Work&Travel USA

Work&Travel - Little Town Shoes Pomimo kolorowych zdjęć w zachęcających broszurkach – program Work&Travel USA w rzeczywistości jest znacznie mniej kolorowy.

Pomimo nazwy programu „praca i podróże”, zdaniem uczestników to przede wszystkim niskopłatna praca i raczej małe szanse na jakiekolwiek podróże. Czy faktycznie udaje się podróżować w ramach programu? Jak wygląda sama praca?

Na te i inne pytania odpowiadają uczestnicy programy Work&Travel USA 2015. Zamieściłam dwa wywiady: jeden z uczestnikiem programu, który wolał pozostać anonimowy (A), a drugi z uczestnikiem (Cash), który opisuje swoje doświadczenia z Work&Travel USA również na swoim blogu http://www.blogcasha.pl

  1. W jakim mieście pracujesz i gdzie (nazwa firmy, bądź branża)?

A: Pracuję w customer service

Cash: Pracuję w malutkim mieście nazwanym Primm. Jest to miejscowość znajdująca się na granicy stanów Kalifornia i Nevada, 40 mil od Las Vegas. Znajdują się tu trzy kompleksy kasynowo-hotelowe, dwie stacje benzynowe, parę fastfoodów, osiedle pracownicze oraz sklep spożywczy w ilości sztuk raz. Jestem pracownikiem oddziału zajmującego się techniczną stroną branży hazardowej – pomocnikiem technika maszyn kasynowych.

2. Co masz zapewnione w umowie?

A: Pracodawcę, czasami zamieszkanie, ewentualnie wyżywienie – w zależności od lokalizacji, firmy, w której będziesz pracował

Cash: W umowie mam zapewnioną stawkę godzinową, która wynosi $8.75, oraz średnią ilość godzin tygodniowo w okolicach 28-30 (w praktyce 40). Dodatkowo zapewniony mam housing. Za kwotę ~$91 co wypłatę (czyli co dwa tygodnie) można wynająć pokój w czteropokojowym mieszkaniu. Za studio trzeba zapłacić kwotę około dwukrotnie większą. W cenie są opłaty ‘licznikowe’ oraz wywóz śmieci – za internet trzeba zapłacić dodatkowo. $35/mies przy podpisaniu umowy na dłuższy okres, $65 za bezterminową. Przy podpisywaniu umowy wynajmu należało również zapłacić $200 bezzwrotnej kaucji za sprzątanie pokoju w razie wyprowadzki.

3. Dlaczego zdecydowałaś się na udział w programie?

A: Polska, jak również większość krajów na świecie, wspierane są od dekad amerykańskimi produkcjami – począwszy od branży filmowej, a skończywszy na muzycznej. Podobnie jak innym, mi również przypadły one do gustu. Ze względu na to, a także na wiele innych aspektów chciałem wyruszyć za ocean do Stanów Zjednoczonych.

Cash: Zdecydowałem się na wyjazd, ponieważ moim marzeniem jest przekonać się na własnej skórze jak to jest w tych całych Stanach Zjednoczonych. Sytuacja o tyle nietypowa, że w tym roku kończę 25 lat i studiuję zaocznie – jestem chyba jedynym ‘zaoczniakiem’ z obecnych tutaj – któregoś dnia stwierdziłem, że potrzebuję coś ze sobą zrobić, bo czuje, że mi życie przelatuje przez palce. Rzuciłem nie najgorzej płatną, aczkolwiek niesatysfakcjonującą pracę, porzuciłem chwilowo główny temat swojego kanału na YouTube, zaliczyłem wcześniej sesję, założyłem bloga i wybrałem się do USA. Trzeba się kiedyś w końcu usamodzielnić i wyrwać z rodzinnego gniazdka – poszerzyć swoje horyzonty. Jak nie teraz, to kiedy?

3. Czy jesteś zadowolona/y ze swojego wyboru?

A: Tak i nie. Nie, ponieważ wybrałem ofertę pracy w wielkim mieście gdzie wszystko dzieje się bardzo szybko, znacznie szybciej niż w Polsce. Miałem duże problemy ze znalezieniem mieszkania, przyzwyczajeniem się do nowych warunków, kultury, zachowań, czy nawet pracy. Słowa nie oddają w pełni rzeczywistości. Natomiast jestem zadowolony, ponieważ jestem w miejscu, które zawsze chciałem odwiedzić.

Cash: Oczywiście. Zrobiłem to, co uważałem za słuszne. Miałem sobie zafundować szkołę życia i samodzielności i z pewnością dokładnie to tutaj dostaje. Wiadomo, raz jest lepiej, raz gorzej, ale z pewnością wrócę z ogromnym bagażem potrzebnych mi doświadczeń życiowych. Nie do końca jestem zadowolony z miejsca, które wybrałem, bo jest to miejsce bardzo depresjogenne i wszyscy obecni tutaj studenci zaczynamy powoli to odczuwać, a synonimy słowa “marazm” w przeróżnych językach pojawiają się na naszych ustach coraz częściej. Dziura po środku pustyni, dead end.

4. Czy możesz podjąć dodatkową prace, jeżeli tak to gdzie i czy trudno jest ją znaleźć?

A: Można mieć dodatkową pracę, jeśli nie koliduje ona z grafikiem w pierwszej pracy, a także nie należy do rodzajów prac, które mogą zagrażać w jakiś sposób uczestnikom. Jest bardzo trudno znaleźć drugą pracę. Jeśli ktoś pracuje w małym mieście, jest o wiele mniej ofert i jest zmuszony utrzymać się z jednej, czego rezultatem jest nawet 60 godzinny tydzień pracy, ze względu na niskie zarobki lub chęć zaoszczędzenia.

Natomiast jeśli chodzi o dużą aglomerację, jest bardzo dużo ofert pracy, lecz pracodawcy bardzo boją się zawierać umowy ze studentami na wizie J1, ponieważ nie mieli nigdy związku z czymś taki, a także wiąże się to z niepotrzebną papierkową robotą. Dla potencjalnego pracodawcy jest to tylko zbędny problem.

Cash: Tak, można podjąć drugą pracę. Ograniczeń jest dosyć sporo, nie mogą to być zmiany nocne, nie więcej niż 8 godzin dziennie, nie można zawodowo prowadzić pojazdów – czyli odpada hotelowy valet, nasze stanowisko musi nosić znamiona pracy sezonowej, oraz nie może to być zajęcie, które może źle wpływać na reputację programu Work&Travel (a co przez to rozumieją – nie wiem) – to tylko niektóre z nich. Dodatkowo druga praca musi zostać zaakceptowana przez sponsora przed jej podjęciem, w przeciwnym razie można podobno stracić wizę. Przepisy te były dużo bardziej liberalne, ale parę lat temu się trochę pozmieniało i pojawiło się sporo obostrzeń dotyczących możliwości podjęcia pracy na J1.

4. Słyszałam dużo narzekań na niskie pensje & długie godziny pracy, etc. Jak jest w Twoim przypadku?

A: Tak, zdecydowanie to prawda. Ponad 90% ofert tak wygląda i są to realia, o których nikt nie wspomina.

Cash: Niskie pensje – owszem. Długie godziny pracy… Jeżeli 40 godzin tygodniowo to dużo, to ok – można powiedzieć, że długie. Jednak z doświadczenia wiem, że te 40 godzin to za mało. Niektórym studentom trafiają się nadgodziny, które są płacone 150%. Niestety nie wszyscy mają taką możliwość – zależy od stanowiska. Pensje – owszem, są małe. W Primm mamy płacone od $8.25 do $9.50 – w pobliskim Outlecie stawki godzinowe zaczynają się od $10 a kończą w okolicach $14, mam tu na myśli oczywiście pracowników najniższego szczebla. Nie jest to oczywiście regułą, i z pewnością znajdziesz ludzi na J1, którzy pracują za $12/h + tipy.

5. Jeżeli chodzi o samą prace w Stanach co najbardziej Cię zaskoczyło?

A: Pracowałem na innym stanowisku, w innej lokalizacji niż powinienem. Ponadto, poza strasznie już niską pensją odliczali mi od niej podatek.

Cash: Bardzo dużo słyszy się o tym, że Amerykanie są bardzo pracowici – z moich obserwacji wynika, że bardzo dobrze wychodzi im udawanie zapracowanych. Oczywiście osoby, które są cały czas na widoku muszą wykonywać bardzo często bezsensownie jakieś działania, byle by tylko nie stać bezczynnie. Taką pracę mają na przykład osoby zajmujące się czystością na kasynowym floorze. Pomimo tego, że jest czysto to oni i tak muszą przecierać czyste już maszyny po raz setny – sprawa ma się trochę inaczej jeżeli mówimy o pracownikach, którzy mają gdzie się schować. Plusem mojego stanowiska jest to, że pracuję z tutejszymi, a nie z innymi studentami dlatego też moje doświadczenia są zgoła odmienne od doświadczeń moich nowych znajomych.

6. Jakie masz plany jeżeli chodzi o podróże po Stanach?

A: Ze względu na bardzo niskie zarobki i duże koszty utrzymania, praktycznie żadnych.

Cash: Jest to na razie ciężki temat. Trochę źle rozplanowałem swoje możliwości finansowe, nie przygotowałem sobie odpowiedniego planu B. Założyłem, że po przyjeździe do Primm od razu znajdę coś w Vegas i się wyprowadzę. Niestety rzeczywistość okazała się nieco bardziej brutalna, bo trzeba było poczekać na Social Security, no i kompletnie nie przewidziałem tego, że ogromne firmy i korporacje nie wezmą pracownika z ulicy, a przed zatrudnieniem będzie on musiał przejść żmudny proces rekrutacyjny. Sam okres oczekiwania na odpowiedź na wysłane aplikacje wynosi ponad 2-3 tygodnie. Dla przykładu złożyłem aplikację do Hard Rock Hotel 3 tygodnie temu, a dopiero parę dni temu otrzymałem maila z zaproszeniem na rozmowę kwalifikacyjną za kolejny tydzień. Niestety teraz już trochę za późno na jakieś ruchy, bo jestem tu już ponad półtora miesiąca, więc jest to praktycznie półmetek. Umowę w kasynie mam do 15/09/2015, a na bilecie powrotnym do Warszawy widnieje data 23/10/2015 – chciałbym zwiedzić jak najwięcej, ale nie wiem czy uda mi się odłożyć wystarczającą ilość pieniędzy aby przeżyć bez pracy przez 5 tygodni. Wszystko zależy od tego czy uda mi się zgadać na facebooku z innymi uczestnikami W&T, którzy będą chcieli podróżować w tym samym terminie – po rozłożeniu kosztów na cztery osoby jest jeszcze dla mnie jakaś nadziejaJ Jak nie to trzeba będzie zainteresować się przebukowaniem biletu. Koniecznie chce zwiedzić wszystkie okoliczne parki narodowe oraz San Diego, Los Angeles, San Francisco, Sacramento – innymi słowy całą Kalifornię – plan ten wydaje się całkiem realny. Zahaczając już o strefę marzeń to chciałbym odwiedzić również Albuquerque (Nowy Meksyk) oraz Teksas. Hawaje, Floryda i Nowy Jork są raczej poza moim zasięgiem, chociaż kto wie – może wygram coś w kasynie 🙂

work-and-travel-usa-1-728

7. Co byś doradził/a osobom planującym udział w programie? Na co zwracać uwagę? Czego unikać

A: Zdecydowanie należy unikać ofert z bardzo niską stawką godzinową, ponieważ w większości przypadków będzie od niej odliczony podatek. Ponadto, jeśli macie za zadanie znaleźć mieszkanie należy wiedzieć o dwóch rzeczach, po pierwsze nie będzie to łatwe zadanie, ponieważ, po mimo tego, że jest bardzo dużo ofert, jest również bardzo dużo chętnych – szczególnie w sezonie wakacyjnym. Po drugie, prawie niemożliwym jest znalezienie mieszkania nie będąc na miejscu. Amerykanie zazwyczaj chcą poznać nowych wynajmujących, a ponadto jeżeli wynajmiemy coś z Polski nie oglądając oferty na miejscu możemy się srogo zawieść lub stracić pieniądze.

Cash: Przede wszystkim warto zastanowić się jaki jest główny cel naszej podróży. Odpoczynek? Zabawa? Spełnienie marzeń? Usamodzielnienie się? A może zarobek? Potem siąść do komputera, dołączyć do facebookowych grup Work&Travel, uzbroić się w cierpliwości w google i zweryfikować które miejsce w USA oraz jaka praca spełni nasze oczekiwania. Ze swojego doświadczenia mogę podpowiedzieć, że warto mieć jakiś plan B. Wiadomo, że nie wszystko da się zaplanować, w szczególności jeżeli nie było się wcześniej w USA, bo wiele rzeczy może nas tutaj zaskoczyć, ale rozsądna osoba powinna postarać się przygotować na każdą ewentualność. Zdarzają się problemy w urzędach, zwolnienia z pracy, zdarza się też, że warunki mieszkaniowe oraz finansowe są zdecydowanie gorsze niż obiecane co zmusza nas do znalezienia nowej pracy – takie historie pojawiały się i w tym roku we wpisach na Facebooku. Ja zrobiłem jeden podstawowy błąd – wydawało mi się, że mam wystarczająco czasu na wszystko. Pracy w Vegas zacząłem szukać dopiero po około 2-3 tygodniach pobytu, drugiej pracy w Primm jeszcze tydzień później. Powinienem był się zainteresować pracą w Primm dzień po przyjeździe, ale założyłem, że na 100% znajdę coś w Vegas – był to błąd. Co prawda pojawiły się oferty pracy, ale teraz jestem już praktycznie na półmetku i próba rzucenia wszystkiego i przeniesienia się samemu do Vegas byłaby nie tyle odważna, co nieodpowiedzialna. Za dużo rzeczy może pójść nie po mojej myśli. Nie ma czego żałować – jest to kolejna lekcja, która mi się z pewnością przyda w życiu. Ważne, żeby wyciągać wnioski z popełnianych błędów. Nie liczcie na to, że ktoś Was tu będzie prowadził za rączkę. Może się tak zdarzyć, ale nie musi – bądźcie gotowi na szkołę życia. Naturalnie czytanie blogów o tematyce Work&Travel pomoże Wam się lepiej przygotować na to, co może Was tutaj spotkać. Macie ten komfort, że możecie się uczyć na naszych błędach 🙂

Ciekawa jestem czy są wśród czytelników bloga inni uczestnicy programu Work&Travel USA? Jakie są Wasze doświadczenia z programem?

9 comments

  1. Byłam kilkakrotnie na programie “work and travel”, były to najwspanialsze miesiące, wakacje mojego zycia. Jeśli chodzi o niskie zarobki uważam że nie ma co generalizować, wszystko zalezy do jakiego miasta trafimy, jaką pracę wykonujemy. Jeśli nie ma możliwości dorobienia na nadgodzinach ,zawsze można poszukac dodatkowej pracy na własna rękę, mówię z doświadczenia. Ja pracowalam w trzech stanach: Alabama, Missouri i Colorado, dużo zwiedziłam: Floryda, Arizona , Utah. Polecam każdemu. Stany są cudowne, gdybym dalej była studentką chętnie wyjechałabym jeszcze raz, choc na kilka miesięcy.

  2. Dwukrotnie spędziłem wakacje w USA wyjeżdżając z programu W&T. Pierwszy raz (2007r.) wyjechałem sam, trafiłem do małego miasteczka South River, NJ. Wyjazd wspominam bardzo dobrze. W dni wolne jeździłem do NYC. Pracowałem na NJ Turnpike w Joyce Kilmer Travel Plaza za najniższą możliwą pensje ale i tak przywiozłem ze sobą mnóstwo ciuchów i gadżetów. Mieszkałem ze studentami z Tajlandki, Rosji, Białorusi, Bułgarii przez trzy miesiące beż żadnego polaka co pozwoliło mi komunikowanie się w języku angielskim 24h przez 3 miesiące. 🙂 Oczywiście nie obyło się bez przygód. Po około 2,5 miesiąca dopadł mnie ból zęba niestety usługi medyczne w USA nie są na kieszeń biednego studenta z Polski więc musiałem skrócić swój pobyt o kilka tygodni. Za drugim razem trafiłem do miasteczka Shippensburg, PA. Pojechałem razem z kolegą z Polski wyjazd wspominam równie dobrze, mnóstwo studentów, wieczorne imprezki, wyjazdy do sklepów tym razem bez zwiedzania no może jeden wyjazd do NYC 🙁 nie udało się, ale i tak było super. Ze wyjazdów przywiozłem przede wszystkim bagaż doświadczenia, naukę pracowitości i znajomość swobodnej komunikacji w j. angielskim. Polecam wszystkim ! Mam nadzieję że za parę lat wrócę i tym razem uda mi się zobaczyć troszeczkę więcej.

  3. Byłam trzy razy na W&T. Dość dawno, bo ostatni raz chyba w 2006, więc parę rzeczy pewnie się zmieniło od wtedy. Pojechałam z ciekawości. Znajomi byli rok wczesniej i wrócili zachwyceni. Nie chodziło w sumie o kasę, ale bardziej o przygodę. Dla mnie też była to pierwsza tak daleka i samodzielna podróż. Minęło prawie 10 lat i nadal uważam, że było to jedno z moich najciekawszych doświadczeń, które bardzo otworzyło horyzonty i które każdemu polecam. USA jest fascynujące i warto pojechać nawet jeśli zarobione pieniądze starczą tylko na życie i zwrot kosztów wyjazdu. Zgadzam się, że dużo zależy gdzie i na jaką pracę się trafi. Pracowałam w kasynie w Reno, NV jako krupier i była to świetna robota. Stawka podstawowa minimalna, ale bardzo duże napiwki. Podatki w Nevadzie nie były wysokie, a potem można było przynajmniej część odzyskać. Udało mi się zawsze sporo odłożyć, ale też za każdym razem podróżowaliśmy m.in Nevada, Kalifornia, Arizona, Utah czy nawet Hawaje. Reno nie było zbyt duże czy ciekawe, ale zawsze coś tam się działo. Było bardzo dużo studentów, głównie z Polski, ale poza tym poznawało się masę ludzi. Nigdy nie czułam, żeby ktoś traktował nas z góry, gorzej lub wykorzystywał. Przeciwnie wielu worktravel’owców chetnie szukało drugiej pracy, a wręcz nastawiało tylko na zaoszczędzenie kasy i nigdzie nie wyjeżdzało/podróżowało. Często potem to własnie od nich słyszałam, że USA jest nieciekawe, ludzie głupi etc 🙂

  4. hej, ja jestem w stanach teraz, i jest roznie, ogolnie przyjechalam na campa, nie na program w&t, a swoje zmagania opisuje na blogu mojamerykanskisen.blogspot,com , troche zwiedzania i prywaty, zapraszam 🙂

  5. Ja obecnie przebywam (juz drugi rok) w Speculator w resorcie dla rodzin chrześcijańskich (NY) jako pokojówka. Skorzystałam z programu Camp America (praca w wakacje) i jestem bardzo zadowolona! Organizacja po uiszczeniu opłaty przez uczestnika (ok. 3000 zł z wizą) zapewnia pracodawcę (jak lepiej trafić nie mogłam, jednak wiem ze nie wszystkie campy dbają dobrze o swoich pracownikow), ubezpieczenie, bilety lotnicze, pomaga w dostanie wizy. Za zarobione pieniądze miesiąc podróżowałam po Stanach co tez uczynię we wrześniu 🙂 🙂

  6. Ok, dodałam do Pocket i przeczytam jutro w drodze do pracy, ale już teraz się wypowiem o tym jakie mam zdanie o W&T 😉 Byłam w zeszłym roku, to jest niesamowita okazja by na własnej skórze poczuć Amerykę i (ze względów finansowych) dla wielu osób jedyna szansa by się tam w ogóle wybrać zanim znajdą dobrze płatną pracę. Razem z moim chłopakiem byliśmy BARDZO zmotywowani żeby dużo pracować, łapać nadgodziny bo potem mieliśmy w planach coast to coast i się udało choć na zakup auta pieniądze pożyczyliśmy (auto potem szło na sprzedaż więc taki był plan spłaty). Byliśmy też w Nowym Jorku na pięć dni, zwiedziliśmy Charleston, Savannah i trochę pochodziliśmy po Apallachach, przylecieliśmy na Florydę więc przed lotem w nasze miejsce docelowe również tam staraliśmy coś zobaczyć – podróżniczo bardzo skorzystaliśmy ale za tym wszystkim stała naprawdę duża determinacja. Nie chodzi tylko o pracę (sześć dni w tygodniu, czasem nawet po 13h dziennie) ale też o to, że dla studenta z Europy Wschodniej zarabiane tam pieniądze to jednak spore sumy i często woli je zaoszczędzić lub kupić korzystnie jakieś ubrania w outletach czy sprzęt elektroniczny. Kupno auta to ryzyko i spory wydatek, a bez niego wcale nie jest tak łatwo wszędzie dotrzeć. W dodatku do podróży dobrze mieć kompana, a nie wszyscy są chętni. My pracowaliśmy w supermarkecie więc amerykańskie życie, przynajmniej to z południowych stanów, poznaliśmy całkiem dobrze ale jak ktoś wyląduje w parku rozrywki to duże prawdopodobieństwo że będzie obracał się tylko i wyłącznie w gronie innych europejskich studentów i jego wyjazd pod tym względem będzie inny (niekoniecznie gorszy, pewnie imprezy będą dużo fajniejsze). No i w końcu sama idea programu… OK! Teoretycznie fajna sprawa, ale o wiele lepszym rozwiązaniem są wizy working holiday (takie jak proponuje np. Nowa Zelandia, Kanada czy Australia i przy których dostaje się po prostu pozwolenie na pracę przez rok w danym państwie i nikogo nic więcej nie obchodzi) – bez zobowiązań wobec jakichś “sponsorów” (czy raczej pośredników bo oni nic nie sponsorują, a wręcz przeciwnie), żadna z tych dwóch firm (muszą być dwie – polska i amerykańska) nie zrobiła nic czego sami byśmy nie byli w stanie ogarnąć (prócz znalezienia nam oferty pracy, ale to było dodatkowo płatne więc nie wliczam), wszystko to jest zbyt skomercjalizowane choć reklamuje się jako “wymiana kulturowa” i ogólnie traktuje uczestników jak mało zaradnych choć wyjeżdżają tam już ludzie pełnoletni, a nie dzieci w wieku wczesnogimnazjalnym. Dla przykładu – CIEE, która była naszym “sponsorem” po stronie amerykańskiej nałożyła na nas obowiązek przejścia e-szkolenia przed wyjazdem. Przez godzinę graliśmy w durną grę gdzie musieliśmy klikać na różne przedmioty, które chcemy umieścić w walizce lub musieliśmy zaznaczyć, obrazki ilustrujące np. gazetę żeby wskazać, że wiemy, że możemy szukać w niej ogłoszeń o wynajmie pokoju czy drugiej pracy. Czy ja mam 10 lat? 😛 Uhh, rozpisałam się a i tak mam jeszcze wiele do powiedzenia na ten temat 😉

    • Chciałabym dodać, że pomimo tego, że wyjeżdżasz ze sponsorem (CIEE) jeżeli będziesz potrzebował pomocy to Ci takiej nie udziela. Miałam problem z pracodawcą, za każdym razem CIEE odpisywało mi po tygodniu, żeby zyskać na czasie, bo program trwa 3-4 miesiące. Kiedy już po miesiącu udowodniłam swoje racje, to mi powiedzieli, że oni mogą weryfikować innego pracodawcę jeżeli już się zwolnię z obecnej, a na znalezienie nowego pracodawcy mam 20 dni. Przy przym mnie straszyli, że gdzie ja znajdę inna pracę i, że nawet jeżeli to oni nie mogą zagwarantować, że zatwierdza inną ofertę pracy.

  7. Ja byłam z One Globe Travel w Ocean City, bardzo polecam 🙂 wtedy pracowałam w gastronomii, ale w tym roku jadę znowu z tą sama firmą i będę pracowała w branży konserwatorskiej czyli zgodnie z moim wykształceniem <3 i zgadzam się, to dobra szkoła życia 🙂

Porozmawiajmy :)