My Zdies Emigranty

Obama wygrał! Uczucie szczęścia, a raczej wielkiej ulgi wypełnia mnie od wczoraj. Chciałbym móc powiedzieć “Yes, we did it”. Ale nie mogę. Jako posiadacz jedynie zielonej karty nie glosowałam i nie zrobiłam nic innego, aby się przyczynić do jego wygranej.

Oglądaliśmy wczoraj wybory u znajomych w domu. I niestety ja nie mogłam się naprawdę cieszyć. Nie zrozumcie mnie źle, jestem bardzo zadowolona, że Obama wygrał, ale dlatego, że on reprezentuje wartości, w które ja wierzę – a nie dlatego, że on będzie moim prezydentem.

Mieszkam tu od ponad 3 lat, prawie 4 lata, czyli prawie tyle co cała kadencja prezydencka… ale ja wciąż nie czuję się tego częścią. Wciąż jestem outsiderem, emigrantem. Nie pasjonuje mnie amerykańska polityka, nie dbam ile złotych medali dostali amerykańscy sportowcy.

Od dwóch lat mogę ubiegać się o obywatelstwo. I myślę o tym, ale bardziej w kontekście korzyści i strat. Czysto zimna kalkulacja. Dostanie obywatelstwa da mi więcej praw – do tych wszystkich obowiązków, które jako posiadacz zielony karty już mam.

Ale część mnie mówi, że ubieganie się o obywatelstwo to będzie oszustwo.

Ja nie jestem Amerykanką. Czuję się już jak Nowojorczyk. Kocham to miasto. Czytam książki o nim, chcę dowiedzieć się jak najwięcej i znać je dobrze. Ale nie mam tych samych uczyć w stosunku do USA.

Dopiero w takich momentach jak wczoraj zdaję sobie sprawę, że Nowy Jork to niestety, nie jest niezależne państwo 🙂 To jest wprawdzie wyspa, ale tylko w znaczeniu geograficznym.

Nowy Jork jest częścią kraju, którego nie znam. Nie znam jego historii, jego przywódców. Gubię się we wszystkich odniesieniach kulturowych i pop-kulturowych o których mówi mój mąż i jego znajomi, nie kibicuje amerykańskim sportowcom, nie dbam o ich sporty narodowe.

Część mnie nadal odmawia asymilacji.

Część mnie jest trzyma się kurczowo tej pozycji emigranta. To w końcu łatwiej. Mam prawo nadal nie wiedzieć kilku rzeczy. Czy nadal mam to prawo?

Mieszkam tu, pracuję tu, moi przyjaciele są tutaj, nawet kupujemy teraz mieszkanie tutaj.

Jak długo to potrwa, o ile kiedykolwiek, będę uważać Stany Zjednoczone za mój prawdziwy dom, czy nawet drugi dom?

Jestem dumna z wczorajszego przemówienia Obamy. Jestem tak dumna ze nazywałabym go moim prezydentem, ale jak długo zanim będę w stanie to zrobić bez uczucia, że oszukuję?

0 comments

  1. Myśle ze najwazniejsze to zyc w zgodzie z samym soba… Jezeli majac obywatelstwo czulabys sie faktycznie ” oszustka” to chyba nie ma sie co meczyc. Mi sie jednak wydaje ze ja osobiscie nie mialabym takich obiekcji.

    buziaki

    • Ja się chyba zdecyduje z czysto praktycznych powodów … nawet tak banalnych jak kolejki na lotnisku:) Ale tak się zastanawiam czy asymilacja jest możliwa w pewnym wieku i co decyduje o tym ze niektórzy szybciej się adoptują, a cześć tak jak ja żyje jedna noga tutaj a druga w Polsce?

      • powiem Ci szczerze ze ja w moich marzeniach zyje jedna noga wlasnie za oceanem…. 😉 Jedyne co mnie przeraza to odleglosc od rodziny i innych bliskich w Europie…

        Nie wydaje mi sie zeby to szczegolnie zalezalo od wieku, moze kiedys poczujesz ze jestes do tego gotowa? Mi sie wydaje ze pod wzgledem obywatelstwa nie patrzylabym na to co czuje a wlasnie jakie korzysci mi to moze dac. to tylko papierek, a Twoje wlasne serducho samo wybierze sobie to miejsce na ziemi, ktore uwazasz za dom.

  2. Ja bym sie ani przez moment nie zastanawiala nad obywatelstwem, warto, bys jak najszybciej je zdobyla jesli faktycznie wiazesz z tym krajem swoja bliska (i dalsza) przyszlosc. A przypuszczam, ze tak , skoro zdecydowalas sie miedzy innymi na kupno mieszkania. W duszy badz Polka, ale nie odmawiaj sobie wygody posiadania obywatelstwa 🙂 Pozdrawiam

  3. Skoro obywatelstwo amerykańskie ma Ci ułatwić życie nie powinnaś się zastanawiać i mięć wyrzutów sumienia. Zrozumiałą rzeczą jest, że zawsze będziesz Polką i zawsze będziesz tęsknic za krajem swojego urodzenia. Najważniejsze jest jednak to, że mając obywatelstwo zawsze możesz sobie pozwolić na odwiedziny na co nie może sobie pozwolić duża część Polaków przebywająca w USA nielegalnie. Ja osobiście zazdroszczę Ci możliwości mieszkania w takim kraju. Przecież jest to miejsce gdzie większość marzeń spełnia się dużo szybciej niż w Polsce. Pozdrawiam :*

  4. Ludzie są różni. Jedni się asymilują szybko, a inni – wcale. A tak poza tym Ameryka to wcale nie jest tzw. “melting pot” tylko raczej “salad bowl”. Ludzie są wymieszani, ale nie tracą swoich charakterystyk. Ale przyznam że ludzie co mieszkają w Ameryce 20 lat, nie uczą się angielskiego i narzekają że w Polsce jest lepiej… troszeczkę mnie dobijają…

Porozmawiajmy :)