Co chroni nas przed zdradą

Ostatnio zdałam sobie sprawę, że w czasie mojego popytu w Stanach żadnego z moich znajomych ani przyjaciół nie spotkała zdrada. Ani razu, ani ja nie musiałam wypijać butelki wina z koleżanką, która znalazła przysłowiowy „ślad szminki na kołnierzyku”, ani Robbie nie zabierał zrozpaczonego kolegę na piwo, bo ten podejrzewał, że jego żona może mieć romans. Amerykanie, a nowojorczycy w szczególności, są bardzo otwarci. Dyskutują o swoim życiu seksualnym często i głośno, ale nikt nie mówi o zdradach. (!?)

Zaczęłam pytac i ku mojemu zdziwieniu zdrady są relatywnie rzadkie?! Z moich polskich znajomych na palcach jednej ręki mogę policzyć tych co NIE przeżyli zdrady, wliczając mnie, moją rodzinę i przyjaciół. A przecież to w Nowym Jorku panuje większa „swoboda obyczajów”.

Nasi znajomi to w większości pary, w większości małżeństwa, niektórzy z dziećmi ale większość bez – i nie ma zdrad. Zdarzały się nawet związki otwarte – po kilku miesiącach kończące się kompletnym niepowodzeniem, rozpadem związku bądź jego formuły. Ale nie było zdrad.

Żadna z moich amerykańskich koleżanek nie stara się też trzymać „krótko” swojego męża, ani nie ogranicza jego kontaktów z ex, czy przyjaciółkami. Nie przygląda się badawczo koleżankom z pracy ani dziewczynom na imprezie. Nie widziałam, też żeby któryś z kolegów flirtował zbyt długo z inną kobietą.

Zdrada w ogóle nie jest tematem rozmów. Poza nagłówkami tabloidów, wyimaginowanymi bądź nie, zdradami gwiazd Hollywood i innych celebrytów, zdrady jakby nie dotyczą zwykłych nowojorskich śmiertelników.

Wynika to z chyba kilku powodów:

1.     Seks przed ślubem jest tu powszechnie akceptowany. Okres w szkole średniej i na studiach jest okresem eksperymentowania. I tu naprawdę mam na myśli eksperymenty. Większość osób przed 30 dokładnie wie czego i jak chce, i czego może oczekiwać.

2.     Małżeństwa zawierane są dużo później. Jeżeli decydujesz się  na małżeństwo w wieku 30+ to jest szansa, że lepiej wiesz czego szukasz i szansa, że potrafisz dbać o swojego partnera jest oczywiście większa.

3.     Kobiety są bardziej niezależne. Większość zdrad w Polsce zdarza się w przypadku kiedy jeden z parterów (w większości kobiety, oczywiście) nie pracuje. Z nudy. Zdrada żony bo się nudzi sama w domu, męża bo nudzi się z nudną żoną.

4.  Kobiety w NY częściej mają udane życie zawodowe, częściej wychodzą same, mają swoich znajomych. Rzadsze zdrady – wynikają z większego równouprawnienia. Kobiety mają tu pod wieloma wzgledami naprawdę prościej niz w Polsce (wiecej o tym tutaj)

6.     Wynika to chyba też ogólnie z anglosaskiej / protestanckiej kultury. Kiedy rozwody są dozwolone to w mniejszym stopniu tolerowane są zdrady.

W naszej katolickiej kulturze, rozwód to ostateczność. A wiec może dlatego Polacy częściej decydują się „skok w bok” niż na rozwód. Sama zdrada jest też, bardzo często, społecznie bardziej akceptowalna niż rozwód.

W momencie kiedy każdy z partnerów może w każdej chwili odejść to każdy z partnerów bardziej się stara.

Czyżby to było aż tak proste?

16 comments

  1. Zdrady to bardzo trudny temat. Jest cos w tym co piszesz. Niezaleznosc pewno pozwala uchronić sie czesciowo od zdrady … a z pewnoscia latwiej sie podnieść po zdradzie – jak ma sie prace, grupe przyjaciol – grupe wsparcia. Ja na szczescie niegdy nie przezyam zdrady.

  2. Myślę, ze jest właśnie tak jak mówisz. Osoby niezależne od nikogo, nie będące pod żadną presją, zawierające związki w troszkę późniejszym okresie niż te 20-20parę lat nie czują potrzeby zdradzania, bo dokonały w pełni świadomego wyboru, nie dyktowanego młodzieńczą, szaloną ,,miłoscią” czy naciskiem ze strony rodziny,wiedziały czego oczekują i co mogą dać tej drugiej osobie .. i to chyba jest klucz do sukcesu, bardzo przemyślany wybór partnera życiowego. W naszym kraju niestety śluby bierze się jeszcze często przez wpadkę, albo rodzina czeka i krzywo patrzy, że młode osoby razem mieszkają bez ślubu albo jeszcze coś innego i konczy się tak jak się kończy ..

  3. A moze to wynik popularnosci terapii w NY? Kazdy, kto ma swojego “shrinka” jest bardziej swiadomy roznych procesow zachodzacych w zwiazkach, umie lepiej nazywac swoje emocje i moze jest w stanie zareagowac na pokusy zanim sie pojawia? 🙂
    PS.moze to mit o tych terapiach, ktory znam z filmow (glownie W.Allena), a swoja droga – jak to jest naprawde ?

    • haha – to tez prawda! Każdy ma swojego psychoterapeutę. Każdy o tym otwarcie mówi, wymienia się ze spostrzeżeniami z sesji i etc. Moja druga randka z R była z jego psychoterapeuta. To chyba dobry materiał na kolejny post 🙂

  4. cos w tym jest ale to jeszcze meska czesc musi byc na tyle otwarta, ze akceptuje kobiety, ktore osiagnely sukces zawodowy, niestety wielu sobie z tym nie radzi i skacze w bok, szukajac dowartosciowania :]

  5. Zdrady nie należy odczytywać tylko jako coś wyłącznie złego. Dla niektórych stanowi źródło głównych podniet, bez których nie byliby tym kim są. Przez wiele osób jest zupełnie akceptowana. To, że społeczeństwo czegoś nie akceptuje, nie oznacza jeszcze, że nie można tego akceptować na swój własny, prywatny użytek.

    • Jest w tym chyba pewien paradoks – bo jeżeli zdrada jest akceptowana przez dwóch partnerów to nie jest już zdrada, tylko otwarty związek. Jeżeli obie strony godzą się na to – to jak najbardziej ani społeczeństwu, ani nikomu innemu, nic do tego.
      Problem zaczyna się wtedy jeżeli jeden z partnerów jest nieświadomy i w efekcie zostaje skrzywdzony.

  6. To nie jest definicja otwartego związku… to nadal coś na krawędzi. A co do tego, że jedna strona nic nie wie – to czasem jest zdrowsze dla związku.

    • Jeżeli jedna strona nic nie wiem i nie godzi się na to – to w pewnym momencie będzie skrzywdzona, przecież? Nawet jeżeli jest zdrowsze dla związku na krotsza meta, to w dłuższej perspektywie niestety prowadzi do rozpadu związku.

  7. Czy coś może nas uchronić od zdrady?
    Chyba niestety nic….
    Może to i bolesne ale prawdziwe.
    Myślę, że zdrada nie jest zależna od zdradzanego ale bardziej od zdradzającego – to w końcu Jego/Jej decyzja ostatecznie sprawia, że zdrada się pojawia lub nie…
    Masz rację, że w społeczeństwach bardziej otwartych i dojrzałych zdrady spotyka się nie tak często jak u nas – bo u nas pokutuje twierdzenie o ‘starej pannie’ w wieku 23 lat i ‘wpędzaniu w lata’ po kilu miesiącach znajomości.
    To wszystko prowadzi do wczesnych małżeństw….. a w konsekwencji do zdrad….

  8. W takim razie wolę mieszkać w NY xD…nawet ten temat wskazuje na to, że jest to duużo fajniejsze miejsce niż PL !

Porozmawiajmy :)