Edukacja w Polsce i w Ameryce – różnice

1304901659082.cached

Kilka miesięcy temu napisałam notkę o tym czy Amerykanie są inteligentni i wspomniałam o Amerykańskich szkołach. Pojawiły się pytania o to jak wygląda edukacja w Ameryce i czym się rożni od polskiej?
Myślę, ze ta dzisiejsza notka będzie przydatna nie tylko dla rodziców ale i wszystkich osób planujących studia bądź prace w Stanach.
Często słyszy się wypowiedzi, ze Polacy są lepiej wykształceni. Padają ironiczne wypowiedzi, ze w Polsce nikt nie skończy ogólniaka grając tylko w piłkę. Każdy student z Polski po przyjeździe do Ameryki będzie się nudził na lekcjach matematyki. Tak to prawda.

O ile nasze szkolnictwo uczy nas myślenia i rozwiązywania problemów, to Amerykanie kładą nacisk na rozwój indywidualności.

Musze przyznać ze, niestety wielu bardzo ważnych rzeczy nie uczy się polskich szkołach. Przede wszystkim umiejętności wystąpień publicznych, publicznej debaty i ducha przedsiębiorczości.

Z perspektywy, mieszkając tutaj od kilku lat i mając doświadczenie zawodowe na rynku pracy w Polsce i W Ameryce, musze przyznać ze te umiejętności są znacznie ważniejsze na rynku pracy.
Już pierwszego roku w szkole podstawowej amerykańskie dzieci mają tzw.: “show and tell” czyli “pokaz i powiedz”. To obowiązkowa zabawa już w przedszkolu i w szkole podstawowej. Dzieci przynoszą przedmioty z domu i na środku klasy opowiadają o nim. Chodzi o to aby nauczyć się mówić przed dużą grupą osób.
My w szkole uczymy się siedzieć cicho i odpowiadać tylko zapytani. Grzeczne i ciche osoby są wynagradzane w szkole za co oczywiście przyjdzie im zapłacić w przyszłości na rynku pracy (z czym ja mam cały czas problem, zwłaszcza w porównaniu do Amerykanów).
To jest niesamowite, ze nawet bardzo młode osoby tutaj, czują się zupełnie swobodnie przed tłumem ludzi.

Kolejną rzeczą, która bardzo mi się podoba u Amerykanów to to jak traktują dzieci w odniesieniu do ich potrzeb i umiejętności.
Oczywiście to już nie tylko kwestia szkoły, ale i rodziców. Rodzice mają tutaj jakby większe zaufanie do dzieci. Dzieci są częścią spotkań rodzinnych i biorą aktywny udział w rozmowach, odważnie i głośno wygłaszają swoje opinie. W Ameryce dzieciom pozwala się na śmiałość i podważanie autorytetów.

Nie spotkałam się tez w Polsce z tym żeby dzieci były tak często chwalone z swoją pracę. Przykładowo: rysunki dzieci w szkole pokazywane są na wszelkiego rodzaju wystawach od lokalnego spożywczaka do kawiarni. Rodzice i szkoły w ten sposób budują pewność siebie u dzieci, co jest kluczowe, aby odnosić życiowe sukcesy.
Nie spotkałam się z tym niestety w Polsce. Ta pewność siebie ułatwia im start w życiu zawodowym. Czasami w osłupieniu patrzę na bardzo młodych, 20-to letnich Amerykanow u mnie w pracy, którzy prowadzą spotkania tak jakby mieli kilkadziesiąt lat doświadczenia.

Kolejna ciekawostka: napisała do mnie ostatnio mama, Polka, która szuka prywatnej szkoły w Nowym Jorku gdzie „w większości będą dzieci białe”. To jest zupełnie odwrotnie od rodziców amerykańskich. Oni starają się znaleźć szkoły, gdzie będzie duża różnorodność kulturowa, religijna i rasowa.
O ile my czytamy książki o innych kulturach i religiach, amerykańskie dzieci mają okazje codziennie obcować z osobami o rożnym pochodzeniu.

Myślę, ze dlatego tez Amerykanie są bardziej tolerancyjni. Podczas gdy w Polsce, niestety nawet wykształconym osobom zdarza się wygłaszać rasistowskie czy ksenofobiczne poglądy.

29 comments

  1. Muszę się z Tobą zgodzić, znów! 😉

    Dzięki polskiej szkole, polskie dzieci kojarzą publiczne wystąpienia z ogromnym stresem i jeszcze większym poniżeniem w przypadku niepowodzenia – tutaj mam na myśli odpowiedzi ustne przy tablicy, które nijak mają się do przygotowania przemowy czy opowiadania o czymś z czym jestesmy zaznajomieni. Inaczej opowiada sie o swoich doswiadczeniach, a inaczej o tym, co trzeba było dzień przed wyryć na blachę, żeby nauczyciel był zadowolony. Nie pochwalam odpowiedzi ustnych i sama nigdy uczniow w szkole nie zmuszałam do odpowiedzi, chyba, ze sami tego chcieli (co sie i tak rzadko zdarzalo) 😉 Za to uwielbialam wszelkie projekty nawet jesli wymagaly gadania przed cala grupa ludzi jesli dotyczyly temat, ktory nas interesowal w danej dziedzinie.

    Pamietam, ze kiedys mialam do napisania wypracowanie o ‘leadership’ (nauczycielka byla Amerykanką) i prawde powiedziwaszy nie mialam pojecia z czym to ‘leadership’ sie je, gdyz nie moglam odniesc sie ani do tego, co mnie uczyli w szkole, ani do wlasnego doswiadzcenia, a samo slowo ‘leadership’ wydawalo mi sie odległe i nieosiagalne. Przyznam, ze temat ten byl mi tak obcy, ze nieprzyjemnie pisalo mi sie na ten temat wyprawania. Owy ‘leadership’ dostrzeglam jednak na wielu plaszczyznach zycia Amerykanow, zwlaszcza w armii, gdzie “leadership knowledge and skills” sa najwyzej cenione. Niestety nie jestem urodzonym liderem… w dodatku odczuwam paniczny strach przed wystapieniem publicznym – zostalam nauczycielem m.in. by z tym walczyc 😉

    Kolejna sprawa to pisanie np. esejow. W Polsce kiedy odbierałam poprawiony esej od profesora, to moglam dostrzec jedynie poprawki i niewybredne zarty na temat tresci np. “maybe in a perfect world it would be possible but not today” … po czym profesorek wysmiewal po kolei kazda prace i nawet zapisywal sobie, jego zdaniem, najzabawniejsze cytaty z prac, zeby moc potem sie z nich posmiac na forum grupy.
    Dla porownania w USA poznałam zarówno swoje słabe punkty w pisaniu esejow jak i te mocne strony. Profesor nie tylko poprawil moje pomylki, ale tez podawal mi zrodla w ktorych moge poszukac, poczytac, przyswoic i udoskonalic swoje pisanie, a kiedy cos napisalam dobrze, to zzwsze zostalo ton zaznaczone i opisane komentarzem “very good thesis” albo “great paragraph!” bylo tez wiele usmiechnietych buziek i na koncu komentarz od nauczyciela, ktory mowil nad czym popracowac a co robie swietnie i moge jedynie udoskonalac przy kolejnych esejach.

    Uff… 😉 mam nadzieje, ze Cie nie zanudzilam, ale takie emocje mną targaja kiedy tylko porównuję szkole polską do amerykanskiej, ze zawsze sie na ten temat rozpisuje. Ja swoje dziecko poslalabym tylko i wylacznie do amerykanskiej 🙂

    • Deliah, Faktycznie. Zapomniałam o tych “dowcipach z zeszytów szkolnych”. U mnie nauczyciele tez czytali najśmieszniejsze zdania, pomyłki albo co gorsza prosili autora najgorszego wypracowania o przeczytanie głośno swojego opowiadania tak aby cala klasa mogla się pośmiać. …
      A umiejętność przemawiania przydaje się bardziej niż liczenie całek. 🙂

      • Pamiętam jak w podstawówce moi rodzice ciągle byli wzywani do szkoły, bo miałam czelność dyskutować z nauczycielami, gdyby wtedy kazali mi się podporządkowywać teraz miałabym większe problemy z wystąpieniami publicznymi, dyskusją i obroną swojego zdania.
        U nas uczy się dzieci w szkołach więcej, ale na zasadzie zakuj, zdaj, zapomnij. Potem się śmiejemy, że nic się nie pamięta z lekcji biologii, matematyki czy geografii, ale tak to wygląda – za dużo materiału do wykucia, za mało motywacji do myślenia i rozwiązywania problemów.

        • Mni na lekcjach chemii i biologii w szkole zawsze brakowalo doswiadczen. Glownie na chemii robil je nauczyciel, a reszta klasy patrzyla. Jak to mowil moj informatyk “patrzeniem sie nie najesz”. W Stanach na biologii mialam doswiadczenia co tydzien i to takie o ktorych w PL moglam zapomniec.

  2. czytam i kiwam głową. W irlandii wszystko tam samo jak w Stanach. A Wasze “show and tell” ma już miejsce w przedszkolu u 3 latków i nazywa się tu “circle time” – dzieci siedzą w kółku i opowiadają o weekendzie, pokazują np bilet z muzeum a cała grupa zadaje pytania na ten temat. Młodzież w szkole przed szkołą średnią może wybrać tzw “transition year” gdy to nie ma zwykłej nauki tylko bierze udział w różnych projektach związanych z np pływaniem, jazdą konną, gotowaniem, pracami charytatywnymi itp. Studenci natomiast po drugim roku mają latny rok praktyk w firmach. Dostają się na nie po normalnej rozmowie o pracę. I nie drukują nikomu dokumentów na tych praktykach tylko wciągani są pełną gębą w pracę firmy. U mnie co roku jest około 12 takich studentów i strasznie im zazdroszczę że ja nie miałam takiej mozliwości.

    • Podobnie jest w Stanach z praktykami (przynajmniej w Nowym Jorku, to może się różnic w innych stanach) Jest zakaz prawny wykorzystywania praktykantów tylko do biurowej pracy. Muszę się uczyć. Praktyka musi być dla praktykanta a nie dla firmy.

  3. Dziewczyny, świetny tekst i komentarze! Mój syn zaczął w tym roku pierwszą klasę (1st grade). Jestem zachwycona jego postępami, odważnymi decyzjami i samodzielnością. Z show & tell zetknął się już w przedszkolu jako czterolatek. Języka angielskiego nauczył się sam w przedszkolu w ciągu 6 miesięcy! Zachęcano go do mówienia, mimo, że jego zasób słownictwa był w tamtym czasie mizerny. Szkoła, do której chodzi bardzo dba o wszelkie aspekty jego rozwoju, zarówno te fizyczne jak i emocjonalne. Jest w szkole 7 godzin, dla mnie to długo jak dla 6 latka, ale on nie narzeka. Potem wraca i zadanie domowe zajmuje mu raptem 15 min. Moje koleżanki w Polsce opowiadają, że ich dzieci są co prawda w szkole do maksymalnie 13., ale za to potem mają zadanie na 3 godziny w domu. W Polsce dzieci siedzą sztywno w ławkach i rzadko pyta się je o zdanie lub zachęca do dyskusji. Zatem jak najbardziej chwalę edukację amerykańską. Gdyby jeszcze uczelnie wyższe nie były tak abstrakcyjnie drogie…. 🙂 pozdrawiam!!!

  4. Czy ze starych komentarzy na blogu dobrze wywnioskowałam, że jesteś absolwentką I Liceum w Białymstoku? Niezależnie od tego jako trzecioklasistka ilo pozdrawiam z białego Białegostoku. ;>
    Co do polskiej szkoły – odnoszę wrażenie, że sytuacja pozytywnie się zmienia. Szkoła, organizując liczne zajęcia dodatkowe, stwarza wiele możliwości. Najmłodsi uczniowie mają szanse na znacznie więcej niż ja jeszcze kilka lat temu. To prawda, że szkoła jest nastawiona przede wszystkim na zdobywanie wiedzy, nie umiejętności. Jednak i tutaj zachodzą zmiany. Ja i moi rówieśnicy jesteśmy ostatnim rocznikiem (’95), który w szkole średniej miał przyjemność (lub nie) uczyć się fizyki, biologii, geografii i chemii. Młodsi w pierwszej klasie spotykają się z przedmiotem przyroda, gdzie uczą się fizyki kręgosłupa (jak go nie przeciążać), zastosowania GPS-u czy prawidłowego czytania ulotek farmaceutycznych. Czy to dobrze? Mam wątpliwości. Z jednej strony cieszy mnie to, że następne roczniki humanistów nie będą zobowiązane do pisania równań reakcji chemicznych, z drugiej – czy ta wiedza, choć niewątpliwie przydatna w życiu, nie jest zbyt elementarna? Czy uczenie tego w szkole ma sens? Ja nie czuję się w żaden sposób poszkodowana brakiem lekcji o składnikach kosmetyków. Może jednak nie każdy, tak jak ja, wiedzę czerpie również poza szkołą? A może naiwnie nie zdaję sobie sprawy z własnych braków?

    • Cześć Katia,
      To dobrze wiedzieć, ze się szkoły zmieniają w Polsce na lepsze. W porównaniu do moich doświadczeń to brzmi jak marzenie. Ciekawa jestem czy uczniowie są bardziej zachęcani do publicznych wystąpień? Czy uczą publicznej debaty? Z punktu widzenia konkurencyjności na rynku pracy to te umiejętności są szalenie ważne

      PS Tak dokładnie I LO. Chociaż te dramatyczne doświadczenia to ze szkoły podstawowej.

  5. Kilka tygodni temu znalazłam Twojego bloga i jestem nim absolutnie zachwycona. Jest świetny 😉
    Co do artykułu to chciałam spytać o community colleges. Jak są postrzegane przez Amerykanów. Czy patrzy się na nie z przymrużeniem oka tak jak w Polsce na szkoły policealne, czy może warto zainwestować w taką edukację? Kończę teraz w Polsce Architekturę Wnętrz, ale zawsze marzyłam o studiach w Stanach. Możliwe, że niedługo mogłabym mieć szansę na studia za granicą, a że taki dwuletni college byłby o wiele tańszy od bachelora na university próbuję zasięgnąć jak najwięcej opinii. Może wiesz jak w Stanach podchodzą do takiej dwuletniej edukacji? 😉

    • Hej Amelia, Bardzo dziękuję!
      Co do Community Colleges to jest tez tak jak mówisz, z reguły jest dla osób które nie miały najlepszych ocen badz których nie stać na zwykły collage. Ale są tez takie które maja bardzo dobra reputacje. Co do dyplomu z tej szkoły to jest podobnie. Ale nawet associate degree z jakiejkolwiek amerykańskiej szkoły daje tu lepszy start niż magister z polskiej uczelni. Niestety.

  6. Po pierwsze świetny blog, odkryłam go kilka dni temu szukając czegoś na temat tego miasta, od tego czasu Twój blog po prostu mnie “wciągnął”. Uwielbiam Twój styl pisania,świetnie się go czyta.
    Chciałam się odnieść do wcześniejszego komentarza Katii
    A co do szkoły w Polsce. Jestem uczniem LO, ale moja szkoła, w odróżnieniu od innych szkół w mieście, jest nowa- 7 lat. Dyrekcja stara się wprowadzać nowe metody, słucha uczniów, organizowane są rożnego rodzaju debaty itp. Również program nauczania jest radykalnie zmieniony. Przez 1 semestr dokańczamy materiał gimnazjalny, a od 2 sem. do matury realizujemy tylko te przedmioty, które sami wybierzemy ( nie przekraczając 36h/tydzień) wzbogacone o przedmioty uzupełniające typu historia i społeczeństwo, czy tzw. przyroda (zależy od wybranych rozszerzeń). Dla mnie jest to spełnienie marzeń bo mogę się poświecić się tym przedmiotom które mnie interesują, a nie męczyć się np. z geografią czy wos-em, skoro wiem, że te przedmioty mi się nie przydadzą w późniejszym życiu (bo podstawową wiedzę zdobyłam już w gimnazjum).

    Chciałam się zapytać czy wiesz jak wgląda problem dzieci z dysleksją w amerykańskich szkołach?
    Bo wiem, z własnego doświadczenia, że takie dzieci nie mają łatwo w polskich szkołach, dysleksja nie jest traktowana jako problem, chorobę tylko jak wadę coś czego się nie zauważa tylko na siłę każe się dziecku wykuwać zasady pisowni, kaligrafie, każe mu się czytać na środku (chociaż jest to bardzo ciężkie), bo może się nauczy. Dzieci z dysleksją często traktuje się tak, jak dawniej leworęcznych.

  7. Nie mogę niestety zgodzić się ze stwierdzeniem odnośnie polskiej szkoły – że uczą myślenia i rozwiązywania problemów. To się nazywa kreatywność. Nie uczą kreatywności na 200%.

    Co do zmian to rzeczywiście być może są na lepsze. sądzę, że zdecydowanie uczenie rzeczy bardziej praktycznych, w tym składu kosmetyków czy jedzenia jest jak najbardziej właściwe. oczywiście ostatecznie wszystko zależy od tego jak to wychodzi w praktyce.

    • Zdecydowanie się zgadzam. Zawsze wydawało mi się, że to właśnie amerykańskie szkoły uczą myślenia i rozwiązywania problemów plus wszystko opisane powyżej. Polskie szkoły mogą co najwyżej nauczyć wkuwania wzorów chemicznych i co to jest tkanka poprzecznie-prążkowana. I za rok i tak już nikt niczego nie pamięta….

  8. Świetny artykuł zgadzam się w 100 % z tym ,że w Polsce nie uczy się kreatywności .Sam z obserwacji stwierdzam, że mało jest osób które tworzą ( piszą piosenki , malują, zaczynają jakąś inicjatywę, piszą książki itp.).Przez to niestety ciężko jest usłyszeć a jakimś sławnym na skalę światową lub przynajmniej europejską np. polskim artyście (oczywiście nie generalizuje ,bo są wyjątki ). Amerykanie natomiast w tej kwestii mają się świetnie, ich twórcy doceniani i popularni są wszędzie .Ważne jest też podejście ludzi z zewnątrz. Niestety często bywa, że Polak gdy widzi, że inny działa, tworzy i jeszcze nie daj Bóg zostanie za to doceniony to już leci fala “hejtu” (zachowanie w stylu sam nie zrobi, ale krytykuje). Powoduje to później blokadę, bo każdy boi się takiej krytyki i zamieszania wywołanego nie wiadomo czym . Amerykanie natomiast myślę, że raczej stawiają na zasadę dobrego pomysłu to znaczy : Udaje mi się coś wymyślić, mam plan ,mam marzenie – działam. Gdzie Polak po drodze znalazłby 1000 problemów i przeszkód.

  9. Nie wiem dokladnie jaki jest system nauczania w Polsce w dzisiejszych czasach, uniwersytet skonczylam w 2003 roku, wiec dosc dawno temu. Az do konca nie zgodzilabym sie ze wszystkim co jest napisane w tym artykule. Mam czworke dzieci w roznym wieku – od 10 do 20 lat. Mieszkamy w Arizonie, gdzie edukacja jest na bardzo niskim poziomie w porownaniu do reszty Stanow Zjednoczonych (calego swiata wlasciwie).
    Edukacja w USA, w olbrzymim stopniu, zalezy od miejsca zamieszkania. Dobre szkoly sa zwykle w bogatszych rejonach, gdzie mieszkancy placa wiecej podatkow i edukacja jest waznym elementem wychowania dla rodzicow. Dobre szkoly to takze te, gdzie rodzice moga spedzic czas na woluntariat – PTO (Parent Teacher Organization), przychodzac w casie szkoly by pomoc nauczycielom i po szkole na dodatkowe zajecia.
    Najlepsze szkoly w Arizonie – tzn te, ktore przynosza najlepsze wyniki na testach, to ostatnio szkoly tzw Tradycyjne (Traditonal Schools), gdzie najwiekszy nacisk jest na wiedze przekazywana od nauczyciela do dziecka a nie na kreatywnosc i abstrakcyjne myslenie. Dzieci, juz od 5 roku zycia, siedza w lawce przez 7 godzin dziennie, majac jedna (lub dwie) pol godzinne przerwy. Zajecia dodatkowe, takie jak muzyka, WF, plastyka czy komputery- ucina sie z powodow finansowych i nacisku na zwiekszenie czasu instrukcji.
    Dysciplina w tego rodzaju szkolach jest bardzo wazna. Malym przykladem jest gdy dzieci musza cala klasa przejsc z jednego miejsca do drugiego, w “sznureczku”, cichutko, trzymajac dlonie za plecami. Nie wyobrazam sobie, by tak bylo w Polsce, w jakiejkolwiek szkole. Mimo tego, moje dzieci dosc dobrze sobie radza w stosunkach miedzyludzkich. Dlaczego? Stany Zjednoczone to kraj ceniacy ekstrawersje, raczej niz introwersje tak jak w Polsce. Ta ekstrawersja jest widoczna niekoniecznie w szkolach, ale w relacjach ze znajomymi, zajeciach pozaszkolnych, telewizji itp.
    A co do wiedzy, ktorej dzieci nabywaja w szkolach amerykanskich, to jest wiedza minimalna, skupiajaca uwage na nauce czytania, pisania i matematyki. Science i Social Studies – polaczenie wszystkich nauk scislych, zajmuje tylko kilka godzin tygodniowo z tych trzydziestu-pieciu, ktore dzieci spedzaja na nauce.
    Wynik jest taki, ze dzieci wyksztacone w Polsce, beda potrafily w przyszlosci wykonac kazdy zawod, a w USA tylko ten ktorego sie wyuczyly i to na dodatek na bardzo niskim poziomie. Dla porownania, prosze pomyslec o pielegniarkach amerykanskich i polskich, po tej samej ilosci lat ksztalcenia; o informatykach, matematykach czy ksiegowych. Wiedza, ktora dzieci zdobywaja w Polsce jest byc moze bardzo konkretna, ale tez obszerna. Nawet czytanie lektur obowiazkowych, pomaga z elastycznoscia myslenia w innych dziedzinach.
    A co do Uniwersytetow, to gdy pokazalam swoj transkrypt ze studiow, swojemu pracodawcy, byla zaskoczena i nieco zszokowana gdy odkryla jakie zajecia mialam podczas studiow. Szczerze polecam polskie uniwersytety raczej niz amerykanskie, nie tylko te amerykanskie sa okropne drogie ale tez niekoniecznie tak dobre jak niektore uniwersytety w Polsce. Polskie pielegniarki, specjalisci od programowanie itp sa wciaz jednymi z najlepszych nawet tutaj.
    Jestem typowa, Polska introwertka i radze sobie o wiele lepiej pracujac w Social Services niz wielu Amerykanow. Przede wszystkim, moi klienci moga polegac na prace wykonana i wykonana dobrze i na czas, podczas gdy wielu Amerykanow raczej nie zdaje sobie sprawy z tego ze jakosc pracy jest istotna.
    Oczywiscie, to tylko moja perspektywa. USA to olbrzymi i roznorodny kraj, kazdy stan, kazde miasto jest calkowicie inne i ma inne priorytety.

    • Calkowicie sie z Pania zgadzam. Mieszkam w USA od 14 lat. Moja corka wlasnie konczy szkole srednia w ktorej ja rowniez pracuje. Poziom nauczania w szkolach srednich jest oplakany. Dodam, ze mieszkamy w Texasie.

  10. Od ponad 5 lat mieszkam w USA. Mam dwóch synów – jeden w 8 grade – ma 14 lat i przyjechał do USA w wieku 10 lat, a drugi chłopak, który urodził się tutaj, jest w preschool, ma 4 lata. Chętnie podzielę się z Państwem moimi spostrzeżeniami i doświadczeniami związanymi z edukacją dzieci w USA. Po cześci podzielam państwa opinię, iż szkoła amerykańska uczy kreatywności, dodaje pewności i wiary w swoje możliwości, uczy publicznych wystapień i przemówień (ogromny atut!!!!!), dziecko jest chwalone za każdy nawet najmniejszy progres (co tez uważam za plus, choć sądzę, że w wydaniu Amerykanów jest to nieco przesadzone). Szkoły sa wyposażone w świetny sprzęt i pomoce dydaktyczne.
    Poziom nauczania przedmiotów ścisłych jest jednak kompromotujący!!!!!! Osobiście mnie to nie dotyczy, gdyż starszy syn jest w klasach zaawansowanych – AC, wiec poziom w/w przedmiotów jest przyzwoity, mniej więcej pokrywający się z poziomem liceum polskiego, zatem syn ma co robić, jak wróci ze szkoły 🙂 Obserwuje jednak co dzieje się w przypadku syna kolegów z klas równoległych. Te dzieci uczą się nadal dodawać i odejmować ułamki, obliczać procent z liczby, równania z jedną niewiadomą, czyli mimimum minima!!!!!! Wiadomo, nie każdy musi być naukowcem, ale momentami jest to poziom 4 klasy szkoły podstawowej w Polsce. Poza tym nie podoba mi się tu kompletny brak systematyczności, tematy są nieutrwalane, przeskakiwane, omijane…panuje ogólny chaos, nie ma stopniowania trudności, co uważam za głowną porażkę tego systemu.
    Chcę jeszcze dodać, iż nauczyciel jest tu przyjaźnie nastawiony do dzieci, panuje w szkole większa dyscyplina niż w Polsce i uczniowie mają respekt do nauczyciela, co niewątpliwie jest wielkim atutem amerykańskiej szkoły. Nauczyciel jednak pełni tu funcję mniej wiodacą niż w Polsce. Mało tłumaczy na lekcjach, większości używa tablicy multimedialnej, wyświetlając prezentację. Ma to miejsce w szkole u mojego syna w przypadku przedmiotów: English, Spanish, Social Study, czy biologia – choć w tym przypadku dochodzą jeszcze zajęcia laboratoryjne, co uważam za wielki plus! Matematyka – a dokładnie Geomery Honour (jak wszsytkie pozostałe przedmioty), mimo, że syn ma na poziomie rozszerzonym, metodycznie wygląda kiepsko. Lepiej było w ubiegłym roku, gdy miał Algeba Honor, kiedy nauczycielem był Niemiec.
    No cóż, jak widać sa plusy i minusy edukacji amerykańskiej 🙂 Może, gdybym w Polsce nie pracowała jako nauczyciel, to pewnie uważałabym, że moje dzieci znalały się w “edukacyjnym Eldorado”.
    Wszystko, o czym napisałam jest moją subiektywną opinią. Nie miałam intencji na siłę zmianiac Państwa zdania.
    Pozdrawiam gorąco,

  11. bardzo fajny artykuł. Weszłam tutaj szukając opisów szczególnie tego jak wygląda nauka dzieci w pierwszych klasach szkoły podstawowej. Ponieważ reforma edukacji w Polsce narobiła zamieszania i od 6 roku moje dziecko ma zmierzyć się z wielkim szkolnym wyzwaniem. Nie wiem jak to u nas będzie wyglądało i zastanawia mnie jak to jest tam, wiem że dzieci chodzą od zawsze od 6 lat. Możesz coś napisać? jak to wygląda jak te dzieci są traktowane nie wiem jak ująć tzn czy system edukacji Jest tak surowy jak tu, U nas raczej mam wielkie obawy, z tego co do mnie dochodzi dzieci od początku są oceniane straszone nie wyobrażam sobie tych nerwów i stresu.

  12. Ciekawe spostrzeżenia. I powiem Ci, że coś w tym jest. Bo nawet na studiach nie uczymy się mówić przed większą liczbą osób. Prawie wszystkie zaliczenia są pisemne. Ja przez 3 lata tylko 2 razy odpowiadałam ustnie.

  13. Hej. Jestem Ada i chciałam namówić rodziców aby wysłali mnie na pół roku do USA do szkoły. Wiem, ze to kosztowny temat, wiec bedzie to trudne dlatego myślałam czy jest moze sens bym poleciała na przykład od połowy maja do końca czerwca na ok. 6 tyg. Niestety nie dokońca wiem czy to jest możliwe oraz czy taka szkoła chciałaby mnie przyjąć na tak krotki okres. Koncze właśnie 3 gimnazjum czyli wydaje mi sie ze tak jakby 1 high school. Chciałabym sie zapytać czy taki pomysł jest opłacalny oraz czy mogłabyś mi cos poradzić gdyby jednak to okazało sie niemożliwe. Chciałabym również wiedziec co mniej wiecej miałabym wtedy w takiej szkole w USA gdybym jeszcze w tym roku (w maju) poszła do takiej szkoły. Bardzo prosze o pomoc gdyż zalezy mi by znaleźć jak najrozsądniejsze rozwiazanie oraz najlepiej (najtańsze)!!! Prosze!

  14. Tak masz calkowita racje. Dosalabym jeszcze tutaj problem uczenia sie w Polsce na pamiec. W USA ucza sie bardziej rozumowo, klada nacisk na zajecia ‘hands and heads on’ czyli praktyke. Sama skonczylam jedno z najlepszych LO w Polsce, w klasie boil-chem-fiz. Z racji tego ze posiadam podwojne obywatelstwo postanowilam wybrac sie na studia w stanach. Okazalo sie ze moje swiadectwo z paskiem nic nie znaczy. Na laboratoriach bylam zielona, a o esseyach nie mialam pojecia (nie mowiac juz o wystapieniach publiczynch brrr.).

  15. daytona rolex watch imitation

    There is an ending. Just remember that I meant for this to be an art game. I do feel like I spent an inordinate amount of time on the much more traditional gameplay elements, which may possibly make the meaning of the game a bit unclear. If you mess ab…

Porozmawiajmy :)