Cała prawda o etykietach z liczbą kalorii

sanwich-1

Każda osoba odwiedzającą Nowy Jork szybko zauważy, że Nowojorski departament zdrowia cierpi na niezdrową obsesję liczenia kalorii.

Wszelkiego rodzaju McDonald’y i inne tego typu sieciowki muszą podawać informację o kaloriach na tablicach z menu. Nie można zjeść posiłku bez poczucia winy. Małe cytrynowe ciasteczko 500 kalorii! Powaznie? Po takiej informacji ja wychodzę co najwyżej z małą czarną kawą.

Zgodnie z ustawą Nowojorskiego Departamentu zdrowia liczba kalorii musi być podawana wszędzie. Jednak nikt tych liczb nie sprawdza. Zobaczcie jak to wyglada w praktyce:

P.S. To jest jeszcze jeden powód (poza tym) żeby unikać tego typu stołówek :).

xo

8 comments

  1. moim zdaniem to wcale nie jest dziwne, ze kalorie sie nie zgadzaja– w koncu skladniki sa zawsze inne, mimo, ze niby te sama
    tak czy inaczej fajny filmik i wpis 😀

  2. Bardzo fajny filmik, a kalorycznosc tego jakiegos zawijanca mnie przerazila! 1200kcal w takim jednym posilku, szok!

    Co do podawania kalorycznosci… mi sie to podoba, bo niektorzy nie zdaja sobie z tego ile kalorii zjadaja i moze to byc pierwszy krok do uswiadomienia bledow i wytlumaczenia powodow otylosci

  3. Mnie bardzo się podoba to wprowadzenie nakazu podawania kalorii w menu! Czekam, aż pojawi się to także w Chicago. Nawet jeżeli rzeczywiste wartości się rozjeżdżają, tak jak to widać na filmiku, to mimo wszystko jest to pewna wskazówka… że prawie na pewno dany produkt nie zawiera mniej kalorii, niż to jest podane 🙂 Pytanie tylko, na ile otyli Amerykanie przejmują się tymi liczbami (bo to przecież głównie z myślą o nich wprowadzono te regulacje)…

  4. Niekiedy człowiek chce sobie zjeść na spokojnie obiad a tu widzi ile właśnie zjada kalorii… i czy wtedy nie odechciewa się jeść? Wpis bardzo ciekawy i porusza kontrowersyjny temat:)

Porozmawiajmy :)