Strach i wystąpienia publiczne

wystąpienia publiczne

To był bardzo intensywny tydzień. Praca nad promocją książki była szalenie miła ale i niesamowicie stresująca – zwłaszcza dla osób takich jak ja, które panicznie boją się wystąpień publicznych.

Odkąd pamiętam zawsze paraliżowała mnie uwaga innych. Chciałam nawet zrezygnować z dużego wesela ponieważ przerażała mnie konieczność wygłoszenia małżeńskiej przysięgi czy nawet toastu przed grupą znajomych. Zdecydowaliśmy z mężem, ze ja ograniczę się tylko do powiedzenia „tak” 🙂 A z toastów zrezygnujemy w ogóle – wszystko przez mój strach przed wystąpieniami.

Myślę, ze w swoim strachu nie jestem odosobniona. Tak naprawdę niewiele osób miało okazje ćwiczyć wystąpienia publiczne w szkole. Mnie co najwyżej proszono abym wyrecytowała wierszyk, powtórzyła czyjeś słowa przed klasą. W zasadzie nigdy nie miałam okazji wyrażać swoich własnych opinii głośno przed grupą uczniów w szkole.

Później w pracy – jako analityk finansowy – tez udawało mi się dobrze funkcjonować i skutecznie unikać większych wystąpień publicznych. Zasłaniając się cyframi i wykresami w jakiś tam sprytny sposób lawirowałam tak aby „nie być na świeczniku”.wystąpienia publiczne

Sytuacja zmieniła się zupełnie w momencie kiedy zaczęłam pracować w nowojorskiej agencji social media. Tutaj prezentacje były na porządku dziennym. Nie wiem czy to z uwagi na inną branżę (social media vs finanse) czy tez z uwagi na to ze w Stanach wystąpienia są na porządku dziennym. Zapewne jedno i drugie. Każdy coś tam zawsze prezentował i to przed klientami jak i na spotkaniach w firmie. A ja niestety nie umiałam za dobrze prezentować. Stres i strach sprawiały, ze często gubiłam wątek, traciłam głos. Pomimo bardzo dobrego przygotowania nie potrafiłam odpowiedzieć na pytania. Niestety w NY nie udawało mi się unikać prezentacji. Musiałam coś zmienić.

Poszłam do HR i poprosiłam o kurs prezentacji. Chciałabym powiedzieć Wam, ze kurs zmienił moje życie i od tego czasu stałam się doskonałym prezenterem… Niestety, tak się nie stało. Na kursie nauczyłam się kilku technik, ale i tak w większości nie umiałam ich zastosować albo zestresowana zapominałam o ich stosowaniu. O ironio, po kursie prezentacje stały się moim jeszcze większym koszmarem.

Zmieniło się to dopiero po rozmowie z innym znajomym, doskonałym prezenterem i właścicielem firmy organizującej szkolenia. Przyjrzał się moim wystąpieniom publicznym i zamiast mówić co mam poprawić skupił się nad tym co robię dobrze. „Nie jesteś najlepszym prezenterem jakiego widziałem, ale nie jesteś złym” – powiedział – „Masz kilka fajnych cech, które sprawiają ze dobrze się Ciebie słucha, pomimo Twojego zdenerwowania. Masz super uśmiech i budzisz sympatie. Mówisz z dużym zaangażowaniem i widać pasje w tym co robisz.”

Powiedział mi jeszcze coś szalenie cennego – ze nawet on się stresuje przed publicznymi wystąpieniami. Dodał, ze jest tylko jedna metoda aby być lepszym – częściej prezentować. I to mi pomogło. Zamiast skupiać się nad tym co mam poprawiać zaczęłam skupiać się nad tym co robię dobrze. Prezentacje są dla mnie nadal jedną z najtrudniejszych rzeczy ale nie prowadzą już do zupełnego paraliżu jak zobaczę mikrofon.

Osoby, które były na spotkaniach w czasie promocji książki pewno zauważyły mój strach i zdenerwowanie. Na spotkaniu w Warszawie na początku byłam tak zestresowana ze zapytana o moją „drogę” z Białegostoku na spotkanie promujące książkę – zaczęłam opowiadać o … mojej podroży pociągiem i tak w połowie opowieść o PKP zdałam sobie sprawę ze pytającemu nie chodziło bynajmniej o środki transportu tylko oczywiście o “życiową podroż”. Wszyscy gruchnęli śmiechem zdając sobie sprawę z mojej pomyłki. Ale był to śmiech pełen sympatii.

W telewizji tez nie udało mi się powiedzieć wszystkiego co chciałam. W czasie wywiadów radiowych – które dopiero usłyszę w przyszłym tygodniu – pewnie będzie podobnie – usłyszycie w głosie moją pasje (bo ja bardzo lubię opowiadać o Nowym Jorku) ale i zdenerwowanie.

Ale dla mnie to są i tak duże sukcesy. Fakt, ze nie poddałam się swojemu największemu strachowi, ze niejako wbrew sobie zdecydowałam się na wywiady jest już dla mnie sukcesem.

wystąpienia publiczne

Czytając komentarze po wystąpieniach zdałam sobie sprawę, ze oceny nie były takie złe. Było dużo miłych i bardzo pozytywnych komentarzy i opinii! Oczywiście były osoby bardzo krytyczne – ale odbiór większość osób był szalenie pozytywny.

To tez dowód na to, ze często sami jesteśmy swoimi największymi krytykami. I często najważniejsze jest aby nie wpaść w spiralę negatywnych myśli i negatywnej oceny samych siebie.

Skupiajmy się na rzeczach, które robimy dobrze, i na tej podstawie budujmy pewność siebie. Któregoś dnia okaże się, ze takimi małymi kroczkami zajdziemy dalej niż nam się wydawało.

Mówiąc szczerze cieszę się, ze wszystkie wystąpienia publiczne są już za mną … ale jeszcze bardziej cieszę się, ze nie poddałam się strachowi i wzięłam w nich udział!
Ściskam Was bardzo serdecznie i dziękuję ze byliście tam ze mną <3

25 comments

  1. W Warszawie super, bardzo miło się Panią słuchało, a zdenerwowanie było widać tylko na początku. Zresztą tak naprawdę nie ma osób, które nie stresują się przed wystąpieniami publicznymi. Czekam na wywiady radiowe. 🙂

  2. Wprawdzie na reszcie spotkań nie byłam, ale na tym w Białymstoku w ogóle nie było widać Twojego zdenerwowania. Przeciwnie, wydawałaś się być spokojna i zrelaksowana. Może to między innymi dzięki Twojemu promiennemu uśmiechowi (i skoro mówił o tym znajomy specjalista od prezentacji, to coś w tym musi być ;)). Pozdrawiam 🙂

  3. Magda,
    Byłem na spotkaniu w Puszczykowie i zupełnie nie wiem o czym mówisz?
    Ludzie nie zastanawiają sie czy masz tremę czy nie. Po prostu wyczuwają Twoją pasję , zaangażowanie i to wystarczy.
    Swoją drogą najbardziej zastanawia mnie fakt, że udało się Ciebie spotkać w tak małej miejscowości. To jest ten Twój fenomen. Wszystkiego dobrego.
    Pozdarwiam

  4. Madziu w Warszawie i w TVN wypadłaś bardzo fajnie, mówiłaś interesująco i czuć było w Twoim głosie pasję, gdy opowiadałas o NY. Trochę zdenerwowania w głosie na początku sprawiło, że czuło się, że jesteś wiarygodna, że nie powtarzasz mechanicznie wcześniej zaplanowanych odpowiedzi, byłaś naturalna w tym swoim niepokoju jak wypadniesz. Tak dalej trzymaj :-). Doświadczenie czyni mistrza….ktoś mądry kiedyś powiedział :-)…

  5. Zawsze staram się zrozumieć to przeważnie przed publicznymi występami, ponieważ sam nigdy nie mailem z tym problemów. Jasne, czasem zdarza się większy albo mniejszy stres, ale to bardziej motywuje niż dusi. Niemniej – powodzenia w dalszych wystąpieniach i na pewno będzie lepiej niż się zakłada. :>

    • Myślę ze każdy z nas ma coś w czym nie czuje się pewnie – czego się obawia. Najważniejsze aby zapanować / pokonać ten strach do tego stopnia aby nie był za dużą przeszkodą w tym co lubimy robić.

  6. Bardzo zaskoczyłaś mnie tym tekstem! Wprawdzie nie byłam na żadnym z Twoich spotkań, ale śledziłam Twoje wpisy i widziałam wystąpienie w Dzień Dobry TVN. I za każdym razem gdy pisałaś o jakimś spotkaniu czy wystąpieniu to myślałam sobie: “Jej, ależ Ona ma fajnie, że tak się nie boi występować publicznie”. Bo ja się boję panicznie! A tu się okazuje, że można z powodzeniem walczyć z tego typu lękami! W telewizji wypadłaś rewelacyjnie, więc domyślam się, że na spotkaniach autorskich bylo co najmniej równie dobrze! Gratuluję!

    • Bardzo dziękuję Paulina. Tak dokładnie -trzeba powalczyć! Oczywiście nie jest łatwo, ale z pewnością warto spróbować. Mi pomogło właśnie odwrócenie uwagi od rzeczy które robię źle. Każdy ma pewno inną metodę – ale uczucie jak się pokona swój strach jest naprawdę bezcenne:) Trzymam kciuki!

  7. Mnie też paraliżuje mnie uwaga innych osób. Mam dokładnie te same “objawy” 😉 , łącznie z odpowiadaniem na pytania w stylu “drogi do Białegostoku”. Jestem Twoją fanką i kibicuję Ci od dobrych 3 lat, właśnie czytam przewodnik (mimo braku najmniejszych szans na wyjazd do NY, jednak cudownie się to czyta). Na spotkanie autorskie nie poszłam, bo pomyślałam, że …nie będę miała odwagi porozmawiać 😉

    • Ka bardzo dziękuję za mile słowa o książce! Ciesze się ze czytasz blog prawie od początku. Mam nadzieje ze jednak następnym razem się spotkamy osobiście. Trzymam za nas kciuki – aby nasze „strachy” nie przeszkadzały nam w tym co chciałybyśmy robić 🙂 🙂

  8. Buuuuu…a ja nie mołem być na spotkaniu:(. Widziałem Cię natomiast w TVN-ie i mam nadzieję na ponowne spotkanie (kiedyś) w N.Y. Pozdrawiam – Jarek.

  9. Magdo, mieszkam w Nowym Jorku, ale chetnie przeczytalabym Twoja ksiazke. Widze na stronie empiku ze mozna ja kupic w formie ebooka. Orientujesz sie moze czy mozna ja bez problemu otworzyc na ipadzie? Z gory dziekuje za odpowiedz. Pozdrawiam

  10. Od wczoraj słucham Cię w moim ukochanym radiu Chilli Zet 🙂 połączenie idealne 🙂 życzę Ci powodzenia i mogę chyba powiedzieć, że jesteś dla mnie wielkim autorytetem w dążeniu do celu i pokonywaniu własnych słabości.

  11. Jestem muzykiem,wiec scena to moja codziennośća a stres jest zawsze jej towarzyszem. Ważne by umieć mimo tego stresu robić swoje.Miałam przyjemność spotkać się z Panią w Puszczykowie i musze przyznać,że zupełnie nie było widać po Pani stresu, a nawet jeśli był to bardzo sympatycznym uśmiechem odwróciła Pani od niego uwagę.Świetnie się Pani słuchało i rozmawiało.pozdrawiam serdecznie

  12. Ja też nie spodziewałam się, że coś takiego możesz przeżywać. 😉 Strachu nie widać 🙂 Usmiechalam się czytając o ślubie… i ja miałam ochotę na większy ale tak bardzo bałam się, że strach M i stres mnie w ten piękny dzień zjedzą dlatego zdecydowaliśmy się na ślub w kameralnym gronie. Niestety musiałam powtórzyć słowa przysięgi i do to w obcym języku, który oczywiście znam ale ciężko mi było zrozumieć osobę, która te słowa wypowiadala. Dopiero na naraniu zobaczyłam, że słowa przysięgi wypoiadalam patrząc na księdza a nie na męża ?

  13. Magdo, w Warszawie było super 🙂 szkoda, że tak krótko. Słucha się Ciebie z wielką przyjemnością i słychać w Twoim głosie, że lubisz , a nawet kochasz to co robisz i zarażasz tym innych i udowodniłaś że jak się chce to można wszystko.. Jak zaczynasz opowiadać o NY ginie trema i słucha się Ciebie z wielkim zainteresowaniem czy to na żywo w TV i czy radiu, a kiedy się kończy to jest taki niedosyt, że to już koniec. Z przyjemnością czytam kolejne wpisy i w tej chwili przenoszę się z Warszawy do NY i podróżuje po nim razem z Tobą :). Czekam na kolejną książkę , w której będzie jeszcze więcej opowieści o NY i jeszcze więcej pięknych zdjęć jakie można podziwiać na Twoim FB. Mam nadzieję, że do zobaczenia nie tylko w Warszawie, ale może kiedyś w NY:) Pozdrawiam serdecznie .

Porozmawiajmy :)