Syndrom starej panny

Przeglądałam dzisiaj forum dla kobiet szukając inspiracji do kolejnego postu i znalazłam taki wpis:

Ten post pod tytułem “z ręką w nocniku” 37-letniej autorki jest tak głupi i smutny, że musiałam o tym napisać.

W Nowym Jorku staropanieństwo nie istnieje….jest się singlem i tyle.
Mniej albo bardziej szczęśliwym… z wyboru albo z konieczności. Nie ma natomiast podziału na “lepszych i gorszych singli” z uwagi na wiek czy płeć.

Moja babcia desperacko próbowała wydać mnie za mąż za każdego sąsiada tłumacząc “że bycie rozwódką jest znacznie lepsze niż starą panną”. Nadal nawet w Warszawie samotny mężczyzna w wieku 35 lat to “super partia” a samotna kobieta to “no cóż biedactwo, gdzie my ją ukryjemy przed rodziną na święta.”

Zycie singielki w Nowym Jorku jest pod tym względem znacznie prostsze. Poniżej 6 powodów dlaczego wszystkie single i singielki powinny pomieszkać (przynajmniej jakiś czas) w NYC:

1. Jeżeli nowojorczyk jest samotny w wieku +/-35 lat oznacza ze w 90% ma udana karierę zawodowa, interesujące hobby bądź jest bardziej wymagający. Nikt nie będzie się zastanawiał co z nim nie tak. Bo nic, absolutnie nic nie jest z nim nie tak.

2. W Nowym Jorku przystojni mężczyźni są normą nie wyjątkami, są regułą.
Wszyscy chodzą na siłownię, biegają. Mężczyźni mają te same obowiązki dbania o siebie co kobiety.  “Prezesowskie” brzuszki nie świadczą o sukcesie zawodowym, tylko lenistwie i braku wiedzy.

3. Absolutnie nie ma nic złego w pójściu samemu do restauracji, baru czy kina. Zagadanie do kogoś przy barze nie świadczy o desperacji, tylko o tym, że masz ochotę z kimś porozmawiać.

4. Pomimo największych chęci i upartości tutaj musisz zapomnieć o porównywaniu się do innych. Na każdym rogu znajdzie się ktoś od Ciebie ładniejszy i brzydszy, gruszy i chudszy, bogatszy i biedniejszy.

5. Cokolwiek nie zrobisz nikt nie uzna Cie za wariatkę. W Nowym Jorku zawsze się znajdzie jakiś większy wariat od Ciebie. Zawsze.

6. W Nowym Jorku 35 a nawet 45 to nowe 26. Wiek to tylko liczba i tak długo jak jest niższa od Twojego IQ nie ma żadnego znaczenia.

18 comments

  1. Kiedyś namiętnie wchodziłam na kafeterię, teraz już tam nie zaglądam wcale, bo pomimo, że można tam spotkać bardzo ,,barwne” osobowości, wciąż powtarzają się pewne schematy jak ,,każdy facet na pewno zdradza” czy właśnie ,,samotny facet po 30 – coś z nim na pewno nie tak” ,,samotna baba po 30 pewnie zołza, głupia i gruba” i tak dalej.
    Bardzo podoba mi się punkt 2, u nas w ojczyźnie wciąż dbanie o siebie albo jest nazywane pedalstwem, albo objawia się poprzez pobyt 24/7 na siłowni wspierany sterydami. Punkt 3 – znów w pl osoba chodząca samotnie do baru/kina=dziwak. Punkt 4 to coś dla mnie, faktycznie mieszkając w małej pipidówie non stop się porównywałam do koleżanek, wszystkie byłyśmy jak od szablonu, każda chciała byc szczuplejsza, miec bardziej wyprostowane włosy .. 😉 Dopiero duże miasta nauczyły mnie, że ludzie wyglądają baaaaardzo różnie, niekiedy bardzo dziwacznie a mimo to każdy ,,dziwak” ma szansę znaleźć kogoś, komu się jego image spodoba 🙂
    Nie jestem osobą, która uwielbia narzekać na Polskę i Polaków ale faktycznie mamy swoje mniejsze lub większe wady, mniej lub bardziej upierdliwe nawyki i przekonania i fajnie jest zobaczyć, jak ludzie żyją gdzie indziej, zwłaszcza, że są na ziemi miejsca gdzie więcej jest luzu i swobody a mniej spinania się i narzekania. Zostanę na blogu na dłużej, pozdrawiam :))

  2. ze cos takiego jak staropanienstwo jeszcze istnieje… kompletnie bez sensu, polacy maja dziwny zwyczaj zamykania sie w szufladki :]

    ja co prawda mezatka ale tez dla niektorych cos na ksztalt ufoludka, bo jak to 35 lat, tyle po slubie i dlaczego my w ogole jeszcze nie mamy dzieci !! Tak jakby to byl jakis obowiazek :/

  3. Szukałam informacji o tym, jak się mieszka w Nowym Jorku, trafiłam na ten post i chyba jakieś przeznaczenie niesamowite, opatrzność albo inne jakieś zawirowania pogodowe mnie tu przywiodły, bo to to jest dopiero post dla mnie:D Święta za pasem, moja rodzina jak co roku od kiedy zaczęłam studia będzie się zamartwiać: GDZIE MY JĄ UKRYJEMY PRZED RODZINĄ NA ŚWIĘTA?! Babcia w połowie roku zaczyna klepać zdrowaśki i pochlipywać w słuchawkę znacząco, kiedy dzwonię, z nadzieją, że może oto tym razem przywiozę kogoś do domu na święta, że wstydu przed sąsiadami nie będzie, że doczeka prawnuka z kochanej wnuczki… Mama niby nic nie powie, ale tata zapyta z burakiem na twarzy: to może ty byś chciała koleżankę przywieźć…? Już nie wspomnę o politowaniu w spojrzeniu młodszego (!) żonatego (!) z sześć (!) lat (!) młodszą (!) ode mnie (!) kobietą (tu nie wstawię wykrzyknika, bo w mojej rodzinie z innym płcią niż żeńską żonaty nie mógłby by on być). Ta… nie ma to jak parcie na zamążpójście w naszym pięknym kraju.
    Na pewno będę zaglądać tutaj często. Pozdrawiam ciepło.

    • Dokładnie. Bardzo dziękuję Kaja za Twój komentarz. Ja czułam się dokładnie tak samo. Te wczesne małżeństwa prowadza do zdrad i samego nieszczęścia później. Z moich obserwacji znajomych im później osoby zawierają związki małżeńskie tym bardziej udane maja małżeństwa.

  4. Wspaniały post i bardzo życiowy. Przydałoby nam się trochę tego “New York state of mind” w Polsce, bo ten brak luzu, nieustanny stres, bycie pod presją społeczeństwa, nakazów i zakazów, sprawia, że ludzie coraz rzadziej są po prostu szczęśliwi. A tylko szczęśliwi ludzie potrafią cieszyć się drugim człowiekiem i miłością. Tego nam Polakom bardzo życzę. Pozornie mogłoby się wydawać, że w dużych miastach jest inaczej, ale myślę, że mentalnie nie ma aż tak wielkiej różnicy i to jest smutne. Pod presją społeczeństwa ludzie decydują się na niechciane decyzje (“wymuszone” małżeństwo czy dziecko). Po prostu potrzeba nam więcej luzu i akceptacji tego, że sposobów na udane życie jest wiele, a na pewno nie jest nim realizowanie oczekiwań innych ludzi.

    Pozdrawiam ciepło! Singielka z Krakowa 🙂

  5. Nigdy nie czułam presji ze strony rodziny, choć przyznam, że czasem, w wieku 16 lat, kiedy babcia pytała przy okazji świąt “a chłopaka jakiegoś masz już?” to najchętniej uciekłabym do swojego pokoju i nie wychodziła stamtąd do jej odjazdu. Pranie mózgu się zaczyna – tak wtedy o tym pomyślałam i takie pranie mózgu ze stereotypem odgrywającym rolę głównego składnika do prania wiele “starych panien” (27, 25, 29 lat) 😉 w mojej rodzinie czuje się ze sobą źle. A nie są to głupie dziewuchy, dbają o siebie, każda ma pracę, fajne hobby, ale kiedy się rozmawia na ich temat w rodzinie (szczegolnie z babciami), to pierwsze pytanie jakie pada to “a znalazły już sobie faceta?”, a potem “boooze, jeszcze nie? co one zrobia? za kilka lat juz ich nikt nie bedzie chcial! i bedzie za pozno na dzieci” … Na gwalt trzeba szukac faceta z tego wynika – chocby pił i bił, chocby zdradzał, chocby odgrywał w naszym zyciu role dyktatora i nami pomiatał, to facet musi byc, bez tego kobieta jest nikim 😛 Lepsza panna niz rozwodka? Aha, bo jak rozwodka, to oznacza, ze ktos ja juz chcial, a jak panna, to wstyd, bo nikt nigdy nie chcial i nie bedzie chcial, tak? A potem widzisz… 35-latka zaklada temat, gdzie wylewa swoje zale, ze nie znalazla faceta, a moglaby ten czas na wycie do monitora poswiecic sobie, na swoje hobby. Smutne jaką presje potrafi wywrzec spoleczenstwo.

  6. Oj, oj, oj jakżebym chciała by tak było i u nas, w Polsce.

    Bardzo mi to nowojorskie podejście do bycia samemu odpowiada.

    Będę zaglądać częściej 🙂

  7. ja co prawda nie singielka (ale nie mezatka) i nie trzydziestoparoletnia, bo wiosen mam “zaledwie” 26 ale calkowicie zgadzam sie z Twoim postem. i szczerze mowiac przeraza mnie fakt, ze przytlaczajaca wiekszosc moich kolezanek z dziecinstwa, mieszkajacych w Polsce to juz mezatki z dziecmi (niektore maja ich nawet troje). z kazda moja wizyta w Polsce (mieszkam w Chicago) dziadkowie moi ukochani pytaja mnie, czy dozyja mojego wesela i czy bedzie im dane na nim zatanczyc. I czy prawnukow sie z mojej strony doczekaja, czy tez nie bedzie im to pisane. W koncu to najlepszy wiek na dzieci. Meczace to czasem…
    U mnie problem byl jeszcze inny. Zareczona?!! Cudownie!! Nareszcie! Nie Polak?! ALe jak to?! No jak to nie Polak!! Amerykanin?!!! A co, to wsrod Polakow juz nie mozna bylo nikogo znalezc?
    Rece opadaja.

  8. zycie by było o wiele łatwiejsze bez tych wszystkich schematów… przypomniała mi sie sytuacje z ubiegłego roku, po raz pierwszy od wielu lat miałam przyjemnosc byc w domu rodzinnym w czasie gdy proboszcz chodził po kolędzie. a ze nasz proboszcz jest bardzo zainteresowany zyciem parafian rozmowa w pewnym momencie zeszła na mój stan cywilny. proboszcz zanipokojony brakiem stałego partnera zaproponowal ze odprawi msze w mojej intencji, a raczej w intencji mojego rychłego zamązpójscia. najgorsze bylo to ze jego intencja byla szczera… usmiechnełam sie pod nosem i podziekowałam…

  9. …whe n I was 35
    it was a very good year
    for blue-blooded girls
    with independent means
    their chauffeurs would drive
    when I was 35…
    Dlaczego my kobiety w tym wieku same na siebie nieraz patrzymy jak na “towar przeterminowany”?
    Faceci tak nie maja (patrz piosenka powyzej…)
    Koniec z syndromem Starej Panny i basta!
    Dla mnie 30-stka i lata “po” to byly najfajniejsze lata (a juz pare lat temu to bylo ;-))

Porozmawiajmy :)