Ja i moje miasto

hurricane-sandy-woody-allen-manhattan

Każdy z nowojorczyków ma inną historię dlaczego mieszka w Nowym Jorku, każda z tych historii jest bardzo osobista. Z pewnością nie jest to miejsce dla wszystkich, ale większość którzy tu mieszkają przenieśli się tu z uwagi na historię miłosną. Zakochali się w samym mieście oczywiście.

Niektórzy zakochują się w Empire State Building, niektórzy w Broadwayu, jeszcze inni nie widzą możliwości życia poza Soho czy West Village.
Ja należę do tych nielicznych osób, których historia jest również miłosną … ale nie do miasta, przynajmniej nie na początku.

Odkąd pamiętam ja nie znosiłam wszystkiego co “amerykańskie”. Cała ta amerykanizacja naszego polskiego społeczeństwa, była i jest bardzo trudna dla mnie do zrozumienia. Polska jako wielki sojusznik Amerykanów … to nawet teraz zostawię bez komentarza.

Cześć mojej rodziny mieszka tutaj, ale ja jak zdecydowałam się na roczną podroż po świecie zaczęłam od … Australii. A Amerykę Północną ominęłam szerokim łukiem. Wszystkie wartości w moim życiu były antyamerykańskie. Nigdy nie byłam hipiską, ani nigdy nie protestowałam na ulicy ale komercjalizm, zwłaszcza ten w wydaniu amerykańskim, napełniał mnie zawsze smutkiem.

Dodam tylko, że w mojej bibliotece znajdowały się takie pozycje jak “Why people hate America” … aha… wszystkie trzy części. Ale życie lubi stroić sobie z nas żarty …  osoby które czytają ten blog wiedzą, że zakochałam się w Amerykaninie.

Jak pierwszy raz wylądowałam na JFK byłam przekonana, że wszędzie będą plastikowe klauny w czerwono-białe paski zapraszające do McDonalda…
Oczywiście nic bardziej mylnego.  W Nowym Jorku jest mniej Mcdonaldyzacji niż w Warszawie… przynajmniej relatywnie, porównując do liczby innych restauracji.

Nowy Jork jest naprawdę wyspą. Oczywiście jest amerykańskim miastem, ale amerykańskie flagi pojawiają się tu równie często jak flagi innych narodowości.
Nowy Jork jest symbolem tolerancji. Co tydzień inna nacja maszeruje po Piątej Alei i świętuje swoje narodowe bądź religijne święto.

Nowojorczycy ubierają się na zielono na Świętego Petryka, zakładają wielkie meksykańskie kapelusze 5 maja, przyozdabiają całe miasto na święto Bożego Narodzenia i zapalają świece świętując Hanukkah. Kupują pierogi i kiełbasę w polskiej dzielnicy na Greenpoincie i jadą do Chinatown po Dim Sum. Czerpią ze wszystkich kultur to co najlepsze.
Nie ma chyba miejsca w którym tolerancja osiągnęła wyższy poziom.

Wystarczy spojrzeć na sekcje ślubów w co tygodniowym wydaniu New York Times.

Screen Shot 2013-06-08 at 11.20.01 AM Screen Shot 2013-06-08 at 11.19.24 AM

Screen Shot 2013-06-08 at 11.41.27 AM

Mamy pary rożnych kolorów, rożnych religii, rożnych orientacji seksualnych i to w absolutnie każdym wydaniu NYT. Nikogo to nie obraża, nikogo nie szokuje, tak długo jak para jest szczęśliwa.

Znajomy opowiedział mi ostatnio o rozmowie dwóch 10-cio latków w metrze: Jeden opowiadał o transwestycie, którego spotkał jadąc metrem G do szkoły … a drugi był zupełnie zszokowany …  faktem ze jego kolega korzysta z metra linii G, które przecież jeździ najwolniej…

##

Wracając do tych nowojorskich historii miłosnych to moja jest inna … ja przeniosłam się do Nowego Jorku z uwagi na inną osobą a nie samo miasto. Nigdy nie chciałam tu mieszkać, w przeciwieństwie do moich znajomych czy mojego męża, którzy to pracowali na trzy zmiany w restauracjach, barach, hotelach – wszystko – aby tylko moc mieszkać tutaj.
Ba, dla mnie to zajęło sporo czasu zanim zrozumiałam całą magię Nowego Jorku. Tolerancja tego miejsca, fakt ze Nowy Jork daje szansę każdemu bez względu na pochodzenie sprawia, ze teraz nie wyobrażam sobie ze mogłabym mieszkać gdzieś indziej… Jeżeli miałabym dzieci to to byłoby miasto w którym chciałabym je wychowywać. W poszanowani dla innych osób bez względu na ich wiarę, kolor czy orientację seksualna.
Szkoda, że nie ma więcej takich miejsc …

xo

 

22 comments

  1. W każdym zdaniu wyraźnie czuć Twoją miłość do tego miasta, NYC to rzeczywiście magiczne miejsce na mapie świata, miejsce, które zdecydowanie chciałabym kiedyś odwiedzić i chłonąć całą sobą atmosferę w nim panującą…

  2. LTS … przeczytałem jednym tchem … Świetnie się Ciebie czyta :^)
    a to fajnie jak się Twoja historia potoczyła :^)

    dla nas emigrantów rożne losy i historie nas tu przywiodły
    mnie Stany od zawsze pociągały przestrzenią i przyrodą a najbardziej wiarą w wolność jednostki która jest nadrzędna tutaj
    dlatego ani faszyzm ani komunizm nie miały tu żadnych szans
    rożne są opinie o Stanach na świecie ale bez ofiary prostych chłopaków gdzieś z Iowa myślę że na świecie jeszcze i dziś panoszyłyby się systemy totalitarne spod znaku czerwonej gwiazdy czy swastyki a nasz język polski może by już nie istniał

    NYC jest właśnie dla mnie uosobieniem wiary w wolność jednostki :^)

    A tu mały prezent dla Ciebie bo tak fajnie pisałaś o Oyster Bar :^)

    http://fbcdn-sphotos-e-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash3/s720x720/10045_10200842022266780_494638721_n.jpg

      • :^) .. to była na razie tylko mała namiastka .. Otóż Grand Central Oyster Bar ma swojego ‘krewnego’ na lotnisku w Newark NJ naprzeciw bramy #70 .. często bywam na Newark tym razem połączenie z Bostonu .. zazwyczaj ‘zabijam’ czas sącząc winko w Vino Volo (polecam) ale tym razem zobaczyłem znajomą przez Twoją notkę nazwę i wpadłem :^) ..

        ale już niedługo mam nadzieję oryginał .. razem z moimi 3 córkami spędzimy 3 dni w NYC .. nawet jedną nockę w W Times Sq (tata się szarpnął :^) ) .. śniadanko oczywiście u Tiffany’s :^) a potem zobaczymy.. i tu małe pytanie .. skąd Twoim zdaniem najlepiej obserwować ognie sztuczne na 4 lipca ?..

        serdeczne pozdrowienia :^)

        • No proszę nie wiedziałam … hm koniecznie musimy tam zajrzeć. Wyprawa zapowiada się wspaniale tylko pozazdrościć córkom! Ze sztucznymi ogniami to nie jest prosta sprawa – większość osób idzie na brzeg Hudson River, cześć ogląda z dachów… zastanawiam się czy można by było obejrzeć z High Line – sprawdzę i dam znać.

          • Drogą LTS bardzo dziękuję
            Jesteś na pewno najwspanialszą korespondentką z NYC jaką można sobie wyobrazić :^)

            Jeśli sztuczne ognie są wystrzeliwane z Liberty Island to myślałem o Battery Park albo Liberty State Park w Jersey City bo mogłoby być fajnie z Manhattanem w tle A to ciekawe z High Line parkiem nigdy tam jeszcze nie byłem i byłoby fajnie

            Bardzo dziękuję i bardzo ciepło pozdrawiam :^)

  3. Ja byłam w Nowym Jorku tylko raz (niedługo planuję kolejną podróż i na szczęście mam dosyc blisko – jakieś 2 h samolotem? Może nawet mniej) i jeszcze zanim do tego miasta dostarliśmy z moim mężem, wiedziałam, że przepadnę. I też tak się stało. Po powrocie zaczęłam przeglądać oferty mieszkań na sprzedaż w NYC i to właściwie stało się moją weekendową tradycją do dziś. Bardzo mnie to relaksuje 😉 Przeglądam mieszkania na Brooklynie, planuję jak co zorganizować, dzięki Twojemu postowi o tym jak nie zostać bezdomnym w NYC zaczęłam gromadzić rekomendacje z miejsc, w których mieszkałam wcześniej. Jeśli miałabyś jakieś wskazówki dotyczące tego w jakim miejscu/na jakiej ulicy/dzielnicy najlepiej szukać mieszkania, to z chęcią przeczytałabym taki post 😉
    Wracając do samego NYC – chyba nigdzie nie czułam się tak bardzo w domu, jak tam. Nie ma mowy, żeby w NYC narzekać na nudę, bo na każdym rogu ulicy dzieje się coś ciekawego. Podczas tych kilku dni w NYC spałam może mniej niż 6 h każdej nocy, a resztę czasu poświęcałam na korzystanie z atrakcji 😉 To miasto ma tak niesamowity klimat, że też mogłabym nawet mieszkać w małej dziupli i pracować jako kelnerka, byle tylko tam być 😉 Tolerancja i roznorodnosc kulturowa to chyba jedne z najwiekszych atutow tego miasta. No, i jesli o mnie chodzi – uwielbiam patrzec na drapacze chmur 😉 Kocham wielkie miasta, a NYC w szczególności 😉 Zazdroszcze Ci, ze juz tam jesteś 😉 Ja będę musiała trochę poczekać. Pozdrawiam serdecznie i czekam na kolejną notkę na blogu 🙂

  4. Like you, I love New York and lived there for three years. I still miss it. But is does take a real commitment to live in New York – it is not easy. Which is why that old saw, “It’s a great place to visit, but I wouldn’t want to live there” got going. Glad you are a convert!!

  5. Lubie NY. Nie pokocham go nigdy.
    I podpisze sie pod swierdzeniem “It’s a great place to visit, but I wouldn’t want to live there”. Moge wpasc od czasu do czasu polazic po ulicach, do muzeum czy na koncert, ale po jednym takim dniu przypominam sobie dlaczego wybralam zycie na przedmiesciach:)
    Swieze powietrze, dom z ogrodkiem czy lato spedzone na plazy, odpowiada mi bardziej niz zatloczone metro, duchota na ulcy, czy mieszkanie z karaluchami:)
    Mimo wszystko lubie zagladac na tego bloga i poczytac o zyciu, korego nie wybralam.
    Pozdrawiam i czekam na dalsze notki.

  6. Wlasnie wracam ze spotkania z Mackiem i jego kolegami i troche gadalismy o NY i jako reprezentanci Chicago nie zachwycaJa sie Nowym Jorkiem ale przyznaja ze ma magie nie do pobicia i jest najbardziej tolerancyjnym miejscem jakie znaja.

  7. Ja NYC doświadczyłam dopiero niedawno, a moja wizyta trwała dość krótko. Nie myślę w kategoriach czy mogłabym tam mieszkać czy raczej tylko odwiedzać. Póki co odczuwam wielki niedosyt tego intrygującego miasta i pewnego rodzaju tęsknotę. Jednego jestem pewna – już niedługo znajdę się tam znowu 🙂
    Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za kilka cennych facebookowych “porad”, których mi udzieliłaś 🙂

      • Podróż cudowna, inspirująca i wręcz wymarzona 🙂 Upały dopadły nas w Las Vegas. Wstajemy rankiem, w dniu wyjazdu do Grand Canyonu, a miła pani w tv informuje nas, że dziś padnie rekord ciepła od ponad 15 lat! Ale daliśmy radę przeżyć to z godnością 😉

  8. Wpadłam na Twojego bloga przypadkiem i jestem zachwycona stylem i historiami! Mało tego – i ja mieszkam w Nowym Jorku i również ze względu na mojego męża zdecydowałam się przyjechać do Stanów. I podobnie jak Ty – nogami i rękami zapierałam się przed tym krokiem, ba! nawet pisałam pracę magisterską o Polakach w Stanach, która miała dość pesymistyczny i przykry obraz naszych rodaków 😉 W końcu tu jestem i chyba nie do końca chcę powiedzieć, że ,,mieszkam”. Jestem na razie, mam nadzieję, że nie na długo i nie na zawsze. Dopóki odwiedzałam – byłam absolutnie zakochana i zwiedziłam każdy zakątek, od kiedy mieszkam mój huraoptymizm osłabł. I niestety mam nieodparte wrażenie, że żeby być prawdziwym Nowojorczykiem to i status materialny trzeba mieć odpowiedni, to nie miejsce dla biednych i średnio prosperujących rodzin. Na razie staram się funkcjonować i mimo wszystko – doceniać 😉

    • Hej Joanno, Bardzo milo Cie poznać! Nowy Jork to zdecydowanie nie jest najłatwiejsze miasto, konkurencja jest bardzo duża, mi zajelo ponad rok zanim naprawdę zrozumiałam i pokochałam to miasto.
      PS Bardzo ciekawy temat na pracę magisterską.

  9. Dzień dobry:)

    Jestem osobiście zakochana w NYC. Na razie studiuję, ale co jakiś czas(ostatnio coraz częściej) przychodzą mi szalone pomysły do głowy. By spakować walizki i wyjechać do Stanów. Jak do tej pory udawało mi się je stłamsić w zarodku, ale przychodzi mi to z coraz większym trudem. Przyznam, że jeszcze nie zdążyłam przeczytać wszystkich wpisów na blogu, ale postaram się to szybko nadrobić. Sama idea bardzo mi się podoba.
    Mam do Pani bardziej osobiste pytanie -w jaki sposób poznała pani swojego męża? Szukam sposobu by nawiązać z kimś kontakt, by podszkolić trochę język, poznać mentalność Nowojorczyków i oczywiście – nawiązać z kimś wartościową znajomość.

    Ciepło pozdrawiam z zimnego Krakowa.

  10. Jestem w takiej samej sytuacji.. Zakochana w nowojorczyku, czekam na koniec procedury K1. Boję się Nowego Jorku, ale mimo to zdecydowałam się na wyjazd. Oby NYC okazał się miejscem dla mnie. Lubię duże miasta, ale podobnie do Ciebie zawsze negowałam wszystko co Amerykańskie..

Porozmawiajmy :)