Mroczna historia Chinatown

Chinatown na Manhattanie jest jednym z najstarszych i największych „chińskich miast” na zachodniej półkuli. Zajmuje obszar tylko dwóch mil kwadratowych, a oficjalne statystyki podają, ze populacja tego miejsca wynosi od 70,000 do … 150,000 mieszkańców. Skąd tak duże rozbieżności w szacunkach ludności?  Z uwagi na liczbę osób przebywających tutaj nielegalnie. Liczba mieszkańców, tego relatywnie niewielkiego obszaru, pewnie jest jeszcze większa.

Jest to jedna z najbardziej zatłoczonych dzielnic Nowego Jorku w dzień, podczas gdy w nocy straszy zupełnymi pustkami.  Jeżeli wydawało ci się, ze Katowice są nudne w nocy … to tylko znaczy, ze nie byleś w Chinatown po 10 wieczorem 😉

A photo posted by NYC (@littletownshoes) on

A photo posted by NYC (@littletownshoes) on

A photo posted by NYC (@littletownshoes) on

Choć panuje tu tłok i chaos, a czynszówki są brudne i zaniedbane to jednak Chinatown jest lubiane przez Nowojorczyków przede wszystkim z uwagi na liczbę dobrych i tanich(!) restauracji.

Jest to docelowe miejsca dla chińskich emigrantów, choć w ostatnich latach dzielnica stała się również domem dla Portorykańczyków, Birmańczyków, Wietnamczyków i Filipińczyków.

Wielka migracja
Chińscy kupcy i żeglarze zaczęli napływać do Stanów Zjednoczonych już w połowie XVIII wieku, jednak wielka migracja rozpoczęła się w latach 1840 – 1850, w czasie tzw. kalifornijskiej gorączki złota.

I należy dodać (jest bardzo ważne dla całej historii manhattańskiego Chinatown) była to inna migracja niż wcześniejsze Niemców, Irlandczyków czy Żydów, którzy przyjeżdżali do Stanów z całymi rodzinami, z zamiarem osiedlenia się tu na stałe. Z Chin migrowali przede wszystkim sami mężczyźni, zostawiając swoje żony w domu. Przyjeżdżali tylko z zamiarem wzbogacenia się i szybkiego powrotu do domu.

Kopalnie złota nie zawsze były przysłowiowym złotym runem. Wbrew nadziejom i obietnicom okazywało się, ze nie jest tak łatwo zarobić wymarzone środki na powrót do domu. Chińczycy imali się więc wszystkich innych zajęć – w tym najgorzej płatnych takich jak skręcania cygar czy pracy w przemyśle włókienniczym.

A photo posted by NYC (@littletownshoes) on

To z kolei powodowało napięcia z białymi robotnikami. Włosi, Irlandczycy, Niemcy zaczęli protestować przeciwko chińskim emigrantom obawiając się, ze odbiorą im miejsca pracy. Dyskryminacja, a często nawet przemoc, wobec nowo-przybyłych spowodowała, ze Chińczycy przenosili się coraz dalej w głąb kraju, w stronę wschodniego wybrzeża Ameryki.

Zwłaszcza Nowy Jork, jeden z bardziej tolerancyjnych amerykańskich portów, stał się celem ich wędrówek.

We własnym świecie
Od samego początku, chińscy imigranci trzymali się własnej grupy społecznej. Taka samo-segregacja była z jednej strony podyktowana bezpieczeństwem, a z drugiej strony ta grupa nie dążyła do asymilacji z Amerykanami. Tak jak wspomniałam na początku, nie przyjeżdżali tu aby osiedlać się na stałe, ale tylko aby popracować przez pewien czas – co dyktowało ich sposób życia i niechęć do nauki języka czy asymilacji.

W przeciwieństwie do wielu innych etnicznych grup, gett imigrantów w Nowym Jorku, Chinatown było od początku miastem w mieście. Były to osobne struktury rządzące, osobne firmy które zajmowały się znajdowaniem miejsc pracy, ochroną i pomocą społeczna.

Pierwsi Chińczycy osiedlili się dokładnie w miejscu gdzie teraz mamy Chinatown na Manhattanie. Chińczycy żyli w bardzo skromnych warunkach, nawet 15 osób mieszkało w małych dwupokojowych mieszkaniach podzielonych na segmenty do spania.

A photo posted by NYC (@littletownshoes) on

Ustawa o Wykluczeniu
Obawy Amerykanów przed utratą miejsc pracy, niechęć do emigrantów, strach przed innością potęgowany przez fakt ze Chińczycy nie dążyli do asymilacji spowodowały, ze w 1882 roku wprowadzono Ustawę o Wykluczeniu Chińskich Emigrantów.

Była to jedyna tego typu ustawa w historii Ameryki, która zupełnie wykluczała emigracje ze względu na narodowość. Chociaż, biorąc pod uwagę wypowiedzi Donalda Trumpa, jednego z obecnych kandydatów na prezydenta, może to nie była to ostatnia tego typu ustawa. Ale wracając do tematu notki… 🙂

Ustawa w miarę upływu czasu stawała się coraz bardziej restrykcyjna. Z czasem zabroniono nawet naturalizacji Chińczyków – nie mogli zostać obywatelami Stanów Zjednoczonych, nie mogli ściągać tu rodzin. Zakazano wydawania pozwoleń na prace czy na zakładanie  działalności gospodarczej. To przyczyniło się do rozwoju podziemnej gospodarki, nielegalnych przedsiębiorstw, a w rezultacie ugrupowań mafijnych.

Społeczeństwo Kawalerów
Ponieważ jako pierwsi do Ameryki emigrowali z Chin sami mężczyźni od początku było to w większości męskie społeczeństwo. Ustawa o Wykluczeniu radykalnie pogorszyła te i tak zaburzone relacje w liczbie mężczyzn do kobiet.

W 1990 roku w Chinatown na Manhattanie na 40-80. kobiet przypadało ponad 7,000. mężczyzn. To z kolei doprowadziło do handlu chińskimi kobietami.

Manhattańskim Chinatown rządziły w tym czasie dwa ugrupowania mafijne: Hip Sings i On Leong. W 1905 roku doszło to bardzo krwawych walk pomiędzy gangami … a poszło oczywiście o kobietę…

Na zdjęciu Tommy Lee przywódca gangu On Leong Tong. Nie ma za wiele zdjęć przywódcy konkurencyjnego gangu Hip Sings. Zgodnie z opisem z Wikipedii: „miał bardzo długie paznokcie i cale palce pokryte pierścionkami z brylantów”. Długie paznokcie miały być dowodem tego, ze jest tak bogaty ze sam już nie musi zupełnie pracować rękoma.
Na zdjęciu Tommy Lee przywódca gangu On Leong Tong. Nie ma za wiele zdjęć przywódcy konkurencyjnego gangu Hip Sings, ale zgodnie z opisem z Wikipedii: „miał bardzo długie paznokcie i cale palce pokryte pierścionkami z brylantów”. Długie paznokcie miały być dowodem tego, ze jest tak bogaty ze sam już nie musi zupełnie pracować rękoma 😉
W męskim, chińskim społeczeństwie handel kobietami był na porządku dziennym. Jak głosi miejska legenda: Zona-niewolnica jednego z mafiozów gangu Hip Sings została wyzwolona przez misjonarzy. Kobieta wyszła ponownie za mąż (z miłości tym razem) za członka konkurencyjnej mafii On Leong. To wydarzenie ponoc zapoczątkowało krwawe wojny, które trwały przez prawie 20 lat.

Jedna z ulic na Manhattańskim Chinatown została nawet nazwana „Krwawym Zakrętem”.

ChinatownChinatown

W 1943 roku Ustawa o Wykluczeniu została zniesiona i Amerykanie przyznały Chin kwoty imigracyjne.

Współczesne Chinatown
W latach 60tych i 70tych populacja Chińczyków na Manhattanie dosłownie eksplodowała. Chinatown w zasadzie cały czas się rozrasta … wchłaniając Little Itally i częściowo Lower East Side.

Oba gangi Hip Sings i On Leong przetrwały. Są to obecnie korporacje zajmujące się handlem (przynajmniej oficjalnie;)). Spacerując po Chinatown można podziwiać ich siedziby – jedna mieści się przy Mott Street a druga w okolicach niesławnej Doyers Street.

A photo posted by NYC (@littletownshoes) on

Chinatown jest obecnie bardzo bezpieczne. Można tu dostać najtańsze pamiątki (należy się jednak targować!). Spacerując po Canal Street co chwila będziesz namawiany do zakupu „firmowych” torebek czy zegarków i wszelkich innych nielegalnych produktów. Przechodząc dalej od Canal Street zostaniesz przeniesiony do Chin. Tutejsze targi nie ustępują niczym azjatyckim. A większość społeczeństwa żyje tak jak w chińskim miasteczku, a nie w samym środku amerykańskiej metropolii.

Podobne notki: Kulinarna wycieczka po Chinatown

6 comments

  1. Mieliśmy okazję pospacerować po Canal Street w zeszłym roku, wrażenia jakże odmienne od innych dzielnic, raczej smutny obraz zaniedbanej części miasta. Ale Flushing z Main Street i Roosevelt Ave to prawdziwa Azja :), dziwne uczucie być wśród tylu Azjatów. Brawo za pouczający artykuł.

  2. Nigdy nie byłam w Nowym Jorku, ale że jest brudno to wcale mnie nie dziwi. Mieszkam na co dzień w Chinach i widzę jak jest 😉 Kolejną sprawą jest to, że wielu starszych mieszkańców Chinatown nawet nie mówi po angielsku. Poznałam jednego Chińczyka z NY, który ma amerykański paszport, a angielskiego ni w ząb, bo w samym Chinatown angielski i tak jest niepotrzebny. “Na zewnątrz” jedyną pomocą jest dla niego jego syn, który urodził się i dorastał już w Stanach.

  3. Ostatnio czytałem w Los Angeles Times ze w Kalifornii Chińczycy mają swoje kopie amerykańskich serwisów oczywiście chinskojezyczne. Jest np. chiński uber czy strony rekomndujace chińskie restauracje. Taki trochę równoległy świat 🙂 fascynujące to!

Porozmawiajmy :)