Dlaczego tak mało osób z Polski osiąga sukces za granicą

W ubiegłym tygodniu odwiedzili mnie znajomi z Polski, mój kolega ze swoją narzeczoną. Na potrzeby tej notki nazwijmy ich Joanną i Michałem. Michał to mój dobry kolega, a Joannę poznałam dopiero w czasie ich wizyty w Nowym Jorku.

Joanna jest bardzo piękną kobietą i w dodatku bardzo dobrym prawnikiem. Jednak, jak zaczęliśmy rozmawiać o jej pracy, to zmieniała temat jakby zawstydzona, że rozmowa dotyczy jej. Michał zaczął opisywać jej sukces jako prawnika, wywiady w telewizji i prasie, a Asia zbywała to milczeniem i próbowała zmienić temat. Zupełnie jakbym słyszała sama siebie… kilka lat temu.

Nie znam historii Joanny, ale nie jest tak istotna, prawdopodobnie jak moja własna, jak i historie wielu innych kobiet w Polsce wygląda podobnie. Na początku wpaja się nam, ze „dzieci powinno się wiedzieć a nie słyszeć”. Jak byliśmy w szkole nikt nigdy nie był zainteresowany czy, ani co mamy do powiedzenia. Kolejną „prawdę” którą nam wpajano to, to ze należy siedzieć cicho, a i tak jak będziemy dobre to zostaniemy docenione. Nie należy mówić o sobie, a już na pewno nie należy siebie zachwalać.

I tak … cale sztaby ciężko pracujących zasila szeregi urzędników średniego szczebla zdziwionych, że nikt o nich nie pomyślał przy kolejnym awansie czy podwyżce.

Ta nasza fałszywa skromność uznawana jest za cnotę. Dlaczego mówię, że fałszywa? Bo ani Joanna, ani ja, ani większość osob nie tylko nie myśli o sobie jako o złych pracownikach, tak naprawdę po cichu wierzymy, że jesteśmy bardzo dobrzy. Ba, przeżywamy frustracje i rozczarowania jak ktoś nas pominie przy awansie. Oczekujemy, że inni nas zauważą, nawet jak nie będziemy zwracać na siebie uwagi.

Ja potrzebowałam przyjechać do Stanów żeby zrozumieć, ze jeżeli nie będziesz przysłowiowym „squeaky wheel” („skrzypiącym kołem”) to nikt Cię nie zauważy. W Polsce my nawet nie mamy dobrego wzorca kobiety sukcesu; opinia publiczna z reguły określa takie kobiety jako „korporacyjne suki”, bądź zastanawia się w jaki sposób (czytaj: z kim sypiały) że udało im się odnieść sukces. Mężczyźni, pod tym względem, mają w Polsce trochę lepiej, ale i oni z reguły „przegrywają” ze swoimi kolegami z innych krajów w walce o awanse. Dlaczego tak mało osób z Polski osiąga sukces za granicą?

Ponieważ naiwnie wierzymy, że należy pracować ciężko z pochyloną głową a sukces sam przyjdzie. Nic bardziej mylnego. Żyjemy coraz szybciej. Wszyscy jesteśmy bombardowani tysiącem informacji. To powoduje że coraz częściej przyswajamy informacje tak jak są prezentowane, coraz rzadziej zastanawiamy się nad ich źródłem czy przyczyna. Nie mamy na to czasu.

Średni czas jak długo jesteśmy wstanie skupić uwagę na jednej rzeczy (ang. attention span) w ciągu ostatnich 10 lat zmniejszył się z 14 minut do 4 minut. I nikt nie ma czasu zastanawiać czy zaniżasz swoje umiejętności kierowana skromnością…  To, że nikt Cie nie zauważył w 99% nie wynika ze zlej woli, ale tylko z tego ze sam/sama nie zadbałaś o to aby Cie zauważono. I jeżeli przekażesz informacje, ze jesteś dobra bądź ze nie radzisz sobie – to większość osób będzie miała taką wlasnie wiedzę o Twoich umiejetnosciach.

Nie obawiaj się być „uwierając kamieniem w bucie”. Jeżeli chodzi o prace i awans nie obawiaj się prosić o to czego chcesz i czego potrzebujesz.

To jest bardzo ważne, żeby poprosić zarówno o to ile chcesz zarabiać, jak i o środki i ludzi których potrzebujesz żeby osiągnąć sukces.

Badania pokazują, ze jeżeli nie wynegocjujesz swojej pierwszej pensji w firmie to odbije się to na całej karierze później. Pomyśl o tym.  „Sprzedawanie” siebie i swoich umiejętność jest prawie tak ważne jak dyplom z dobrej uczelni. Także następnym razem jak ktoś Cie pochwali powiedz dziękuję i opowiedz o swoim sukcesie:)

xo

P.S. Polecam “Lean In: Women, Work, and the Will to Lead” by Sheryl Sandberg

42 comments

    • Ja nawet nie myślę o blagierach, tylko o takim zwykłym przyznaniu ze jest się w czymś dobrym. Myślę ze jeżeli mówimy ze jesteśmy w czymś dobrzy to w Polsce jesteśmy uznawani za pyszałków – bez względu na poziom naszych umiejętności 🙂

      • no dokladnie tak jest, od razu jak mówisz co osiagnęłaś to Cie dołują i nazywaja pyszałkiem. Polacy maja inna mentalnośc w dobrym tonie jets narzekac?
        Apropos blagierów to mi tak radzono na rozmowie o pracę, by być takim pozerem, oczywiście nie posłuchałam.
        Btw ciesze się,że moge u Ciebie pisac znów bo mnie wywalało:/

      • Dokładnie tak jak mówisz, myślenie w stylu jak jesteś dobra to Cię zauważą… Tylko Qrde kto ??? Jak nic nie robisz aby cię zobaczono. Pokutuje w nas obraz fałszywej pokory. Bo przecież pokora to to, że wiem co umiem i się za to cenie a nie odrabiam ideologi gdzie nie ma. Jeśli coś umiesz, to cię zdołują, żeś zarozumiała i pyszna, bo muszą zweryfikować swoją wiedzę i tu kiepściutko. Ja nazywam ich mordercami pokory…

  1. świetnie to opisałaś .. Sheryl trafiłą w dziesiatkę ze swoją książką i chwała jej za to :^)

    ale wiesz wydaje mi się z moich obserwacji przez lata, że ‘skromność’ dziwnie jakoś jakby powraca … a ‘talk the talk’ i ‘walk the walk’ są wymawiane jednym tchem .. :^)

    może to sprawa, że łatwo dzisiaj ‘sprawdzić’ w internecie wszelakie nadmierne wychwalanie się … ‘squeaky wheel gets the grease’ to jest prawda ale też tylko do pewnego stopnia … może się szybko przerodzić w opinię, że ktoś jest ‘high maintenance’ .. a taka ‘łatka’ jest już niemożliwa do usunięcia ..
    .. natomiast z moich obserwacji największe uznanie i estyma jest dla ‘go getters’ czyli tych co potrafią albo przeskoczyć mur .. albo go sprytnie objeść :^)

    a najlepiej ‘wszystko w umiarze’

    święta prawda z tym targowaniem się o płacę .. często potem jedynym sposobem na lepsze zarobki jest szukanie nowej pracy

    …. pozdrawiam serdecznie

  2. Tak niestety jest, a szkoda…Bo często ci najciężej pracujący nie są zauważeni, a panienki, które najbardziej piszczą i podlizują się, czy to w szkole, czy w pracy, odnoszą sukces, często pomimo marnych umiejętności.
    Oczywiście najlepiej jest być osobą ciężko pracującą, która do tego potrafi się zaprezentować, zwrócić na siebie uwagę. Ale nie każdy ma taki charakter – ja np. nie potrafię się “podlizywać” na siłę, gdy obserwuje osoby tak postępujące, wydaje mi się to po prostu obrzydliwe, więc tym bardziej sama tak się nie zachowam.
    Co innego jeśli chodzi np. o prezentacje zadania, które wykonujemy – tutaj zawsze stawiam na przedstawienie wszystkiego w jak najbardziej chwytliwy i przystępny sposób, tak, żeby zwróciło uwagę i żeby dotarło.
    Ale co do “dopraszania” się o awans i zwracanie na siebie uwagę na siłę czymkolwiek innym, niż wykonywana przez nas praca, to nie potrafię i wręcz irytuje mnie takie zachowanie u innych. Zagadywanie szefa, nadgorliwość, pogawędki o niczym byle tylko zaistnieć… To nie dla mnie. Może popełniam błąd, ale za to zachowuję szacunek dla samej siebie 🙂

    • Myślę ze można znaleźć zloty środek. Mówić głośno o swoich zasługach bez podlizywania się. Nie jest to proste ale później pomaga uniknąć wielu frustracji związanych z życiem zawodowym. W końcu spędzamy tam pół naszego życia – warto zawalczyć o wynagrodzenie odpowiednie do naszych umiejętności.

  3. Najgorzej jest w szkolach uwazam. Zwlaszcza na przymusowej religii, wiem, ze u mnie nie wolno wrecz bylo nie miec swojego zdania.

  4. W 100% się z Tobą zgadzam! Dokładnie na to samo zwróciła mi uwagę dobra koleżanka, którą poznałam podczas pierwszej wizyty w USA. Pamiętam, jak powiedziała mi wtedy, że jestem za skromna i powinnam bardziej pokazywać to, w czym jestem dobra i mówic o tym głośno. Że ona też miała z tym problem, kiedy tu przyleciała, bo przecież nie tak została wychowana. Miałam dokładnie taki sam argument- przecież nieładnie jest się chwalić. Teraz już wiem, że w USA trzeba mówić głośno o swoich zaletach i nie jest to nic nadzwyczajnego (choć cały czas mam z tym jescze czasem problem), i uważam, że dokładnie to samo powinno robić się w Polsce.

  5. Niestety, wydaje mi sie, ze masz racje, chociaz czasami sie zastanawiam, czy niektorym z nas, Polakow, nie brak ambicji… Rozmawialam kiedys z pewna pania w samolocie (Polka mieszkajaca w Hiszpanii) i ona zapewniala mnie, ze jesli Polacy mowia, ze nie pracuja fizycznie za granica, to na pewno klamia, ona nie wierzy, ze my Polacy mozemy pracowac za granica niefizycznie!

  6. temat Twojego wpisu był sobie ze mną przez wiele godzin .. bo jakby zmusił do refleksji o moim życiu profesjonalnym Polaka w Stanach od 20 lat juz w branży ‘high-tech’ .. miałem jedną magisterkę w Polsce a potem drugą już w Stanach w innym kierunku ale miałem dobre porównanie .. wiem, że często się mówi o tym, że na europejskich uczelniach to same wkuwanie i teoria i brak praktycznych umiejętności a w Stanach odwrotnie .. nie za bardzo w to wierzę .. dla mnie to takie ‘urban legend’ do znudzenia powtarzana .. ale niewiele mająca prawdy w sobie…
    moje wykształcenie z Polski było na prawdę solidne i dobre i także praktyczne .. żadnych kompleksów .. ale jest coś czego tam bardzo brakowało .. to jest wyniesienie umiejętności prezentacji … tego bardzo mi brakowało a to jest tu w Stanach bardzo potrzebne .. umiejętność klarownej prezentacji . do rzeczy zwięzłej pozostawiającej na obserwatorze wrażenie .. wrażenie profesjonalizmu ..
    tu w Stanach szkoły uczą tego już od maleńkości .. moje trzy córki (najstarsza już na uniwersytecie) często musiały przygotować prezentacje projektów w szkole czy to indywidualnych czy zespołowych i czują się pewnie prezentując .. cieszę się z tego ..

    … i jeszcze pomyślałem, że z mojego doświadczenia ludzie, którzy mają największy sukces tu w Stanach to ci, którzy w pewien sposób mają ‘efekt Micheala Jordana’ tzn sami są pracowici, utalentowani, błyskotliwi ale to nie wszystko .. w jakiś specjalny sposób potrafią sprawić, że ludzie w ich zespole nagle dostają jakieś pozytywnej energi i błyskotliwości, której im wcześniej brakowało

    serdeczne pozdrowienia z Austin

    • Bardzo dziękuję za ten komentarz! To będzie temat na kolejna notkę. Faktycznie w Stanach dzieci uczą się umiejętności prezentacji. Kuzyni mojego męża przynoszą zabawki do szkoły i muszą je opisać przed cala klasa. Z tego co ja pamiętam to myśmy tylko recytowali wiersze których musieliśmy się nauczyć na pamięć. Ale nigdy nie prezentować naszych myśli i spostrzeżeń … Pod tym względem mi jest tez bardzo trudno, nie z uwagi na brak wiedzy ale z uwagi na brak umiejętności prezentacji 🙁

      • bardzo mi miło .. i dla mnie umiejętność prezentacji i do dzisiaj po tylu latach nie przychodzi łatwo .. przez lata wyrobiłem sobie pewien schemat, który mi dobrze pasuje i też pewien sosób ‘wyczuwania’ publiczności by mi nie ‘ zasnęła’ :^) .. ale mimo wyszystko przez wiele lat musiałem się mieć na baczności z wymową i akcentem.. a tu raz kiedyś, ktoś mi powiedział po prezentacji, żebym się zupełnie nie przejmował moim akcentem, że właśnie to dodaje coś a nie odejmuje i żebym bym sobą .. i tak teraz jest :^)

        świetny Twój blog . poruszasz w nim tematy jak nikt inny . .cieszę się, że tu trafiłem ..
        miłego ‘brunchu’ i fajnej mimozy życzę Wam :^) .. i pozdrawiam serdecznie

        • Oj to prawda. Ja na studiach w Anglii miałam podobnie: prezentacje, prezentacje, prezentacje. Przed grupą, przed rokiem, przed kadrą. I to broń boże power pointem, bo to nuda i zabicie kreatywności. Niestety w Polsce ciągle wszystko na każdym spotkaniu w Power Poincie…

          • Milady fajnie napisałaś .. zabawnie z tym Powerpointem :^)) .. ale to jest przecież tylko narzędzie tak na prawdę .. pracowałem w Londynie przez dwa lata głównie nad projektami w Anglii i Szkocji … ciekawe jest to ich ‘a to kocham a to nienawidzę’ praktyk w biznesie, które doszły zza wody :^)) .. pozdrawiam serdeczie

  7. I heard Sheryl Sandberg interviewed on NPR, and I think she is terrific. And you are right – you are not going to get anywhere unless you lean in and stand up for yourself!

  8. “Co Pana denerwuje w Polakach?”- zawsze odpowiada od lat tak samo-“-plebejska slużalczość”-Piotr Czerwiński ./publicysta,pisarz od lat mieszkający w Irlandii. I ma racje..bo coś w tym jest./..??/

  9. Zgadzam się, ale nowe pokolenie już jest inne: bardziej do przodu. 🙂 co do drugiego wątku jest trochę znanych Polaków i w USA: aktorzy, piosenkarze, właściciele firm. Polska mniejszość zajmuje 4 miejsce pod względem bogactwa w USA ( dane sprzed roku). A Ameryka już nie ma klasy sredniej. 35% bogactwa kraju jest w rękach 1% obywateli. To chyba coś mówi.

    • No właśnie tak sie zastanawiam ale my nie mamy znanych aktorów ani piosenkarzy … pisarzy tak, reżyserów tak (jest Agnieszka Holland, Kieślowski, Polanski – oni są znani poza Polska). Wszyscy znają Janusza Kamińskiego. Ale właśnie nie mamy znanych aktorów ani piosenkarzy…

      • dla aktorek/aktorów, piosenkarek/piosenkarzy bariera ‘native speaker’ jest bardzo ciężka do przeskoczenia .. poza Ingrid Bergman dawno temu nie potrafię sobie przypomnieć dużej kariery w filmie anglojęzycznym .. nawet takie wielkie gwiazdy ‘u siebie’ jak Catherine Deneuve, czy Monica Bellucci, czy teraz Marion Cotillard czy Penelope Cruz były i są ‘skazane’ na te same stereotypowe role cudzoziemek …z wyjątkiem może Antonio Banderasa (ale chyba też miał swoje 5 minut) czy może Shakiry (specificzna sytuacja poprzez ogromną Latino społeczność) … dla kontrastu np już mamy całą plejadę gwiazd z niewielkiej ludnościowo (tylko 20 mil) Australii ….
        …ale w drugim pokoleniu już możemy się uśmiechnąć :^) np:

        http://en.wikipedia.org/wiki/Mia_Wasikowska

        http://en.wikipedia.org/wiki/John_Krasinski

  10. Zaczynam sie niepokoic, bo to kolejny raz, kiedy ukladam sobie w glowie przemyslenia na jakis temat, wchodze na twojego bloga, a tu moje mysli przelane na wirtualny papier! scary a bit;)
    O ksiazce Sandberg dowiedzialam sie z artykulu w “Time” jakis czas temu, uderzyla mnie prawdziwosc jej rozumowania, Skoro polecasz to poszukam calej ksiazki:)

  11. Bo w polskiej kulturze przebojowość jest wadą, a przeciętność cnotą. Źle widziane jest chwalenie się swoimi osiągnięciami. Już sam zwrot “chwalenie się” ma pejoratywny wydźwięk, a lepszego niestety nie znalazłam. I wcale nie trzeba być człowiekiem wielkiego sukcesu by zyskać plakietki z wyrytą arogancją, zarozumialstwem i pychą.

    Nie wypada wiedzieć, nie wypada umieć, nie wypada działać a już na pewno przyznawać się do tego (czyli potocznie “obnosić się”). Na pytanie “co u ciebie?” oczekiwana jest odpowiedź “po staremu”. Społecznie pożądane jest stanie w miejscu. Szarość, przeciętność, pustka. Mogłoby się jeszcze jakieś nieszczęście przypałętać, o! jakaś choroba! Postawa choć odrobinę czynna wzbudza niechęć, gdy biernej już zupełnie nie przypomina- nawet zawiść. A największym i niewybaczalnym grzechem jest zadowolenie z siebie, poczucie spełnienia i… ciii… nie wymawiajmy głośno tego słowa… szczęście.

    Pisałam o tym na swoim starym blogu (który umarł wraz z rozwojem nowego podróżniczego), po tym jak zostałam zaproszona na spotkanie w wydawnictwie, gdzie występowałam w roli czytelniczki- recenzenta. Zostałam wtedy poproszona by powiedzieć kilka słów o sobie. Zaczęłam:

    – Mam 29 lat (jeszcze wtedy ;-)), z wykształcenia jestem politologiem i socjologiem, pracuję…

    – Jak to poważnie brzmi- przerwała mi jedna z rozmówczyń. W jej głosie słychać było cień drwiny.

    Mówiłam dalej: o pracy, wolontariacie, zainteresowaniach, myślałam o tym jak ciężko pracowałam na to, by móc powiedzieć to wszystko o sobie. Mówiłam i zastanawiałam się: skąd ta kpina? Za młoda jestem? Nie ta płeć? Mówiłam, a w głowie mojej rodził się bunt wobec zawistnego systemu, którego oddana reprezentantka siedziała przede mną. Dodam, że wszystko działo się w redakcji jednej z czołowych polskich gazet dla kobiet- tych z rodzaju postępowych, nawołujących do równouprawnienia, samorealizacji, wyjścia z narzuconych przez skostniałe społeczeństwo ról…

    • Ola wspaniale to ujęłaś, … “polskiej kulturze przebojowość jest wadą, a przeciętność cnotą” – bardzo trafnie!
      Czytam teraz książkę Sheryl Sandberg – Lean In. Jest dokładnie o tym co piszesz, o „wspieraniu” kobiet przez kobiety i ogólnym postrzeganiu kobiet odnoszących sukces. Czasami myślę ze jakbym ta książka istniała jak miałam 20 lat … to moje i pewno Twoje życie byłoby dużo prostsze. Pozdrawiam serdecznia

  12. Mam wrażenie że już na ten temat pisałem. Albo Magda kasuje moje wpisy albo mam déjà vu. 🙂 Do głowy przychodzą takie rzeczy: Polacy mają obciążenia rosyjsko-komunistyczne (ciszej będziesz to dalej zajedziesz) oraz katolickie (pycha to grzech, prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igły, itp.). No i oczywiście jak mówił Linda: http://www.youtube.com/watch?v=2QAfPU4MUo0

    • Warto było czekać – ten komentarz jest znacznie lepszy 🙂 Mamy faktycznie najgorsze z możliwych połączenie komunistyczno-katolickie…

  13. Wybacz, ze ostatnio zaniedbalam czytanie Twego bloga (ze o pisaniu wlasnego juz nie wspomne), ale czyz moglam trafic na lepszy wpis bedac w centrum takich wlasnie przemyslen? Dziekuje, to jak nic w ostatnich dniach skierowalo moje mysli na bardziej pozytwyne tory! Dokladnie o tym ostatnio mysle, skad to poczucie “zasznurowanych ust”, kiedy przychodzi do mowienia o wlasnych umiejetnosciach i wartosci na rynku pracy?
    Czesto ostatnio uderzam w nutke feministyczna, ale moim zdaniem bierze sie to rowniez z tego, jak inaczej wychowywani sa w naszej kulturze chlopcy, a inaczej dziewczynki i jak to pozniej widac na “podworku doroslych”, czyli w pracy.

  14. Komentarz trochę “spóźniony”, ale dopiero niedawno odkryłam bloga i zajęło mi trochę czasu, aby przez niego przebrnąć. 🙂 Mnie również irytuje “fałszywa skromność”, ale też bardzo wielu Polaków naprawdę strasznie się przechwala. Po części wydaje mi się, że dobrze wychowany i wykształcony Polak uważa za swój obowiązek być “skromnym”, a z kolei taki, który niewiele umie i niewiele robi ma bardzo roszczeniowy stosunek i uważa, że jemu to się należy. Trochę jak za komuny – Czy się stoi, czy się leży, trzy tysiące się należy. (Widoczne zwłaszcza wśród pracowników w Europie Zachodniej, którzy jeszcze przed przyjazdem wiedzą, gdzie zgłosić się po socjal.)

  15. Witam,
    mam pewność siebie, od last czytam nt NYC, krajów E.Zach etc, zostałam nie ze strachu tylko z powodów rodzinnych, Tata po wylewie, więc mama i ja.Jej to “,że z Gdyni do W-wy wybyłam jest daleko , tzn było już po ponad dekadzie się nauczyła:) Tak się zastanawiam czy w NYC patrzą na wiek?
    Ania

Porozmawiajmy :)