić? Czy w ogóle jest przyjęte że coś się zostawia? Czy raczej zakładamy że należy się tylko uśmiech 🙂 ?

Porozmawiajmy :)