Mieć czy nie mieć dzieci

url

Większość decyzji można przekładać w nieskończoność, niestety tylko większość. Decyzja z relatywnie ścisłe określonym “terminem ważności” to oczywiście kwestia dzieci.

Jestem w wieku, który moja babcia określa jako “ostatnie podzwonne”. Ginekolog, moja mama, teściowie również nie omieszkują mi o tym „wspominać” przy każdej okazji.

A my … no właśnie … a my nie wiemy. Wiadomo, ze nie są prawdziwe twierdzenia, ze każda kobieta ma automatyczne instynkty macierzyńskie… ale analityczne podejście do kwestii “mieć czy nie mieć dzieci” … cóż … takie podejście nadal rzadko spotyka się ze zrozumieniem. Ja w najlepszym wypadku dostaje od znajomych pobłażliwe przytakiwania.

Wiele moich koleżanek “od zawsze” chciało mieć dzieci. Są tez takie (bardziej w NY niż w Warszawie), które dobrze wiedza ze nie chcą mieć dzieci. A ja nie wiem.

Mamy dwie grupy znajomych. Jedna składa się z par, które z wyboru nie mają dzieci. Oni przekonują nas ze swoje szczęście i to ze ich małżeństwa są tak udane zawdzięczają właśnie temu, ze są bezdzietni. Cztery absolutnie szczęśliwe pary, które świadomie podjęły decyzje, ze nie chcą mieć dzieci. Argumenty na rzecz nie posiadania dzieci dość łatwo podać bo są niejako mierzalne – mniejsze wydatki, więcej czasu dla siebie, można spać co najmniej o 3 godziny dłużej i etc. – wszystko to można wyliczyć, zmierzyć, wykalkulować.

Z argumentami za posiadaniem dzieci nie jest już tak łatwo.

Nasz druga grupa znajomych, twierdzi ze bez najmniejszego zastanowienia powinniśmy mieć dzieci. Oni twierdzą, ze absolutnie nie ma nic lepszego niż życie z dziećmi. Ta druga grupa twierdzi ze jest trudno, zwłaszcza na początku, ale uśmiech dziecka wygradza im wszystko. Chociaż trudno tu o matematyczne dowody twierdzą ze bilans jest bez dwóch zdań dodatni.

My jesteśmy gdzieś tam pośrodku. Jesteśmy idealnym wujkiem i ciocia. Ja rozczulam się na widok malutkich skarpetek, ale ja tez lubię nasze leniwe niedziele w łóżku i spontaniczne podroże.

Właśnie największa trudność przy podjęciu takiej decyzji to fakt, ze lubimy nasze życie takie jakie jest.

Argumenty w stylu „kto Ci poda szklankę wody na starość?” nie przemawiają do mnie w ogolę. A mówiąc szczerze uważam to wręcz za dowód okrucieństwa, głupoty albo raczej naiwności rodziców.

Dzieci to odpowiedzialność. Jeśli już być matką to tylko dobrą matką. Powoływanie na świat dziecka tylko po to aby dotrzymało nam towarzystwa na starość jest egoistyczne i niesprawiedliwe. Oraz jest szczytem naiwności – patrząc na większość starszych osób to tą przysłowiową szklankę wody otrzymują od pielęgniarek, a nie dzieci.

Drugi trend, który mnie jeszcze bardziej złości to wiara, ze dzieci cementują małżeństwo.

Dla mnie to kolejnej wyraz głupoty. Ale jeżeli ludzie tkwią w związku dla dzieci i dla świętego spokoju wybierając “mniejsze zło” – to przecież najbardziej krzywdzą dzieci. Nie ma nic gorszego niż nieszczęśliwi, sfrustrowani rodzice – tacy rodzice gwarantują potomstwu kilkadziesiąt sesji u psychologa i stały dochód dla przemysłu farmaceutycznego.

Jeżeli dwójka nieszczęśliwych ludzi chce trwać w tym związku budzącym w nich tylko złość i frustracje (i nie maja dzieci) – to ok – bo wtedy krzywdzą tylko siebie. Problem zaczyna się jeżeli tkwią w związku i krzywdzą dzieci.

Mieć czy nie mieć dzieci. To jedno z najtrudniejszych pytań. Co myślicie?

80 comments

  1. Nie ma rodziców idealnych. Może to jest tak trudne w podjęciu decyzji? Dzieci rozliczają, ze wszystkiego. Z podejścia do życia, z oceniania. Z cierpliwości. Z czasu. Z tego gdzie jesteśmy i tego, gdzie chcielibyśmy.
    Ja tez jestem pośrodku…

    • Tego rozliczania się tez właśnie boje. … mój znajomy (szczęśliwy ojciec) mówi, ze czasami życie z dzieckiem to życie jak z wrogiem, który obserwuje Ciebie bacznie, próbuje znaleźć i wykorzystać Twoje słabe punkty 🙂
      Mówił to żartując oczywiście ale coś w tym jest.

  2. You have posed a bold and brave question. And of course there is no correct answer to it. Each person has to find the answer right for them. But you do not have children to care for you in your old age, you do not have them to cement a marriage and you do not have them because other people are pressuring you to have them (all the possible reasons you mentioned in your post).

  3. Jako mama dwojki lobuziakow zdecydowanie jestem po stronie “miec”. Wedlug mnie szczescie jakie sie czuje gdy slysze od dzieci “mamusiu kocham Cie” jest nieporownywalnie wieksze niz to wynikajace z wiekszej wolnosci, ktora mamy gdy dzieci nie posiadamy.
    Ale szanuje wybor tych, ktorzy nie chca byc rodzicami.

  4. To i tak masz lepiej, bo rozczulają Cię małe skarpetki.. na mnie nic takiego nie działa. Owszem myślę, że może kiedyś będę histerycznie chciała, ale godzę się z tym, że nie można mieć wszystkiego. Cóż na szczęście rodzina mnie nie przymusza. Nie potrafię się zdecydować “na zapas”.
    A jeśli już myślę, no dobra, może to nie taki zły pomysł, to zaraz jak zaczynam sobie wyobrażać, ile niebezpieczeństw będzie czyhać na moje dziecko i rezygnuję. Chyba bym osiwiała ze zmartwienia, bo jestem typem panikary z nadmiarem wyobraźni i trzęsącymi portkami ze strachu.

  5. pewnie, ze miec 🙂
    wcale nie wyklucza to spontanicznych wyjazdow- mozna po prostu wybrac sie gdzies blizej!
    Wiadomo, ze dzieci to klopoty, ale kochane klopoty!!!
    Kiedy zobaczysz usmiech swojego bobaska lub uslyszysz madrosci trzylatka to nie bedziesz miala watpliwosci- ale to ty musisz zdecydowac, zeby potem nie zalowac

    *pisze to jako bezdzietna 😉

  6. Kiedy dzieci przychodzą na świat pokazują prawdę o związku, stąd niektóre się rozpadają a inne cementują i zabrzmi to banalnie, ale jest to kwestia miłości, czasem tzw letnie związki zyskują wiele.
    Ci co chcą mieć dzieci z egoizmu, czyt szklanka wody, tak prowadzą ich wychowanie, że pozostają sami. Jeśli człowiek sam jest dla siebie najważniejszy to …
    Rodzić jest dla dzieci, nie odwrotnie, recepty na ideał nie ma, w żadnej dziedzinie.

    Nalej herbaty do filiżanki po brzegi. Wsyp 2łyżeczki cukru. Niby nie ma miejsca, niby się przeleje. A jednak:) Takie są dzieci w związku. Zmieszczą się i w miłości i w czasie i w obowiązkach. Osłodzą dobrą herbatę, Zły smak przytłumią, na chwilę, i tak wyjdzie……

    PS ja z dziećmi podróżuję do Chin. O! Da się wszystko:)

  7. A ja mysle, że dzieci to Dar Boży. Tak, dziwnie brzmi w dzisiejszych czasach, kiedy są sztuczne metody. Dziecko się rodzi, bo takie jest Twoje i ojca dziecka przeznaczenie, nie zaplanujesz tego w 100%. Ktoś powiedział, że “Bog się smieje z naszych planów” . I cos w tym jest.

    • Niby tak, ale pozostaje jeszcze kwestia czy ktoś w tego Boga wierzy czy nie. Poza tym nie powinniśmy dzieci stworzonych dzięki metodzie in vitro traktować jako sztuczne, bo to może okazać się bardzo krzywdzące.

  8. Ja naleze do osob gdzie zegar to juz nie tyka a dzwoni jak oszalaly… a ja ciagle nie jestem w 100% przekonana, hmm… nawet w 80% nie jestem ale w zwiazku z tym dzwonieniem rok temu przestalam brac tabletki, co tylko spowodowalo, ze wszystko sie tak ladnie rozstroilo, ze nic nie dziala jak powinno :]

    Normalnie powinnam popasc w czarna rozpacz, bo “w moim wieku” to juz normalnie strach sie bac a mnie to jakos nie wzrusza.. Owszem troche drazni ale sam fakt rozstrojenia, niz to, ze jak cos to nie bedzie to takie latwe. I choc wiem, ze powinnam zrobic termin u gina, to zwlekam… ciagle powtarzam, ze jutro zrobie.

    Tez jestem swietna ciocia, moj maz wujkiem ale jakos nigdy nie mielismy parcia na wlasne potomstwo. Ciagle to przesuwalam w czasie… poniekad musialam ale wcale mi tez nie przeszkadzalo. Tez lubie ta niezaleznosc jaka daje brak dzieci. Ja nawet nie wiem czy lubie dzieci… owszem sa wyjatki, gdzie moglabym rozpieszczac do granic mozliwosci ale ogolnie bardzo czesto obce dzieci mnie (nas) draznia. I prawie mowiac nie wiem czy bede potrafila byc taka mama, jaka bym chciala byc.

    I och… faktycznie nie ma nic glupszego jak twierdzenie, ze “kto ci szklanke wody poda”… pomijajac fakt, ze swiat przed nimi otworem i nigdy nie wiadomo gdzie te dzieci wywieje… to czesto z kochanych dzieci wyrastaja dorosle potwory i to co widze w pracy mnie tylko w tym utwiedza, ze na ta szklanke z ich strony to czesto nie ma co liczyc O.o

  9. Kwestia posiadania dzieci to bardzo indywidualna sprawa i w moim odczuciu nikt, ani nic (nawet jeżeli zegar biologiczny już szybko tyka) nie powinno nas do tego zmuszać. Nie można decydować się na dziecko tylko i wyłącznie dlatego, że czas leci i później będzie już to niemożliwe. Dziecko to zobowiązanie na całe życie. Nie odstawimy go przecież na półkę, będzie juź zawsze z nami.
    Na chwilę obecną podzielam Twoje zdanie, jestem w przysłowiowym ‘rozkroku’, jednak bardziej przychylam się do opcji na NIE. Może kiedyś to się zmieni, ale zmuszać siebie żeby zbudować popularny model rodziny 2+1 nie zamierzam. Czasy są takie, że na szczęście mamy wybór i tak naprawdę nikogo to nie powinno obchodzić. Nasze życie, nasze klocki i jeżeli szczęśliwi będziemy podróżując i niedziele spędzając w łóżku bo tak chcemy, bo tak jest fajnie, to ja jestem na TAK. Każdy buduje swój świat z dowolnie wybranych klocków.

    Pozdrawiam 🙂

  10. Ja też! Ja też nie wiem. W tej chwili nie chce, choć niedawno jeszcze chciałam. Moze znowu zechce? Daje sobie czas do 40 na decyzje :). Wiem, ze wtedy komplikacje i trudności, ale udaje sie i coś za coś.

    • niekoniecznie komplikacji i trudnosci to raz a dwa ze statystycznie 40 letnie pierworodki ( bleeee ohydne slowo :P) sa duze bardziej swiadome swojego ciala i lepiej przygotowane zarowno do ciazy jak i do wychowywanie dziecka

  11. Ja tak samo nie wiem. Nie przemawia do mnie argument o “szklance na starosc” i o pomocy rodzicom. To chyba w dawnych czasach moze i sie sprawdzalo, ale teraz to nie bardzo prawda. Czy 9 miesiecy z brzuchem to naprawde cos takiego super? Chyba dla 1 na 20 kobiet. Czy usmiech dziecka wynagrodzi mi cala noc jego wycia i ryku? Watpie.
    Ale z drugiej strony, cos mi mowi, ze jak juz podrosnie to moze byc fajnie. Tylko pierwsze 2 lata trzeba jakos przetrwac. Gdyby adopcja byla w tym kraju zalatwiana jakos sensownie, to bym poprostu adopotowala takiego 3-latka 🙂 Ale nie chce rodzic i nie chce zarywac nocy i nie chce ryku noworodka.

    • Całkowicie się z tym zgadzam. Co więcej, drażni mnie rozczulanie się koleżanek na widok małych dzieci (obcych) albo gdy jedna z nich opowiada co to ostatnio zrobił jej siostrzeniec 😐 No rzeczywiście, nie ma to jak news miesiąca, hehe.

    • po tym co piszesz, zapomnnij…..dzieci nie sa dla ciebie : ) adopcja jest skomplikowana sprawa , zeby niedojrzale kobiety, nie mogly zaaodoptopwac 3-latka z wzgledu na swoje lenistwo ; )))

  12. Po raz kolejny – Ty piszesz posta, ja się pod nim podpisuję rękami i nogami 😉 Co prawda, ja mam jeszcze czas, ale szczerze mówiąc – nie wyobrażam sobie tego, że mogłabym mieć dzieci. Wszyscy mówią – zobaczysz, jeszcze Ci się odmieni.

    Nie sądzę, że jestem w stanie tak się poświęcać dla kogoś, jak np. moja mama dla mnie i mojej siostry. Właściwie zrezygnowała w pewnym okresie życia ze swoich spraw, by wozić nas do szkół i na zajęcia poza lekcyjne… Teraz, gdy obie jesteśmy dorosłe i mieszkamy poza domem widzę, że nie może znaleźć sobie miejsca.

    Poza tym, ze względów medycznych powinnam jeszcze poczekać. Minimum 5 lat, a optymalnie około 7-8. Nie wiem czemu, ale myślę że im człowiek starszy, tym ciężej podjąć decyzję o posiadaniu potomstwa. Dopóki nie ma się jeszcze poukładanego życia, obranej ścieżki kariery, to jakoś łatwiej jest ludziom wpisać do tego dziecko, znaleźć na nie miejsce. Później.. No cóż, wg. mnie jest trudniej, bo musimy z czegoś zrezygnować – czy to ze spontanicznych wypadów, czy dodatkowych zajęć itp.

    Generalnie i podsumowując – instynktu macierzyńskiego u siebie nie zauważyłam 😀 Małe skarpetki i stópki rozczulają chyba wszystkich 😉

  13. Myślę że to bardzo trudny temat dostarczający regularnie wielu parom złości i rozczarowania. Wiele nacisków ze strony rodziny społeczeństwa jakieś oczekiwania… I w końcu nie wiemy czy chcemy te dzieci czy nam je ‘wmówiono’. Ja przez pewien czas bałam się, że pewnego dla niezależnie ode mnie włączy mi się instynkt za pomocą hormonów i mój organizm zmieni za mnie zdanie. W tym momencie nie czuję instynktu i cieszę się życiem takim, jakie jest teraz. Nie przyspieszam rozwoju zdarzeń i myśle, że gdy będe w takim ‘ostatecznym’ dla rodzenia wieku, juz będe wiedziała. Przynajmniej taką mam nadzieje. Smuci mnie tylko fakt, że często bezdzietne pary w PL uważa się za niedojrzałe i egoistyczne.

  14. Mam 25 lat, wiele osób też już mi sugeruje, że już powinnam zacząć myśleć nad macierzyństwem, niektórzy wprost mówią, że “powinnam wziąć się do roboty”, bo jestem już w końcówce najlepszego okresu na ciążę. Ja póki co daję sobie czas do trzydziestki, ale szczerze mówiąc, nie potrafię wyobrazić sobie swojego życia z dzieckiem… Ponoć kiedy kobieta zachodzi w ciążę hormony tak zaczynają działać, że nawet uśpiony instynkt macierzyński się budzi. No nie wiem. Póki co nie chcę.

  15. Wazny temat poruszylas. chcialam zauwazyc, ze zadna z wypowiadajacych sie wyzej pan nie powinna byc wyznacznikiem do Twojej bardzo osobistej decyzji, bo nie mozna jednoczesnie “miec dziecko i go nie miec”, zeby poznac obydwie strony medalu.
    Tez ostatnio duzo o tym mysle i chce zyc tak, zeby ta decyzja (jakakolwiek nie zapadnie) nie byla barometrem mojej szczesliwej czy nieszczesliwej starosci.
    W tych kwestiach wielu ludzi ulega presji spolecznej nie wsluchujac sie w swoje wewnetrzne potrzeby.

  16. ja naleze do osob, ktore wiedza ze nie chca miec dzieci. i nawet niestety ( na szczescie? ) nie jest ze mnie dobra ciocia bo go dzieci nie mam podejscia. jest ono zerowe, jak nie ujemne. Dzieci mnie nie bawia, nie rozczulaja i nie interesuja.
    Ciesze sie jak ludzie potrafia to zaakceptowac a nie wmawiaja mi ze na pewno zmienie zdanie w przyszlosci. Ok, kto wie co sie zdarzy, moze moje zycie z pewnym powodow przekoziołkuje i nagle poczuje instynkt. Ale tak gdybac mozemy o wszystkim, wiec te argumenty do mnie nie przemawiaja.

    Wole nie miec dzieci, niz krzywdzij ze przez cale zycie wyrzutami ze musialam je urodzic i pokrzyzowaly mi jakies plany. Sa i takie matki a ja moglabym byc jedna z nich wiec tak jak pwoiedzialas po coprzywolywac dzieciaka na swiat. Zeby potem placil za nasze bledy i nasz egoizm? Nie, dziekuje.

    • chciałam jeszcze dodac, ze przypominanie o zegarze biologicznym przez kogokolwiek ( moze oprocz lekarza, ktory ma prawo zwyczajnie uswiadomic pacjentke ) jest totalnym nietaktem i wtykaniem nosa w nieswoje sprawy…

  17. jestem na nie! a jak patrzę na zdjęcie wyżej to tym bardziej jestem pewna słuszności swych wyborów 😛

    Mogę Ciebie zaadoptować bo jesteś fajna, nie nudzisz i nie krzyczysz, do tego na pewno nie nosisz małych (nie)rozczulających mnie skarpet ;D

    <3

  18. Wydaje mi się, że wszytskie panie powiedziały wszystko w tym temacie. Ja – 35 i pół chyba już będę tylko najlepszą ciocią jaką mogę być. Nie wiem, czy żałuję.Oczywiście, że wiele rzeczy mnie ominęło. Trudno. Mam też takie przemyślenie, że po to się ma dzieci, że kiedy się starzeją rodzice i tzreba myśleć, że odejdą, to dzieci dają nam przeciwwagę. Z jednej strony mamy nieuchornną konieczność starzenia się i umierania,z drugiej życie, które daje radość. Z drugiej strony – skonczymy zmieniać pieluchy bejbusowi, zaczynamy zmieniac rodzicom. Cykl życia wyznaczony przez pampersy.

  19. To bardzo kontrowersyjny temat:/ JA nie wyobrażam sobie życia bez moich dzieci ale rozumiem inne pary, które nie chcą, z wiekiem ta świadomość posiadania dzieci chyba przesuwa się na nie bo życie jest wygodniejsze:)
    A apropos idealnej matki ojca, to ułuda – nie ma takiego czegoś, uczymy się całe zycie w tym i na swoich pociechach

  20. We are also happy with our life as it is, without children…Of course I also worry that one day I will regret this. Still, I cannot imagine my life with no solitude, and aloneness, which I like!

    I sometimes also feel that to bring a child into the world just for me to have “the experience” and that special love, is very selfish. There is so much pain in life, and I do not wish to create another human being, whom I cannot protect from pain. But it is hard to say this to a parent…

  21. Zgadzam się – mam także taki dylemat i ciągle nie wiem czy podjęta decyzja – jaka by nie była – będzie dobra… drażni mnie tylko anie się rodziny i brak szacunku do podejmowanych decyzji…

  22. Jestem w tym samym momencie życia. Może już powinnam, a nie mogę się zdecydować (w sumie każde “powinnam” budzi we mnie sprzeciw, z zasady). Lubię swoje życie i czas, który mogę poświęcić tylko sobie. Cenię sobie chwile samotności, w małżeństwie też. Dobrze się czuję we własnym towarzystwie, mam tak od zawsze 🙂
    Dlatego też ciągle się waham. Nie przekonują mnie stwierdzenia, że “jakoś to będzie” czy “zobaczysz, to odmieni twoje życie” (tego to ja się z jednej strony akurat obawiam), ale… chyba nie wybaczyłabym sobie, gdyby po decyzji, gruntownie przemyślanej i podjętej w pełni świadomie, okazało się, że nie mogę mieć już dzieci. Paradoks.

  23. “Ta druga grupa twierdzi ze jest trudno, zwłaszcza na początku, ale uśmiech dziecka wygradza im wszystko.” O nie nie, nie wyobrażam sobie żeby jakiś mały ledwo widoczny uśmiech był w stanie wynagrodzić komuś TYLE (!!) poświęceń i wszystkiego.
    Fakt, decyzja trudna ale jest jeden plus Twojego niezdecydowania, nie jesteś w nim sama bo z tego co piszesz Twój mąż nie naciska tak jakby sam nie wiedział czy chce. Chyba nie ma nic gorszego (no jasne że jest, no chodzi mi o to że to jest okropne.) kiedy jednak osoba w związku chce i wręcz nalega, podczas gdy druga nie jest przekonana/gotowa i co gorsza jeśli tą drugą osobą jest kobieta, która jakby na to nie patrzeć i ile by nie otrzymała od męża pomocy i wsparcia, to zawsze ona więcej to zajęcie się dzieckiem musi włożyć, bardziej się poświęcić i w pewnym sensie musi być bardziej odpowiedzialna.
    Dopiero dziś trafiłam na Twojego bloga, więc (jako że się nie orientuję a może w innych postach była taka informacja) spytam, ile masz lat? Ciekawi mnie to ze względu na stwierdzenie że Twój zegar biologiczny już tyka. A jeszcze inna sprawa.. jeżeli Wam to nie przeszkadza, to pewnego dnia kiedy jednak zdecydujecie się na dzieci a biologicznie będzie za późno – zawsze zostaje adopcja.
    Fajnie jest przeczytać że lubisz swoje życie takie jakie jest teraz i nie dziwię się że aż szkoda byłoby je zmieniać.

  24. Ja też nie wiem… A argumenty w stylu “teraz albo nigdy” do mnie nie przemawiają… Kiedy poczujemy, że to “ten moment” to będziemy próbować, jeśli się nie uda, a bardzo będziemy chcieć to przecież jest jeszcze adopcja. Najpiękniejsze relacje zbudowałam z ludźmi, z którymi nie wiążą mnie więzy krwi, dlaczego by więc nie dać miłości, opieki i domu dziecku, któremu los odebrał rodziców?

  25. Mam blisko 27 lat i jestem mamą 2,5 letniej córeczki. Dla jednych to szybko dla innych późno. NIgdy nie zadowolisz wszystkich. I w sumie nie o to chodzi. Ja chciałam, bardzo chciałam być mamą i nie żałuję choć oczywiście mam momenty zwątpienia 😛 Myślę, że nigdy do końca nie pozbędziesz się wątpliwości. Ale wiem jedno jeśli będziesz gotowa to powiesz o tym głośno z przekonaniem a nie ze znakiem zapytania. W naszym towarzystwie jest juz “drugi rzut” 😛 A ja? mimo, że chciałam bardzo pierwszego dziecko, nie chce jeszcze drugiego. Nie dlatego, ze mnie rodzicielstwo rozczarowało, ale logistycznie sobie tego nie wyobrazam. Nie chce zrobic sobie drugiego dziecka, szybko i ‘wyjsc z pieluch’ miec z glowy. Chce chciec. Zanim moja corka skonczyla 9 miesiecy, bylysmy w NL, na wakacjach w Hiszpanii etc. da sie, choc wiadomo są ograniczenia, nie jedziesz kiedy są największe upały, nie wylegujesz się godzinami na plazy z palemka w drinku. Wakacje są inne rodzinne, ale nie nudne 😉 Uwielbiam pokazywać córce nowe miejsca, rzeczy i widzieć jej zachwyt w oczach 😉 ale sie rozpisalam 😛 reasumując jak będziesz gotowa to będziesz gotowa, nic na siłę 😉

  26. Mysle, ze miec jesli tego chcesz. Nie sluchaj innych. Mam tabun kolezanek ktore urodzily pierwsze dziecko okolo 40 stki i uwazaja, ze to jest to ! Przedtem mialy albo dylematy, albo absolutnie nie chcialy. Trudne pytanie, sama dzieci nie mam, i u mnie tez “ostatni dzwonek” jak to mowi moja mama… Dopiero teraz od jakiegos roku czuje, ze bym chciala miec dziecko. Nie kazda kobieta albo para musi miec dzieci.

  27. Trudne pytanie. Jeśli chodzi o instynkt, to nigdy go jakoś specjalnie nie miałam. Ale wiedziałam, że chcę kiedyś mieć dzieci. Zawsze myślałam, że będę miała dwójkę. A wcale nie byłam (i nadal nie jestem) miłośniczką wszystkich dzieci. I może to głupie myślenie, a może zbyt proste – po prostu wydawało mi się, że taka jest kolej rzeczy i już, i że jestem to “winna” mojemu przyszłemu dziecku. W końcu gdyby moja mama nie chciała mieć dzieci, to by mnie nie było, a ja lubię być 😉 W ciąży instynkt jakiś specjalny też się nie pojawił. Pojawił się dopiero po urodzeniu dziecka razem ze strachem o jego życie. Kiepski początek to był. Córka miała mnóstwo przejść zdrowotnych i pierwszy rok życia spędzaliśmy głównie w szpitalach. Teraz zdrowie już się wyprostowało, pozostało “tylko” opóźnienie w rozwoju, które zmniejsza się baaaardzo powoli i w sumie nie mam gwarancji, że kiedyś będzie całkiem normalnie. Ale córka jest zdrowa, wesoła, kochana i oczywiście nie zamieniłabym jej na inne dziecko i nie żałuję, że ją mam, mimo tych wszystkich problemów. I mimo tych wszystkich przeżyć nie zamieniłam się w kwokę i nadal myślę też o sobie. Dbam o to, żeby codziennie mieć trochę czasu dla siebie, żeby czytać książki i spotykać się z ludźmi, pójść na aerobic, czasem gdzieś wyjechać. Oczywiście nie ma co ściemniać, i warto powiedzieć, że pomoc rodziny jest przy tym nieoceniona. Przed podjęciem decyzji o dziecku na pewno warto zastanowić się, czy mamy na kim polegać – czy mąż pomoże i zostanie z dzieckiem, jeśli będzie taka potrzeba, czy mamy w okolicy babcię, czy stać nas na nianię. Oczywiście są kobiety dla których dzieci są jedynym sensem życia i nie wyobrażają sobie rozstania z dzieckiem dłuższym niż na godzinę. Ale zakładam, że skoro póki co nie wiesz, czy chcesz mieć dziecko, to raczej do nich nie należysz, więc czyjaś pomoc na pewno się przyda 😉 U mnie zmienił się natomiast pogląd co do drugiego dziecka. Na chwilę obecną z mężem mówimy “nie”, bo się po prostu boimy powtórki z rozrywki, i na chwilę obecną też nie wyobrażamy sobie zgrania logistycznego rehabilitowania córki z wychowywaniem niemowlaka. No i trochę też przemawia za tym nasze wygodnictwo, ale gdyby nie złe wspomnienia, to mimo wygodnictwa bym się zdecydowała. Wiem, że kiedyś pewnie będę żałować tej decyzji, i już teraz żałuję, że nie będzie mi dane doświadczenie urodzenia zdrowego dziecka, wyjście z nim do domu i patrzenie jak rozwija się zgodnie z normami, bez martwienia się o jego życie, ale jestem w stanie z tym żyć. Strach jest póki co za duży. Każda sytuacja jest inna, każdy człowiek jest inny, i decyzja o pierwszym, drugim, czy dziesiątym dziecku powinna być tylko i wyłącznie naszą decyzją i nikomu nic do tego.

  28. Ula (39 lat). Nigdy nie chcialam miec dzieci. Wyszlam za maz, zakochalam sie w kims innym, wiec sie rozwiodlam i znowu wyszlam za maz. Obaj moi mezowie szanowali/szanuja moja decyzje. Dzieci miec nie chce i wiem ze nigdy nie bede chciala. Kocham moja wolnosc, czas (ktorego i tak jest przeciez na wszystko tak malo), mozliwosc spelniania marzen. To jest tak jak z majonezem, jesli ktos go nie lubi to nie powinien go jesc tylko dlatego ze ktos przekonuje iz majonez jest zdrowy, albo ze jak teraz sie go nie zje to sie popsuje… Najwazniejsze zeby zyc wlasnymi marzeniami a nie marzeniami innych. 🙂

  29. Czytajac Twoje dylematy, mam wrazenie ze Ty podjelas juz decyzje, tylko jeszcze boisz sie ja wypowiedziec glosno (moze sie myle, to moje subiektywne odczucie) Ja mialam plan…. nie miec dzieci do trzydziestki, wykorzystac na maksa swobode a potem powiekszac rodzine. Teraz kiedy mentalnie dojrzalam do maciezynstwa, okazuje sie ze moje cialo odmawia wspolpracy. Bardzo chce a nie moge – tyle z mojego zyciowego planowania 🙂

    • Zgadzam się w stu procentach co do kwestii już podjętej decyzji 😉 Czytając ten temat, również miałem wrażenie, że decyzja została już w pewien sposób podjęta 😉 O reszcie się nie odzywam, bo nie mam pojęcia 😉 Pozdrawiam 😉

      P.S
      W pewien sposób namówiłaś mnie do założenia konta na wordpress 😛 nie muszę już nić wypełniać przy dodawaniu komentarzy, a to jest przyjemniejsze.
      Pozdrawiam, I love New York 😉

      P.S II
      Zapewne mówiłem już to wiele razy, ale mimo wszystko powiem raz jeszcze – UWIELBIAM TEGO BLOGA !! Do tej pory jesteś jedyną autorką która mnie zaraziła swoim blogiem, oby jak najdłużej. W zasadzie to jest jedyny blog który kiedykolwiek przegladałem, LUBIĘ TO 😀 Buziaczki ;* Do następnego 😉

  30. Ja mysle ze Twoje watpliwosci i wielu innych par sa spowodowane takim spolecznym straszeniem.
    Tez ciezko bylo mi podjac ta decyzje. Lubilam nasze weekendowe kawki w lozku, spanie do polodnia, wyjazdy itp. No i dziecko dzieckiem ale porod…
    Teraz dziecko mam 2,5 letnie a drugie w drodze. Porod nie byl zadnym dramatem. Kawki w lozku pijemy. Wczesniej po za kawa dla nas maz robil przy okazji butle dla corki (i tak sobie gnilismy w lozku) a terac corka chce robic kawe razem z nim (liczymy po cichu ze juz za rok sama to ogarnie i bedzie nam przynosila gotowa do lozka 😉
    Spimy do 12 jesli mozemy. Ok, jako noworodek nie spala ale to jest krotki czas i dziecko normalnieje. 😉
    Od kiedy mamy dziecko mam poczucie ze wiecej wychodzimy i jestesmy aktywniejsi bo nam szkoda czasu. i nie mowie tu o wyjsciach na plac zabaw tylko o spotkaniach ze znajomymi.
    Z corka z wozku wybralismy sie do NY, a wczesniej sami jakos nie moglismy sie zebrac.
    Spoleczenstwo straszy tych ktorzy dzieci nie maja ze zycie sie skonczy, ze nic sie mozna, ze nic sie nie da, ze wszystko dla dziecka, a porod to rzeź. Bzdury. mam czasem poczucie ze nikt nie docenia tego ze maja dzieci wiec musza zrobic z siebie bohaterow sami wiec opowiadaja o swoim poswiaeceniu. Potem ktos pomysli ” wow oni to maja odwage, zrobili sobie troje dzieci”
    Zawsze boimy sie tego czego nie znamy a im wiecej sie nasluchamy i naogladamy tym bardziej sie boimy. a potem dziecko przytrafia sie nam (chcacy albo nie chcacy) i nagle okazuje sie ze ani to trudne ani to straszne, ani to ciezkie.
    No dobra jesli trafily by ci sie czworaczki na raz to faktycNie bylo by ciezko. Ale jesli zdecydujesz sie na jedno i tyle ci sie urodzi to uwierz mi ze po pierwszych 4 miesiacach bedziesz juz miala wszystko ogarniete. Ale tak samo jest jak bierzesz do domu psa czy kota.

  31. Doskonałe pytanie. Teraz, w wieku 24 lat je sobie zadaję…szesnaście lat temu urodziła się moja siostra. Opiekowałam się nią, kiedy mama pracowała. Dziewięć lat temu urodziła się moja siostrzenica – wtedy miałam pod opieką często obydwie. Młodsza dodatkowo urodziła się za wcześnie. Od kilku lat mieszkam z chłopakiem i tęsknię za nimi bardzo, jednak na samą myśl o swoim dziecku dostaję paniki. Dziewczyny wyrosły zdrowo, są odważne, wygadane, radosne…a ja boję się mieć swoje. Pod natłokiem wieści od rówieśników, że wciąż zakładają rodziny czuję, że ja ‘się spóźniam’ i za parę lat będzie mi ciężko fizycznie chodzić w ciąży. Jestem raczej wątłej budowy. Nie mogę brać tabletek antykoncepcyjnych, bo zaraz mam mnóstwo skutków ubocznych, często niebezpiecznych, jak zatory w żyłach. Nie wiem, czy dam radę pokonać swój lęk przed wychowaniem hipotetycznego dziecka jak i przed ciążą samą w sobie. Na pewno prędko się nie zdecyduję na ten krok. Pozdrawiam.

  32. A myślałam, że tylko ja mam takie mysli w glowie?Za chwile 30 a instynktu u mnie brak… Ciekawa jestem czy po czasie (od Twojego wpisu minęło już troszkę czasu) coś sie zmieniło?

  33. Ja mam 35 lat, jestem 2 lata po ślubie i dookoła słyszę pytania o to czy planujemy/staramy się o dziecko. Już samo to powoduje, że nóż otwiera mi się w kieszeni. Nie rozumiem czemu ludzie mają czelność ingerować w czyjeś prywatne życie w tak brutalny sposób! A my? No cóż, zaczynamy się tłumaczyć, że to, że tamto, a wtedy słyszymy, że nie ma na co czekać i że wszystko się ułoży! Problem w tym, że my po prostu nie chcemy mieć dzieci, ale boimy się tego powiedzieć wprost, bo niestety w naszym polskim społeczeństwie takie wyznanie jest równoznaczne z przyklejeniem samemu sobie łatki popaprańca. No bo jak można nie chcieć? Przecież dzieci są takie cudowne! A dla nas nie są. Może jakbyśmy się z mężem poznali 10 lat wcześniej to mielibyśmy na to jeszcze energię, siłę i chęć, ale obecnie nasze życie wygląda tak, że po prostu dziecko byłoby dla nas kolejnym obciążeniem. Poza tym sami przed sobą przyznaliśmy, że jesteśmy zbyt nerwowi, więc gdyby nawet ogarnąć wszystkie inne kwestie to tego nie da się już zmienić. Uważam, że jesteśmy odpowiedzialni i dlatego właśnie świadomie rezygnujemy z posiadania dzieci. Szkoda tylko, że na każdym kroku musimy się z tego tłumaczyć. Niestety wścibstwo ludzi sprawia, że zaczęłam ich po prostu unikać.

    • Dokladnie mamy to samo,tylko lat 33;) ludzi nie unikam,ale juz do dzieci wole sie nie zblizac,zeby nie uslyszec “o widzisz jak Ci ladnie idzie,na pewno nie chcesz takiego?”,choc taka osoba wie,ze nie chce miec dzieci.

  34. Co jakiś czas wracam do Pani wpisu i niestety…mam podobnie a i czas kopi w przód. Także “wiek chrystusowy” i powolne tykanie…:-/ a ja nadal nie wiem jaką decyzję podejmę, a dałam sobie czas jeszcze max 2 lata. Boję się mieć (wyrzeczenia, problemy od początku niemal do “końca” wychowywania, pragnienie wolności i podróży), i boję się trochę nie mieć (odtrącenia społecznego, że nikogo po sobie nie pozostawię, że nikt nie nazwie mnie “mamą”, i że nie będę miała komu przekazać moich pasji, chyba że mój brat zdecyduje się na dziecko)… Również jestem dobrą ciocią dla siostrzenicy i bratanków mojego przyszłego męża, pracuję z dziećmi itd… Nie można zjeść ciastka i mieć ciastka…Trzeba coś wybrać :-/ Jeszcze dobrze, że mój narzeczony ma podobne stanowisko raczej po środku i że moja mama nie naciska na babciowanie, bo mnie rozumie… Mnie te skarpetki itp. nawet też trochę wzruszają, ale to wszystko na chwilę..NIE WIEM…:-( P.S. Czy u Ciebie/ Was może coś się zmieniło? Pozdrawiam!

    • Nic się nie zmieniło 🙂 Nie mamy dzieci i nie załujemy naszej decyzji. Mamy za to mały zwierzyniec – dwa koty i psa. Wszystkie zwierzaki są ze schroniska. Proszę się nie martwić i uwierzyć mi że najgorsze co można zrobić to podjąć decyzję z uwagi na “tykający zegar”. Wsłuchaj się w siebie – odpowiedź jest tam w Tobie. Serdeczności

      • Nawet nie wiesz jak Was podziwiam… Staram się w siebie wsłuchać i w zasadzie szala przechyla się bardziej na nie… Nie wiem czy wynika to bardziej z obaw, czy z braku potrzeby… Choć przyznam się, że miewam sytuacje, gdy wyobrażam sobie małego, nowego człowieka obok mnie, któremu tłumaczę to i owo, gram mu na gitarze, razem malujemy/ rysujemy, jezdzimy do lasu i na wycieczki małe i duże… Tylko to znika z chwilą usłyszenia od rodziny/ znajomych/ koleżanek z pracy o JAKICHKOLWIEK problemach na danym etapie życia dziecka… Codziennie myślę i rozmawiam ze sobą w duchu, że przecież dziecka nie da się mieć TYLKO na dobre i na radość… Dziecko to dar, ale ten dar ma się na dobre i na złe (czyli na choroby, złe oceny, problemy wychowawcze itp.) i to jest chyba to, co zdusza mój jakikolwiek instynkt w zarodku…:-/ Świadomość nieodwracalności… A co jeśli popełnię jakiś drobny błąd i moje dziecko stanie się kimś złym??? Co jeśli mimo dobrego wychowania, trafi w złe towarzystwo? Co jeśli je osierocę? Jak sobie poradzi? Co jeśli nie podołam nieprzespanym nocom? Jeśli zasłabnę, gdy będę z nim sam na sam? Dla mnie rodzicielstwo to gra va bank z powodzeniem 50/50 powodzenia… Mogę to porównać to zdobywania szczytu…Wejść zawsze dawałam radę, ale miałam problemy ze schodzeniem i trzęsły mi się nogi… Mojego narzeczonego przerażają podobne sprawy i też jest tak razem ze mną w tym “rozkroku”… Kurcze..Gdyby tak była możliwość porównania tych dwóch światów (z możliwością sprawdzenia jak to jest)… Powiem Pani szczerze, że jako 20-23 latka nie zastanawiałam się nad takimi sprawami i miałam wrażenie, że przez to automatycznie mam ów instynkt, ale wiem że to była chyba tylko chęć zapełnienia sobie pustki po zmarłym tacie… Boję się trochę odrzucenia ludzi (tak wiem że to głupie), może Wam było łatwiej podjąć decyzję, bo mieszkacie w dużym mieście z innym myśleniem…My mieszkamy raczej na prowincji i nie mamy możliwości wyjazdu… Nie znaczy to oczywiście że pod wpływem tego zdecyduję się na dziecko lecz nie są przyjemne te spojrzenia i nieprzychylne opinie …W dodatku rodzina mojego narzeczonego jest bardzo religijna i już teraz wiem, że bedziemy musieli być bardzo twardzi wobec nich (jeśli pozostaniemy bezdzietni)…Cóż…Daję sobie ostatnie 2 lata na przełamanie tych barier..Jeśli nic się nie zmieni, pozostaniemy bezdzietni.Również kochamy zwierzęta wszelakie 🙂

        • Ja też mieszkam na prowincji i póki co raczej tu zostanę, więc wiem co masz na myśli pisząc o odrzuceniu. My z mężem odczuwamy to bardzo często, podobnie jak często jesteśmy pytani o to, czy się staramy…Zawsze nas to irytowało, ale ostatnio postanowiliśmy nieco wyluzować i żartować z tej całej sytuacji. Mój mąż np. zaczął mówić wprost, że wystarczy nam kot 😉 Wiadomo, że wielu uzna nas za odmieńców, ale czy żyjemy po to, żeby zadowalać innych? Czy inni znają naszą sytuację, nasze myśli i obawy wmawiając nam, że dziecko to najwspanialsza rzecz na świecie? Moim zdaniem każdy powinien żyć tak jak podpowiada mu serce i zgodnie ze swoimi przekonaniami, bo życie jest zbyt krótkie, żeby je przeżyć tak jak oczekują tego od nas inni. Ich opinia tak naprawdę nie powinna nas w żaden sposób interesować, a tym bardziej martwić, bo i tak nigdy się wszystkich nie zadowoli i zawsze znajdzie się ktoś kto powie coś złego. A miarą człowieka nie jest to co mówią o nim inni, ale to co on sam o sobie myśli. Tak więc skupcie się bardziej na swoim własnym szczęściu i tym, czego chcecie obydwoje. Skoro Twój mąż ma podobne obawy do Twoich to trzeba się pogodzić z tym, że rodzicielstwo nie jest dla każdego. I nie ma w tym nic złego! Ja z moim mężem stwierdziliśmy, że nie jesteśmy w stanie temu podołać i póki co mamy kochanego kocurka, który nam wystarcza. Myślimy też o drugim, ale zobaczymy co z tego wyjdzie;) A co do religijności to mam stryjka księdza (brat mojego taty), więc u nas presja jest chyba jeszcze większa niż u Was, ale jakoś dajemy radę. Nikt za Was nie przeżyje życia! To Wy będziecie się musieli borykać z wszelkimi problemami, a otoczenie będzie pytało “To kiedy drugie dziecko?” 😉 Kiedyś Joanna Brodzik powiedziała coś trafnego na temat macierzyństwa i tych “pytających”- stwierdziła, że ludzie mający dzieci dopytują o powiększenie rodziny bezdzietnych, bo chcą, żeby ci drudzy mieli tak samo przechlapane jak oni 😀

          • A mam jeszcze takie prywatne pytanie… Po jakim ślubie jesteście? Bo my w zasadzie rozważaliśmy kościelny (ale oczywiście nie tylko dla białej sukni i dla rodziny)… Jednak zaczynam mieć spore wątpliwości, właśnie odnośnie kwestii potomstwa… Przecież z punktu widzenia Kościoła, sakrament, w którym wyklucza się (albo nawet ma wątpliwości), co do spłodzenia potomstwa, jest raczej wobec Boga i tak nieważny …:-/ Wierzę w Boga, ale nie wiem czy stosowalibysmy się do naturalnych metod (jeszcze się nad tym waham)… Myślę, że cywilny ślub jest mniej “poważny”, tzn. zawsze jest ta furtka do rozwodu i powiedzenia sobie “cześć”, a ja z kolei chciałabym przysięgać przed Bogiem, ale czy nie okłamałabym Go, jeśli nie wykluczamy bezdzietności…???

            • Jesteśmy po ślubie kościelnym. W momencie zawierania go (4 lata temu) nie zakładaliśmy z mężem, że nie będziemy mieć dzieci. Do takich wniosków doszliśmy po pewnym czasie, biorąc pod uwagę naszą sytuację życiową i rodzinną, a także gotowość psychiczną. To prawda, że stanowi to duży problem w zderzeniu z naszą wiarą- bo wierzymy w Boga i staramy się żyć zgodnie z przykazaniami, ale jako prawdziwi katolicy powinniśmy mieć dzieci. Przyznam, że przestałam przez to chodzić do spowiedzi, bo na ostatniej ksiądz zaczął mnie wypytywać o stan cywilny i dzieci po czym potępił mnie za ich brak. Nie mogę pogodzić się z tym, że kościół podchodzi do tego w taki sposób. Bo jeśli ktoś się nie czuje na siłach to czy ma robić coś przeciwko sobie w imię wiary, a potem np. wpaść przez to w nerwicę czy bić swoje dziecko? Czy ludzie wierzący nie mogą wziąć ślubu i nazywać się katolikami pomimo tego, że nie czują się na siłach, by powołać na świat nowe życie? Nie rozumiem co ma wiara do gotowości rozmnażania się. Może to obłuda, ale ja uważam, że jeśli ktoś świadomie i nie z własnej wygody wybiera życie bez dzieci to jest to przejaw jego mądrości życiowej i dojrzałości.

              • Ja uważam dokładnie tak samo i że jest to raczej TYLKO przejaw właśnie dojrzałości i odpowiedzialności, a nie jak mysli Kościoł i większość, wręcz odwrotnie… Już nie od dziś mam taki właśnie dylemat :-/ Bo przecież nie można zjeść ciastko i mieć ciastko… Jeśli chce się przysięgać przed Bogiem to raczej nie powinno się wybiórczo traktować Jego wytycznych…Sama już nie wiem… Ja niestety nie mam zbyt wiele czasu do namysłu, w zasadzie to nie mam go w ogóle, bo w przyszłym roku (gdy będziemy brać ślub), będę miała 33 lata, a to ostatni dzwonek na postawienie na coś : albo rezygnujemy z zabezpieczenia i stosujemy NMPR, albo stosujemy antykoncepcję i przy tym grzeszymy, albo po prostu wybieramy tylko ślub cywilny, chociaż ta ostatnia opcja raczej nie przejdzie… Do podjęcia ostatecznej decyzji o dziecku/jego braku, dałam sobie jeszcze ostatnie 2 lata do namysłu. Jeśli nie przełamię w sobie moich obaw i wątpliwości, to trudno…Mam wtedy nadzieję, ze Bóg, w ktorego wierzę, mi to wybaczy … Codziennie z Nim na ten temat rozmawiam … Jeśli kiedys będę żałowała bezdzietności, to trudno, będę musiała z tym żyć, ale będę miałą tą świadomość, że skrzywdziłam tylko siebie, a nie jeszcze powołane przeze mnie na świat dziecko… Swoją drogą, gdy tak człowiek się naczyta i nasłucha, jaka to kobieta w moim wieku powinna już być, to naprawdę można uwierzyć, że coś jednak jest ze mną nie tak :-/ Może rzeczywiście jestem jakaś wybrakowana? Tyle tylko, że z drugiej strony w internecie aż roi się od wpisów kobiet, które macierzyństwo zwyczajnie przerosło i boją się o tym mówić, a co ciekawsze nawet tego macierzyństwa same pragnęły, ale jednak coś “nie zaskoczylo”, “nie zagrało”… Cholernie się tego boję… 🙁 Biologia biologią, ale nawet w takiej maszynie, jaką jest człowiek, czasem może coś “nie zatrybić”… Z kolei też miliony ludzi na świecie mają dzieci i z reguły większość z tych ludzi sobie radzi… Mam taki mętlik w głowie, jakiego juz dawno nie miałam…

                • Zgadzam się w zupełności z Twoim podejściem i mam takie same dylematy jak Ty. Ja również brałam ślub w wieku 33 lat- nie jest to jeszcze ostatni dzwonek! W dzisiejszych czasach kobiety swoje pierwsze dziecko rodzą nawet kilka lat później (przykład- moja sąsiadka z bloku urodziła w wieku 36 lat, a w wieku 39 lat drugie). To raczej kwestia stanu zdrowia, choć wiadomo, że z każdym rokiem szanse są mniejsze. Ja osobiście nie wiem czy mogę mieć dzieci czy nie, bo nie robiłam żadnych badań, ale mam problemy hormonalne, więc podejrzewam, że jakby przyszło co do czego to mogłaby być różnie. Co do antykoncepcji to my stosujemy terapię hormonalną z uwagi na moje problemy, więc brak możliwości zajścia w ciążę jest w tym przypadku niejako skutkiem ubocznym (mam “usprawiedliwienie”, choć wobec Boga nie jest to do końca w porządku i mam tę świadomość). Najgorsze jest dla mnie to stygmatyzowanie kobiet bezdzietnych, które po prostu nie czują takiej silnej potrzeby posiadania potomstwa jak większość. Tak samo jak Ty czuję się przez to wybrakowana, bo skoro prawie wszystkie tego chcą, a ja nie to chyba coś jest ze mną nie tak? Z drugiej strony myślę sobie, że to taki pierwotny instynkt, który po prostu może u niektórych zostaje zagłuszony? Każdy człowiek jest indywiduum, więc ciężko wrzucać wszystkich do jednego worka i oceniać. Tak samo nie da się moim zdaniem przewidzieć czy rzeczywiście poczujesz ten instynkt jak urodzisz czy może wręcz przeciwnie- będziesz się męczyć :/ Tego właśnie się obawiam i tak jak Ty wolę zrezygnować z posiadania dzieci wraz ze wszystkimi konsekwencjami tej decyzji niż urodzić a potem męczyć się, wpaść w nerwicę i krzywdzić własne dziecko. Myślę, że w Twoim przypadku powinnaś dać sobie jeszcze czas tym bardziej, że ślub dopiero przed Tobą. Nie myśl o tym teraz za dużo, nie zadręczaj tylko zajmij się przygotowaniami do ślubu, wybieraniem sukni itp 🙂 My z mężem tak jak Ci pisałam nie zakładaliśmy z góry, że na pewno nie będziemy mieć dzieci, ale nasza sytuacja po ślubie bardzo się zmieniła i po ok. 2 latach stwierdziliśmy, że w naszym przypadku nie dalibyśmy rady, gdyby jeszcze pojawiło się dziecko. Mamy po prostu za dużo obowiązków, niepewność finansową, stresujący tryb życia i praktycznie brak jakiejkolwiek pomocy ze strony bliskich.

                  • Dziękuję, że mi odpisujesz 🙂 U nas chyba żadnych “wykrętów” w postaci chorób, niepłodności, czy braku pomocy raczej nie ma…:-/ Mama jest pod bokiem i będziemy mieszkać we troje ;-), ale to nie mama mi wychowa i ukształtuje dziecko, bo ona juz swoich dwójkę wychowała 😉 Może co najwyżej pomóc… Jest też przyszla teściowa (w tej samej miejscowości). To JEDNAK tylko i wyłącznie nasza odpowiedzialność, a jak wiadomo większa presja spoczywa na barkach kobiety, bo to z nią dziecko jest nierozerwalne przez pierwsze miesiące życia, to ona wstaje w nocy i karmi na żądanie, to ona spędza z dzieckiem więcej czasu (zarówno tego radosnego, jak i przytłaczającego, wyczerpującego)… Dziś porozmawiałam na ten temat z moją mamą, która jest bardzo mądrą kobietą… Jest osobą głęboko wierzącą, ale nie praktykuje, bo pewne rzeczy w naszym katolickim kościele ją zwyczajnie drażnią (i nawet nie ma się co dziwić)… Powiedziała mi, że nawet jeśli kiedys zdecydujemy się zyć tylko we dwoje i nie będziemy w gotowości emocjonalnej na rodzicielstwo, to Bóg słyszy moje rozsterki, wie że kieruję się dobrem mojego potencjalnego dziecka (ponieważ nie uznaję półśrodkow, chcę być rodzicem najlepszym, a nie wiem czy takim bym była, poniewaz testów i egzaminów na to NIE MA)… Twierdzi, że lepiej we dwoje, ale z BOGIEM, niż we dwoje (lub więcej), BEZ Niego… Jeśli więc nie mam szansy tego sprawdzić/zweryfikować, to wobec Boga jest bardziej w porządku nasza, czy Wasza postawa, niz decyzja o dziecku bo : wszyscy mają, bo tak wypada, nie pragnę go, ale co tam, ważne żeby w ogole było itp… Powiedziała też, że nawet jeśli skłamię przy protokole kanonicznym odnośnie antykoncepcji po ślubie, to trudno…Ludzie (w tym księża),mają niestety cięższe grzechy na swoich sumieniach… Powiedziała mi, że w przysiędze nie ma zdania “Czy chcecie mieć potomstwo?”, tylko, “Czy chcecie przyjąć, jesli nas nim Bog obdarzy”, a to drobna różnica… Tym bardziej, że my też aż tak definitywnie nie zamykamy się na dziecko. Może nawet i jeden cykl spróbuję sobie ten pomiar temperatury itp, choć oczywiście wymaga to wiele samodyscypliny…Powiedziała mi, że Bóg o wiele łatwiej wybaczy użycie prezerwatywy, niż mielibyśmy (jako osoby wierzące), żyć w grzechu (którym jest de facto ślub cywilny) i że mi też byłoby z takim ślubem zle, bo widzi, ze ja wierzę w Boga… Powiedziała również, że byłoby to niemożliwe, gdyby wszystkie małżeństwa kościelne bazowały tylko na NMPR, bo mielibyśmy zatrzęsienie dzieci 🙂 I raczej nie byłoby niżu demograficznego… Mama mówi, że nawet u nas w rodzinie jest przypadek – ciotka (gorliwa katoliczka), a po swoim jedynym synu, miała założoną spiralę… Ech… I czy taka antykoncepcja, po pierwszym (i ostatnim) dziecku jest mniejszym grzechem??? I tak to właśnie jest…Ci, którzy najgłośniej grzmią, mają najwięcej na swoich sumieniach 🙂 Jak powiedziałam, daję sobie czas do marca 2020 roku 😉 Niestety po 35 roku życia to trochę ryzyko… :-/ Obecnie jest utrudniony w Polsce dostęp do badań prenatalnych itd…:-/ Masz rację, narazie nie będę sobie zaprzątać tym głowy 🙂 Przepraszam za te moje intymne rozkminy 😉 Ale fajnie, ze poza mamą i narzeczonym jest jeszcze tutaj z kim porozmawiać :-)))

  35. Nie ma za co 🙂 Cieszę się, że możemy podzielić się nawzajem swoimi wątpliwościami i wymienić poglądami w tej kwestii. Twoja mama bardzo mądrze mówi- ludzie mają na sumieniu gorsze grzechy, a największy to chyba obłuda. Myślisz, że wszyscy którzy biegają co tydzień do kościoła i przyjmują komunię są tacy nieskazitelni? Absolutnie nie! Z moich obserwacji wynika, że Polsce wiarę traktuje się bardziej jako tradycję i obowiązek, a nie prawdziwą religię. Tak naprawdę mało kto żyje według przykazań, a wielu łamie prawie każde z nich (przykłady z najbliższego otoczenia podała Ci Twoja mama). Dlatego tak jak Twoja mama uważam, że Bóg zrozumie Wasze i nasze podejście odnośnie dzieci, bo jest miłosierny. Wiadomo, że księża będą krzyczeć i krytykować, bo taka jest ich rola, ale to są tacy sami grzesznicy jak i my, więc dla mnie ich słowa nie są wyrocznią. Zgadzam się też z Twoją mamą w kwestii ślubu- cywilny to zwykła formalność, papierek, a kościelny to jednak coś poważniejszego, bo przysięgasz przed Bogiem. Dla mnie i mojego męża ślub kościelny był oczywistością. Dlatego jeśli jesteście wierzący to moim zdaniem powinniście wziąć ślub kościelny. A w przysiędze, jak zauważyła Twoja mama, nie deklarujecie, że będziecie mieć dzieci tylko, że je przyjmiecie, jeśli Bóg Was nimi obdarzy (a więc że nie usuniesz ciąży, jeśli w nią zajdziesz). Tak więc moim zdaniem to nie będzie żadna obłuda czy wybiórcze traktowanie religii, ale lepiej żyć z Bogiem niż bez Boga i to jest święta prawda.

    • :-))) Dopiero przeczytałam Twój wpis, niebędący odpowiedzią na żaden z moich… Mnie też (tak jak Ciebie), irytują pytania o STARANIA się o dziecko… Przecież równie dobrze można kogoś zapytać “Jak często uprawiacie seks?”, “Jak najbardziej lubicie to robić i gdzie?” Prawda??? Każdy przecież wie, że dzieci nie biorą się z powietrza a ich poczęcie jest sprawą INTYMNĄ! A co jeśli ktoś ma problemy na tym polu? Podróżowalam trochę do Anglii przez parę lat i nie wyobrażam sobie takich pytań z ust Anglika… Oni co najwyżej zapytają, czy jesteś szczęśliwa i czy dobrze się bawisz…Choć lubię Polskę i nasze tradycję, to trochę zazdroszczę Zachodowi podejścia do czyjegoś/ cudzego życia… Mają na to WYWALONE, oczywiście dopóki nikt ich nie skrzywdzi, a tym że jesteśmy bezdzietni, chyba nikogo nie krzywidzimy, prawda??? Oczywiście czasami nie powiem, żebym nie wyobrażała sobie przy moim boku małego, ciekawego swiata człowieczka, któremu muszę odpowiedzieć na sto pytań 😉 Jednak o ile wyobrażam sobie 3/4 latka (lub nastolatka< nawet zbuntowanego), tak etap noworodkowo-niemowlęcy napotyka u mnie na barierę nie do przejścia…:-( To właśnie tego etapu boję się najbardziej: niewyspania, wyczerpania, tego że nie uda mi się "dotrzeć" z dzieckiem, że zrobię mu krzywdę… Dzieciaci ciągle wytaczają argument "pierwszego uśmiechu dziecka" i "uśmiechu dziecka, który wszystko wynagrodzi, nawet tydzień bez snu", że dzieci rosną i to mija… Może i mija, ale potem pojawiają się kolejne wyzwania i problemy i tak w kółko… Chciałabym móc się w tym "sprawdzić", jednak rodzicielstwo to niestety nie jest kurs na prawo jazdy, że jak nie umiem prowadzić samochodu, to po prostu rezygnuję z tego… Tutaj trzeba OD razu umieć być rodzicem (oczywiście że na początku może tylko dobrym), ale potem najlepszym, jakim tylko można…. Nie wiem, czy też to zauważyłaś, ale dzieciaci też podają argument dla wątpiących, że "nie ma i nie będzie rodziców idealnych" i ok… Może i nie chcę byc idealną matką, ale nie chcę popełnić jakiegoś błędu, który może kosztować bardzo wiele… Co z tego, że na dzień dzisiejszy wiem jak chciałabym wychować moje potencjalne dziecko? A moze jak ono przyszłoby na świat to bym całkiem oszalała, skakała nad nim, zepsuła je i zrobiła z niego "kalekę"??? Czytałam ostatnio o takim przypadku, że jakiś 9-latek bił swoją matkę, a ona nie mogła nic z tym zrobić 🙁 Wszyscy oczywiście hejty na matkę, że sobie pozwoliła itp… Każdy jest mądry, dopóki go dana sytuacja NIE DOTYCZY… Może mój problem tkwi w tym, że… nie uważam że nikt nie rodzi się zły i nie wszystko jest ewidentnie winą rodziców… Może to okrutne, co myślę, ale jak obserwuję niektóre dzieci, to tak jakby je jakiś diabeł od urodzenia opętał… :-/ Czasem sobie myślę, że juz nawet adopcja jest w pewien sposób bezpieczniejsza, bo choć trochę wiesz jakie dostaniesz dziecko, po kim itp… A dziecko biologicze, to wybuchowa mieszanka 🙂 Jesteśmy z narzeczonym typami introwertyków z artystycznymi zamiłowaniami… Często potrzebujemy uciec w swoje wspólne "światy" lub też każde do własnego… Nie mamy z tym problemów… Tak sobie myślę, że nie byłoby łatwo w życiu temu naszemu potencjalnemu dziecku… 😉 I mamy też właśnie obawy nie tylko stricte związane z wychowaniem, ale też takie egzystencjalne… Czy ten dzisiejszy świat jest dobry dla dziecka? Jest w nim pełno piękna, ale i okrucieństwa, zagrożeń, znieczulicy na krzywdę ludzi/ zwierząt… Do rodzicielstwa kursow niestety nie ma… To właśnie tak, jakby debiutantowi kazano od razu iść na EGZAMIN prawa jazdy, bez uprzedniej jazdy samochodem (bo przecież musisz to czuć, widzisz jak inni prowadzą samochód itp.) A najdziwiniejsze w tym wszystkim jest to, ze im człowiek starszy tym właśnie ma więcej wątpliwości i obaw.

    • A mam jeszcze takie pytanie… Jak przebiega wizyta księdza po kolędzie u Was? Czy pyta on Was o kwestie potomstwa? Jeśli tak to “rozwiązujecie” ? Wymijająco, czy też mówicie mu prawdę?

    • A mam jeszcze takie pytanie… Jak przebiega wizyta księdza po kolędzie u Was? Czy pytał Was kiedyś o tą kwestię? Jeśli tak, to jak z tego wybrnęliście? Wyminęliście się z prawdą, czy wręcz przeciwnie, niczego przed nim nie ukryliście?

  36. Pierwsza kolęda była kilka miesięcy po ślubie, więc nie musieliśmy nic mówić, druga była po ponad roku, ale miałam wtedy żałobę po mamie i ksiądz bardziej skupił się na tym temacie, podczas trzeciej ksiądz o nic nie pytał- tylko się pomodlił i poszedł dalej, a w tym roku nie przyjmowaliśmy księdza, bo nie wiedzieliśmy kiedy chodzi i jak chodził to nie było nas w domu. Generalnie nie zamierzamy mówić wprost, że nie chcemy, bo po co denerwować księdza?:) Najlepszy tekst to taki, że na razie nie mamy dzieci, a jak Bóg da to będziemy mieć 🙂 W moim wieku to akurat już nic dziwnego, jak się nie ma dzieci, bo wiadomo, że trudno zajść w ciążę przed 40tką, więc raczej ksiądz nie będzie dopytywał o więcej.

Porozmawiajmy :)