Jak nie być nielubianym turystą w Nowym Jorku?

Przeczytałam smutne badania pokazujące, ze Polacy są na szczycie najbardziej ordynarnych i nielubianych turystów na świecie. “Zarzuca nam się skąpstwo, głośne zachowanie i pijaństwo”. Link do badania wp.pl tutaj 

Osobiście nie zauważył, żeby Polacy różnią się zasadniczo od innych turystów w Nowym Jorku. Niemniej poniżej kilka porad jak nie być jednym z tych, najbardziej nielubianych.(poprzednie notki z tej serii  TUTAJ).

enhanced-buzz-5266-1370034369-25

Wielu podróżnych zastanawia się, dlaczego mają złe doświadczenia w czasie swoich podroży za granicą? Odpowiedź jest bardzo prosta. Nie znają i nie przestrzegają lokalnych zasad grzeczności. W każdym mieście, istnieją takie niepisane kodeksy postępowania między ludźmi, które zostały ukształtowane przez lata współżycia społecznego. W Tajlandii nie wejdziemy do czyjegoś mieszkania w butach, na północy Indii nie będziemy podróżowali w krótkich spodenkach.

New York, tak jak większość miejsc, ma także niepisany kodeks postępowania.

Poniżej o tym co najbardziej denerwuje nowojorczyków w turystach.

enhanced-buzz-32656-1370014279-11

RUCH PIESZY

Nowy Jork to geograficznie niewielka miejscowość. Ma tylko 800 km2. A żyje tam 8 milionów mieszkańców. Dla porównania geograficzna powierzchnia Warszawy to ponad 500 km2 a mieszka tam około 1,7 miliona osób.

Nowy Jork, a zwłaszcza Manhattan, to największe skupisko ruchu pieszego na świecie. Takie ruchu którego większość odwiedzających nigdy nie była częścią.

Nowojorczycy omijają szerokim lukiem najbardziej turystyczne miejsca takie jak Times Square. Niestety inne atrakcje turystyczne są wpasowane w codzienne życie tego miasta i tu zaczynają się problemy. Aby te kilka milionów osób mogło trafić do pracy ruch musi poruszać się sprawnie po ulicach. Nie można przerywać tempa tego miasta. W Nowym Jorku przechodnie mogę przechodzić na czerwonym świetle. Nie mają pierwszeństwa ale i nie czekają na zielone. To wszystko jest po to aby rozładować tak duże natężenie ruchu.

Niestety co codziennie widzę na ulicach turystów którzy lamią tą podstawową zasadę funkcjonowania miasta i którzy zatrzymują się na środku chodnika, na schodach, przy wejściu do metra, blokują drzwi albo wejście szukając czegoś na mapie, czy tez próbują dostać się do wagonu metra które właśnie odjeżdża.

Zatrzymując się staraj się zrobić to na skraju chodnika, a nie na środku.

enhanced-buzz-23250-1370025942-14

NAPIWKI

Jest to jedno z najczęściej zadawanych pytań przez turystów: „Ile powinni płacić napiwku”. Jest to również jeden z najbardziej gorących dyskusji, przede wszystkim dlatego, że wielu turystów nie jest przyzwyczajonych do tego, ba nie może zrozumieć dlaczego Amerykanie płacą tak duże napiwki.

Napiwki w Stanach to nie „pojęcie filozoficzne”, z którym możemy dyskutować, zgadzać się lub nie. Napiwki są bardzo ważną częścią gospodarki i zarobków kelnerów, taksówkarzy czy pokojówek.

• Restauracje – 15-20% napiwku
• Bary – zostawiamy jednego dolara za jeden drink / piwo (bez względu na cenę napoju)
• Pokojówki – w hotelach zostawiamy 2-5 dolarów za każda noc popytu. Zwyczajowo na stoliku nocnym z notka . „To Housekeeping: Thank you!”
• Porterzy – 1-2 dolary za każdy bagaż
• Taksówki – 15-20% wartości rachunku, dodatkowe 1-2 dolary jeżeli pomaga Ci z bagażami
• Fryzjerzy – 15-20% wartości rachunku

anigif_enhanced-buzz-19086-1371215461-15

W większości restauracje i bary płaca tylko minimalne stawki dla swoich pracowników, dlatego właśnie ze napiwki stanowią bardzo ważna część ich zarobków. I to nie tylko kelnerów, ale i kucharzy i osób pracujących na zmywaku.

Jeśli faktycznie jakość usług będzie niedopuszczalna czy wręcz obraźliwa (co w praktyce bardzo rzadko się zdarza) to nie pozostawienia napiwku (bądź bardzo małego napiwku) może być opcją. Inaczej nie. Jeżeli jesz w restauracji w Stanach to zostawiasz napiwek. Kropka.

W większości restauracji napiwek nie jest doliczany do rachunku. Wyjątek stanowią rachunki dla grup 5-6 osobowych, bądź w miejscach tylko i wyłącznie turystycznych, w innym wypadku zostawiamy napiwki:

  • 18-20% napiwku w restauracji
  • w barze zostawiamy jednego dolara za jeden drink / piwo (bez względu na cenę napoju)
  • dla pokojówek w hotelach zostawiamy 2-5 dolarów za każda noc popytu. Zwyczajowo na stoliku nocnym z notka . “To Housekeeping:  Thank you!”
  • dla taksówkarzy 15% wartości rachunku, dodatkowe 1-2 dolary jeżeli pomaga Ci z bagażami.

enhanced-buzz-17606-1371215104-7

Jak nie być jednym z tych, najbardziej nielubianych turystów?

Podróżując staraj się nie zachwiać delikatnej równowagi społecznej miejsca które odwiedzasz.

Staraj się aby Twoja ingerencja w codzienne ich życie była jak najmniejsza.

enhanced-buzz-28312-1371214949-10

23 comments

  1. No to zawsze trzeba czytac przewodniki jak byc dobrym turystą w danym kraju:) Bo cieżko czasem sie rozenzac ,że tak powiem innej kulturze, co u jednych jets normą dla drugich wkracza na teren niedozwolony:PCiekawe czy sa takie poradniki.
    Ja słyszalam,że najgorszy turysta to z Chin i Japonii – głosno sie zachowują, jedza mlaskając i do tego paluchami:) Haha w Londynie turysta jest jakby wtopiony w tło tej metropolii:)

    • Pomyliles Chinczykow z Japonczykami.
      Japonczycy jedyne co robia, a co moze wkurzac innych to wszedzie i wszystkim/emu pstrykaja zdjecia. Poza tym to sa wzorowymi turystami, grzeczni az do obrzydzenia, klaniaja sie nawet pomnikom, i przepraszaja za to, ze mieli odwage odwiedzic twoj kraj.
      Chinczycy natomiast, to juz zupelnie inna bajka. Wiele hoteli w JP (szczegolnie tych w tradycyjnym stylu), nie chce goscic chinskich turystow, bo to niekorzesane chamy bez krzty kultury.
      Pisalam raz artykul o pobliskiej atrakcji turystycznej dla pisma turystycznego w Chinach, i musialam podzwonic do hoteli i informacji turystycznych, i w kazdym miejscu odpowiadali, ze nie zycza sobie chinskich gosci, bo ci nie wiedza jak sie kulturalnie zachowywac.

  2. Kiedy przeczytałam pierwsze zdanie, momentalnie stanęła mi przed oczami sytuacja, kiedy byliśmy na weekend ze znajomymi w NYC i spacerowaliśmy akurat po Central Parku rozmawiając o tym, jak wiele języków z całego świata słyszeliśmy tego dnia, a tuż za nami dało się nagle słyszeć głośne “Idź se pierd…ij zdjęcie z gołębiem!”… Tak, Polacy wciąż zaskakują 😀

    Co do napiwków, to zawsze mam mieszane uczucia. Bo z jednej strony dla mnie napiwek zawsze był czymś, co ma być rodzajem nagrody czy wyrazem docenienia dla obsługi w lokalu za to, że byli uprzejmi, uśmiechnięci i pomocni, a jedzenie smaczne, a nie czymś, co ma zrekompensować ich niskie zarobki. W USA rzeczywiście obsługa w 99% zasługuje na napiwek (choć niekoniecznie sięgający 20%), jednak zdarza się również inaczej. Jeśli w takiej sytuacji przypadkiem nie ma już napiwku wliczonego w rachunek, to go nie zostawiam. I wychodzę, choć mam wyrzuty sumienia, mimo że własciwie niesłusznie. Te społeczne konwenanse wiecznie sprawiają mi problem 😀

    • Zapewne zważywszy na pkt zawarte w tekście nie byłabym lubiana w NY ;D w końcu musiałabym porobić zdjęcia gdzie popadnie a więc zatrzymywałabym się co po chwilę 😀

      “Idź se pierd…ij zdjęcie z gołębiem!” 😀 dobre

        • Zgadzam się z Blondynką z Krainy Tęczy. Mieszkam w Stanach od kilku miesięcy i wciąż nie mogę się przyzwyczaić gdy na rachunku sugerują napiwek 15% / 20% / 25%. I często w miejscach gdzie nie ma obsługi kelnerskiej tylko zamawiasz przy barze i samemu odbierasz gotowe zamówienie. W Polsce kelnerzy tez zarabiają po 5zł/h albo i w ogóle nie mają stałej pensji i żyją tylko z napiwków i jakoś nikt się nie buntuje (pracowałam jako kelnerka w Krakowie). W Stanach szczególnie męczy mnie to, że idąc coś zjeść nigdy nie wiesz ile rzeczywiście zapłacisz bo najpierw doliczą podatek a potem jeszcze wypada zostawić napiwek 20% i z rachunku $7.80 robi się nagle $12-$13. Staram się dostosować do panującej kultury i zostawiać napiwki, szczególnie w miejscach do których chodzę regularnie. Choć nie rozumiem i nie wiem czy kiedykolwiek się zgodzę z taką filozofią.

  3. na pewno jest to świetny temat na notkę, więc może tak więcej tekstu?
    z chęcią bym poczytał dużo więcej o tym 😉
    pozdrawiam

  4. Mi udalo sie wkurzyc nowojorczyka gdy stanelam mu na drodze i zaczelam robic zdjecia 😛 koles jechal na rowerze i przyhamowal, a ja zostalam okrzyknieta “god damn turist!” 😉 Nie zebym byla z tego dumna, bo nie jestem, ale nie wiedziec czemu troche mnie ta styutacja rozbawila na wspomnienie o niej. Pozniej jak robilam zdjecia to czekalam az ludzie sobie pojda albo stawalam tam gdzie nikomu nie przeszkadzalam. Czyli jakas nauka z tego byla 😀

  5. Podróże kształcą. Ale niestety, część Polaków jest oporna na naukę..
    Bardzo często wyjeżdzamy zagranicę nieprzygotowani do tego, co można tam spotkać. A potem są różne niespodzianki, przeważnie nieprzyjemne, bo łatwo jest popaść w konflikt z prawem, nie znając miejscowych zwyczajów, czy zasad.
    Dobry temat i poproszę o jeszcze:)

  6. […] Pierwsza cecha nowojorczyków, którą zauważają turyści, często zarzucając Nowojorczykom ze są niegrzeczni. Tak naprawdę Nowojorczycy są bardzo grzeczni tylko ciągle się spieszą. Poza tym w tym mieście żyje tylu ludzi, ze aby oni wszyscy mogli funkcjonować w miarę sprawnie, wszyscy muszą przestrzegać pewnych zasad współżycia. Miedzy innymi takich jak nie zatrzymywanie ruchu i nie utrudnianie poruszania się. Niepisany kod postępowania, który pozwala milionom ludzi funkcjonować w miarę normalnie na tak malej powierzchni, czytaj dalej […]

  7. Zastanawiałam się, gdzie się o to spytać, ale w sumie temat pasuje: przygotowuję się pomału do wrześniowego wyjazdu do NYC (pierwszy wypad na 2-gą stronę Atlantyku). Ostatnio gdzieś przypadkiem przeczytałam tekst o Amerykanach we Francji, którzy są zaskoczeni, że muszą sami kelnerów w kawiarni/restauracji poprosić o rachunek. To znaczy, że w Stanach dostanę rachunek od obsługi przynoszącej np. deser czy kawę po posiłku, serio??? I mam się za to nie obrażać :D?

    • Ptasia, nie nie jest to do końca prawda. Musisz poprosić o rachunek w amerykańskich restauracjach. Możesz faktycznie dostać rachunek razem z daniem w barach szybkiej obsługi, czasami tez w tradycyjnych amerykańskich barach zwanych “dinners” gdzie klientom zależy na czasie. Takze jest to tylko dla wygody. Zdecydowanie nie należy się obrażać – co kraj to obyczaj 🙂

      • A, nie, w dinerach czy innych barach by mnie to nie zdziwiło, ale w restauracji “poważnej” – raczej tak. Dzięki za rozwianie wątpliwości ;).

  8. Cześć 🙂 Lecę temat po temacie, strona po stronie gdyż 29 kwietnia wylatujemy z kolegą na 10dniowe zwiedzanie. Mam pytanie odnośnie napiwków w pizzeriach, fast foodach czy szybkich barach – chodzi o czas, bo chcemy dość aktywnie spędzać tam czas i zwiedzić jak najwięcej nie tracąc czasu na posiłki, ale i o kasę – gdyż chcemy budżetowo NY zwiedzić. Czy w tych miejscach też daje się napiwki ? podejrzewam że będzie miło jak i w takiej pizzerii czy fast foodzie zostawimy parę dolarów napiwku ?
    Magda (mam nadzieję, że mogę tak od razu na Ty…) świetna robota z blogiem ! w naszej “parze” to ja w zasadzie jestem odpowiedzialny za ustawienie wycieczki i czasów, a Twoj blog baaaaaardzo mi pomaga !
    Pozdrawiam i przy okazji Do Siego Roku życzę !

Porozmawiajmy :)