Kasia Jalan Jalan … ostatni prawdziwy podróżnik

Kasia Jalan Jalan Little Town Shoes

Poznałam Kasie w jeden z tych zimowych wieczorów w Nowym Jorku. Zatrzymała się tu przejazdem w drodze do Ameryki Południowej. Usiadłyśmy w małej francuskiej kafejce na Brooklynie przy ciastku i herbacie … i gadałyśmy w nieskończoność. Dosłownie.

Do momentu kiedy kelnerzy przepraszając stwierdzili, ze już naprawdę muszą zamykać knajpkę. Wszystkie krzesła były poustawiane na stolach, a podłoga dokładnie umyta.

Napisałam, ze Kasia jest ostatnim prawdziwym podróżnikiem. Wiem, ze podniosą się głosy sprzeciwu, wiele osób uważa się za podróżników, oddzielając grubą linią siebie od tzw “turystów”. Wiele osób wliczając mnie samą:) Spędziłem w podróży ponad rok. Sama. Z plecakiem. Odwiedzając 20 rożnych krajów. Podróżując lokalnymi autobusami i pociągami do miejsc gdzie nie ma hoteli.

Ale … prawdziwego podróżnika od zwiedzającego, backpack-owca czy turysty odróżnia dużo. Podróżnik to sposób na życie.

Kasia zaczęła podróż w 2009 roku i nie zamierza przestać. Jej podróż jest drogą a nie celem. Nie ma postawionego celu ze „zobaczę 30, 100… wszystkie kraje na świecie”. Nie ma szczegółowego planu. Jej podróż jest sposobem na życie. Nie chodzi tylko o zobaczenie nowych miejsc, zrobienie nowych zdjęć … ta podróż to poznanie mieszkańców, życie ich życiem, pełne zrozumienie ich kultury.

Podroż Kasi jest pełna empatii i zrozumienia. To nie jest osoba, która zrobi zdjęcia miejscowym naruszając ich prywatność, tylko po to żeby dobrym zdjęciem pochwalić się przed znajomymi. Kasia mieszkając przez kilka miesięcy w Indonezji nauczyła się indonezyjskiego … stad tez nazwa jej fantastycznego bloga Kasia Jalan Jalan. Pojedyncze “jalan” po indonezyjsku znaczy “droga”, ale powiedziane dwa razy oznacza podróżowanie, przemieszczanie się, spacerowanie, jechanie dokądś lub bez celu.
Blog nie jest aktualizowany codziennie jak wiele innych blogów, które dbają o przychylność wyszukiwarek i SEO. Kasia jest pełna szacunku dla czytelników pisze kiedy ma do opowiedzenia historię wartą Twojego czasu … ach szkoda, ze takich osób nie ma więcej.

Po kilku godzinach rozmowy z Kasia byłam pełna marzeń. A zarazem podziwu i takiej pozytywnej zazdrości, ze są osoby które potrafią realizować swoje marzenia nie naruszając spokoju i dobra innych.

Rozmowa z Kasia to jak czytanie niesamowitej książki, jej wiedza, spostrzegawczość jest ponadprzeciętna, niezwykła umiejętność słuchania i zrozumienia … taka, która charakteryzuje podróżników czy turystów przemierzających świat w samotności.

Pamiętam, ze po kilku miesiącach podróży samej zaczęłam odkrywać w sobie taki “szósty zmysł”. Podróżując po miejscach gdzie nie mogłam się porozumieć w żadnym znanym mi języku nauczyłam się czytać ludzi, ich niezauważalne gesty, mimikę twarzy. Trudno jest to opisać ale taka umiejętności komunikacji bez użycia slow, jest duża skuteczniejsza. Ten “szósty zmysł” to jak system ostrzegawczy – pewno dlatego osoby podróżujące samotnie są często bezpieczniejsi niż turyści “wycieczkowi”.

Wracając do Kasi … mam nadzieje, ze Nowy Jork będzie jej kiedyś znowu „po drodze” i będę miała okazje spotkać się z nią ponownie. Można „śledzić” jej podroż na blogu i na jej instagramie. Nie spodziewające się częstych zdjęć ale jak już są – to są bardzo poetyckie piękne, mądre jak i sama Kasia.

14 comments

  1. Im wiecej cie czytam….tym bardziej cie kocham :-)….a teraz tez kasia Jalan jalan ma jeszcze jedna swoja fanke. Fantastyczny post. Pozdrawiam

    • Biegunem? Mogę dopytać w której książce Olga Tokarczuk o tym pisała? Wieki całe minęły odkąd czytałam “Prawiek i inne czasy” i niestety pamięć odmawia współpracy w tej sprawie:)
      Dziękuję gorąco za takie zaufanie i całą sympatię tak hojnie mi awansem podarowaną! Pozdrawiam serdecznie z falującego upałem Meksyku!

  2. Pięknie to napisałaś. A ja przy okazji zaczęłam rozmyślać nad tym jak dziwne jest życie, jak zaskakujące. Znasz filozofie “Six degrees”?Jeśli można nazwać to filozofia. Po nitce do klebka jak to powiadają. Osobiście nie poznałam Kasi.Wygralam jednak list z Afganistanu od niej właśnie w jednym z konkursów na portalu Monoloko.Ten list bardzo mnie poruszył.Trzymam go jak cenny skarb i bardzo często do niego powracam. ..Takie osoby jak ty , jak Kasia czy Asia z Monoloco , której bloga opisującego życie stewardesy też zapewne znasz (bądź też ja samą osobiście nie zdziwilabym się już) sprawiają, że chce się żyć, chce się iść do przodu i chce się marzyć i za to wam dziękuję. ..

  3. Obserwuję Kasi blog od dłuższego czasu. Faktycznie jest wyjątkowa, chciałabym ją kiedyś poznać.
    Ciekawa jestem Twojej rocznej wyprawy, napisz coć o niej więcej.

  4. Też miałam szczęście spotkać Kasię. Poznałyśmy się przypadkiem, podczas prezentacji podróżniczej. A później, tak jak w Twoim przypadku, nie mogłam się oderwać od jej opowieści. Podziwiam Kasię za jej osobowość, sposób w jaki żyje, podejście do ludzi i do świata. I tak jak przez całe życie nie miałam żadnego idola, choć to bardzo nietrafne określenie w odniesieniu do Kasi, to wlasnie o niej mogę powiedzieć, że podziwiam i chciałabym być choć odrobinę do niej podobna. Pozdrowienia (również dla Kasi, która pewnie kiedyś to przeczyta ;))

  5. Podczas mojego pierwszego spotkania z Kasią pracownicy kawiarni pozwolili nam zostać na ogródku,pod warunkiem, że obiecamy swoje szklanki zostawić pod zamkniętymi drzwiami 🙂 Zgadzam się Magda z każdym napisanym tu słowem, za Kaśką szczerze tęsknię i mam nadzieję, że się losy tak potoczą, że uda nam się kiedyś spotkać we trójkę 🙂

    • Dziewczęta, Wy tak publicznie nie zdradzajcie szczegółów zasiedzeń barowych bo mi wilczy bilet do przybytków towarzyskich wystawią!

      P.S. Ola, piękny to był wieczór i pięknie było nad ranem wracać pustymi ulicami Warszawy z tym wieczorem w kieszeni! Ściskam Cię mocno!

  6. Mili, przede wszystkim pozwólcie, że najpierw się pokajam, że tak późno odpisuję na tak piękny wpis Magdy i na Wasze urocze komentarze. Przyznam szczerze, że czytanie o sobie w tych wszystkich superlatywach wywarło na mnie większe wrażenie niż jakakolwiek podróżnicza sytuacja. Ciało mi się wiło w chęci ucieczki, policzki płonęły żywym ogniem. I tak “ostatni podróżnik” nie wytrzymał napięcia i dał wirtualnego dyla… Swoją drogą, Magda, gratulacje, bo jeszcze nikomu się nie udało tak mnie skutecznie przepłoszyć:)

    Jako, że Magdzie już osobiście dziękowałam za czas, chęć i tony pozytywnej energii, którą mi podarowała nie tylko tym wpisem (sami z resztą wiecie jak świetlistą jest osobą), to tym komentarzem chciałam gorąco PODZIĘKOWAĆ Wam za tak pozytywny odbiór i wszystkie miłe słowa pod moim adresem. Życzyłabym sobie większej elokwencji, ale pozostaje mi mieć tylko nadzieję, że wiecie ile emocji i wzruszeń stoi za prostym DZIĘKUJE.

    Pozdrawiam Was gorąco i życzę codziennie pięknej podróży!

Porozmawiajmy :)